Valhalla Hills - Recenzje

34
Orzeł

Byłem zachwycony, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem trailer Valhalla Hills. Urocza, kolorowa grafika, interesujące tło fabularne i wpisana między wierszami obietnica przywrócenia klasycznych Settlersów na ekran mojego komputera totalnie mnie kupiła. Niestety, koniec końców nic z tego nie wyszło i szybko okazało się, że gra od Funatics Software wcale nie przyciągnie mnie do siebie na długo.


Jako dzieciak spędziłem mnóstwo godzin przy poprzednich produkcjach Funatics Software – Cultures i jej kolejne części, pomimo swoich skaz, sprawiały mi naprawdę dużo radochy. Ich najnowsze dzieło zdaje się bardzo dużo czerpać ze swoich starszych braci, ale zdaje się, że twórcy odrzucili najfajniejsze elementy, a pozostałości otulili w miłą dla oka grafikę 3D i wydali na Steam takie nie-wiadomo-co, znane później jako Valhalla Hills. Parę chwil zajęło mi odnalezienie się w tej grze, gdyż nie daje ona żadnych nader jednoznacznych instrukcji postępowania.

 


Wraz z grupką Wikingów zostajemy zrzuceni na wysepkę, na której znajduje się kilka portali – jeden z nich jest nasz i służy do przyzywania kolejnych pracowników do naszej wioski, drugi – zwykle umiejscowiony daleko w górach – musimy podbić, by zbliżyć się do osiągnięcia mitycznego raju Wikingów, Valhalli. Nasz cel jest oczywiście pilnowany jest przez potwory, które możemy spróbować zgładzić lub przekupić, budując ich bogom ołtarze i poświęcając zasoby. Te zdobywamy, rozbudowując naszą wioskę i stawiając odpowiednie warsztaty i budynki produkcyjne. Każdy z nich wymaga odpowiednich narzędzi, więc zaopatrywanie naszych Wikingów w odpowiednią ich ilość jest zadaniem kluczowym.


Poprzednim grom tego typu autorstwa Funatics można było zarzucić zbyt duże przywiązanie do kwestii mikrozarządzania – każda postać musiała być ręcznie przypisywana do danego miejsca pracy, dodatkowo musieliśmy brać pod uwagę demografię i kazać naszym podopiecznym się rozmnażać. W Valhalla Hills zostało to znacznie uproszczone, a graczowi pozostaje tylko stawiać budynki w odpowiednich miejscach i zarządzać produkcją narzędzi. Dodatkowi żołnierze i pracownicy dosłownie spadają nam z nieba, a do roboty przypisywani są automatycznie. Nie musimy się martwić o to, żeby mieli coś do jedzenia, bo potrafią znaleźć sobie żarcie w krzakach.


Twórcy zdecydowanie za mocno rozpędzili się, upraszczając rozgrywkę do granic możliwości – do tego stopnia, że przez większość czasu nie obchodziło mnie nawet, co się dzieje z moimi Wikingami – bo dlaczego miałoby? O wszystko przecież zatroszczą się sami. Czasem im się to jednak nie udaje, czasem przyłapywałem AI na problemowym działaniu, kiedy któryś z moich Wikingów biegał bezradnie w kółko i nie wiedział, co ze sobą począć.

 

 


Wszystkie misje, które rozgrywamy, odbywają się na generowanych losowo mapach, a każda kolejna jest większa i trudniejsza do pokonania oraz odblokowuje nowe budynki i możliwości. Na pierwszej mapie mamy za zadanie zbudować podstawowy warsztat z narzędziami i pierwszy oddział wojowników – kolejne misje sprowadzały się w zasadzie do tego samego, w nieco tylko bardziej rozbudowany sposób, z użyciem nowych narzędzi i uzbrojenia. Moi Wikingowie mogli zacząć uprawiać rolę, wypiekać chleby i warzyć piwo – to wszystko ma pomagać w tworzeniu coraz silniejszych armii i zorganizowanych logistycznie wiosek.


Jednak w pewnym momencie dałem sobie spokój i postanowiłem przez kilka misji zostać przy pierwotnym planie – wyprodukować najbardziej podstawowe narzędzia i wyposażyć moje oddziały w najprymitywniejszą broń. W ten sposób bezproblemowo udało mi się przejść pół gry, zupełnie nie zwracając uwagi na rozbudowę ekonomiczną moich wiosek. Pilnujące portalu potwory pokonywałem przy pomocy przewagi liczebnej – nawet największe stwory nie miały żadnych szans.


Niemniej, jak to mówią, nie tyle złapanie króliczka jest satysfakcjonujące, jak łapanie go. Valhalla Hills najwyraźniej opiera się o tę zasadę – być może i da się przejść każdą mapkę w kilka minut, tworząc jak największe, prymitywne oddziały uzbrojonych w siekiery Wikingów, ale wówczas gra traci cały swój smak. Budowanie wiosek i planowanie odpowiedniej logistyki pomiędzy warsztatami to jednak satysfakcjonujące zajęcie.

 

 


Stawianie odpowiednich budynków w odpowiednich miejscach nie jest niczym trudnym, dodatkowo gra podpowiada nam odpowiednim kolorem, w którym miejscu najlepiej będzie postawić dany budynek, by był łatwo dostępny. Wszyscy raczej zdajemy sobie sprawę, że chatkę wędkarza najlepiej umieścić blisko morza, a piekarnię niedaleko gospodarstwa rolnego. Budynki nie powinny przy tym być za bardzo ściśnięte, żeby przypadkiem nie zabrakło miejsca na uprawę zbóż czy sadzenie nowych drzewek. W kilku miejscach budujemy składy towarów, bo inaczej zasoby wylądują nie wiadomo gdzie. Każdy pracownik powinien mieć dostęp do narzędzia, odpowiedniego dla swojego zawodu, choć nierzadko trzeba zgadywać, co będzie potrzebne w danym warsztacie.


Zewsząd czuć też te nieszczęsne uproszczenia. Jak już wspomniałem, problemy demograficzne rozwiązują się same, bo brakujący robotnicy po prostu spadają nam z nieba. Nam pozostaje tylko zapewnić im dach nad głową i pracę – choć bezrobocie rzadko sprawia problem, bo gdy nie ma nic do roboty, nowi Wikingowie po prostu się nie pojawiają. Poprzednim grom Funatics zarzucano, że to bezsens, że możemy kazać postaciom się rozmnażać i jeszcze wybierać płeć dzieci – ale widząc, jak daleko zaszły uproszczenia w Valhalla Hills, szybko zmienicie zmieniłem na ten temat zdanie, zdecydowanie wolałem starą formułę. Wikingowie sami zaopatrują się w narzędzia i nie mamy najmniejszego wpływu na to, do kogo wędrują w pierwszej kolejności. Nawet drogi ulepszają się samoczynnie.


Biorąc pod uwagę, że na każdej mapie cel jest dokładnie ten sam – dotrzeć do portalu, przebić się przez potwory i iść dalej – rozgrywka jest dość repetytywna. Generowane proceduralnie mapy nie pomagają jej aż tak bardzo, jakby tego chcieli twórcy. Za każdym razem powtarzamy te same, działające schematy na to, by budynki i fabryki współgrały ze sobą. Gra nie narzuca żadnych limitów czasowych, więc możemy budować tak długo, aż zaczniemy ziewać z nudów.

 

 


Do tego dochodzą jeszcze problemy z kamerą i interfejsem. Wciśnięcie środkowego przycisku myszy co prawda obraca kamerę, ale po chwili wraca ona do domyślnej pozycji. Stopnie przybliżenia i oddalenia kamery są zadowalające, a obserwowacja życia naszej wioski z bliska jest bardzo przyjemna. Nie wiem natomiast, co brali twórcy, kiedy ustawiali pod klawiszami od 1 do 4 stopnie przybliżenia – po wciśnięciu danej cyferki spodziewałem się raczej zmiany prędkości gry i przez długi czas nie mogłem się do tego przyzwyczaić. Gdyby tego było mało, gra nie pozwala zmienić ustawień klawiszy, a w opcjach w zakładce „Klawiatura” mamy tylko rozpiskę skrótów klawiszowych.


Grafika prezentuje się całkiem przyzwoicie. Modele i tekstury są bardzo proste, ale wcale niebrzydkie. W grze mamy prosty cykl dnia i nocy, a pora dnia zmienia się płynnie w swoim czasie. Wygląd Wikingów można dostosować, wybierając odpowiednie menu w grze – przypomina to nieco edytor robaków w czwartych Wormsach. Kolorowe drzewka, trawka i zwierzaczki dobrze wpisują się w prostotę gry. To wszystko sprawia, że gra wygląda całkiem ładnie, a w dodatku znośnie działa. Co prawda zdarza jej się okazjonalnie „przyciąć” czy zeżreć więcej pamięci, niż powinna, ale nie są to jakieś nagminne przypadki.


Valhalla Hills to przyjemna gra. Jeżeli zamierzasz jej spróbować, to nie nastawiaj się na żadną rewolucję czy powrót do starych, działających formuł. To dobry tytuł, by zanurzyć się w nim na kilka godzin i pograć dla relaksu, a hardcore'owi wielbiciele gier takich, jak The Settlers czy wcześniejszych produkcji Funatics, na przykład Cultures 2: Bramy Asgardu czy Wyprawa na Północ raczej nie będą z niej zadowoleni - daleko idące uproszczenia w rozgrywce skreślają ją z listy pozycji obowiązkowych. Daję grze 6/10 – mimo drobnych błędów i potknięć, da się czerpać z niej pewną ilość radochy i spędzić mile kilka wieczorów.

Valhalla Hills

Ocena
6
Wasza ocena
brak
Oceń grę
  • Plusy
  • Przyjemna i lekka rozgrywka
  • Ciekawe tło fabularne
  • Mapy generowane losowo
  • Ładna i prosta grafika
  • Sprawnie działające motywy ekonomiczne
  • Minusy
  • Zbyt duże uproszczenia
  • Strasznie powtarzalna
  • Dość prostackie elementy militarne
O autorze
OrzełOrzeł
312 1
Oto ja - domorosły webmaster, koder, przedsiębiorca, dziennikarz oraz wielbiciel gier muzycznych i myszoskoczków. Nocami marzę o tworzeniu gier, ale za dnia skupiam się na innych fajnych i ważnych rzeczach, dla odmiany możliwych do zrealizowania.

3 Komentarze

awatar
Michalinio (gość) miesiąc temu

Czy ten tytuł ma jakieś powiązanie z Assassins Creed Valhalla Download?

0 Odpowiedz
awatar
NightHC (gość) 4 lata temu

Było jeszcze "8 cud świata" ;P

0 Odpowiedz
Orzeł 4 lata temu

Zgadza się. :)

0 Odpowiedz