W obronie serii Assassin’s Creed - Felieton

32
Cascad

Gracze często przeskakują ze skrajności „marzę o kolejnej części XYZ” do skrajności „ale tasiemiec z tego XYZ”. Wydawcom nie mówi to konkretnie nic, choć tak naprawdę dobrym sequelem nikt normalny nie pogardzi. A jeśli jest ich nawet kilka i wychodzą co roku to… co z tego?

 

Kwestia powraca szczególnie przy rozmowach o Call of Duty i Assassin’s Creed. I z niewiadomych powodów obrywa się bardziej (a przynajmniej tak mi się wydaje) serii o skrytobójcy. Tej która ma zawsze fantastyczne tło historyczne i prezentuje środowiska raczej niespotykane w grach. Może to do niektórych po prostu nie dociera, ale Assassin’s Creed to gry z wielkimi światami, których twórcy odtwarzają całe epoki historyczne. Nie wymyślają sobie bajki sience fiction o zagładzie wyskakującej z dziury na niebie, nie opowiadają o trollach i magach szukających zdechłego kota (artefaktu najwyższej mocy w królestwie Nebelfelihejem rządzonym przez Ogara Trzeciego), nie wysyłają żołnierza na kolejne strzelanie do ludzi w kominiarkach. Tworzenie AC wymaga tony pracy i odtwarzania prawdziwych historycznych miejsc. I po tych miejscach biega się postacią odpowiednią dla epoki, z własnym tłem i mieczem zawsze gotowym do szybkiej ulicznej walki zakończonej bieganiem po dachach. 

 

 

Nawet jeśli pojawiają się w tym błędy, nawet jeśli fabuła kręci się jak pijana baletnica, to dalej jest to najprzyjemniejsza i najbardziej zróżnicowana spośród wysokobudżetowych, wieloczęściowych przygód. Długa, z piękną muzyką i masą rzeczy, które potrafią się czasem zwyczajnie zepsuć. Wszystkie te niedociągnięcia są skutkiem tego, że Ubisoft chce nam dać nową porcję zabawy co roku – dlatego skończmy już z trzema podstawowymi rzeczami, na które gracze wciąż narzekają gdy się im wspomni o Assassin’s Creed. Wiecie, chodzi o argumenty w stylu:

 

„Znowu dali tyle syfu do zebrania” – dobra, masz rację. Gry z serii AC mają wielkie mapy, na których poukrywano tonę znajdziek. Tylko trzeba pamiętać, że ich zebranie nie jest praktycznie do niczego potrzebne i jak się je oleje, poznając historię to nic szczególnie ciekawego się nie straci. Po co więc się rzucać niczym karp w reklamówce?

 

„W AC jest tona błędów” – są i co z tego? Czy tak naprawdę psują one komuś grę? Poza strasznymi przycięciami animacji naprawdę trudno się przyczepić do tego, że przechodnie czasem się na sobie blokują, ktoś wyskoczy nam przed nosem albo zacznie się kręcić wokół własnej osi jak wariat. Podczas ponad 20-godzinnej gry zdarza się to kilka razy, nie trzeba robić z tego wielkiego halo. To samo tyczy się Assassin’s Creed Unity, które zostało uznane za grę zepsutą „na zawsze” a to nieprawda. Owszem, na premierze był to niedziałający tytuł jednak już od paru miesięcy patche poradziły sobie z działaniem i wyglądem silnika – obecnie przebywanie w wirtualnym Paryżu to czysta przyjemność.

 

„Co roku wydają to samo!” – tak? a gracze wciąż mają wybór czy to kupią. Tym bardziej, że jak pisałem wcześniej, zarzucanie, że to ciągle to samo jest zwyczajnie nieuczciwe. Może sprawdzało się to przy przejściu z AC2 na AC: Brotherhood gdzie faktycznie obie części działy się w renesansowych Włoszech, cała reszta serii zalicza jednak wyraźne zmiany klimatu i rozwinięcia konkretnych mechanik. Doceńmy to nawet jeśli dla niektórych te gry wychodzą za często. Przecież to tylko powiększa wybór jaki czeka nas podczas zakupów. 

 

 

Ja bardzo lubię zaliczyć blockbustera w okresie świąteczno-noworocznym i nie widzę wtedy lepszego wyboru niż właśnie Assassin’s Creed, które daje długą historię, solidną porcję walki na miecze i wybaczające wiele błędów skradanie. Inne gry są albo krótkie, albo tylko o strzelaniu, albo nastawione na multiplayer – ile można? Dlatego cieszmy się, że AC wychodzi co roku, bo niektórym serią naprawdę to nie szkodzi. 

 

O autorze
CascadCascad
3215 22

Prawdziwy entuzjasta gier, który uwielbia z nich szydzić, żartować i nakręcać się na kolejne premiery. Piszę dla was newsy, raporty, recenzje… lubię oryginalne pomysły, dziwactwa i cały czas jestem na czasie. 

3 Komentarze

awatar
Aratho (gość) 7 miesięcy temu

AC2 i tak najlepsze

0 Odpowiedz
awatar
Drajgon (gość) 2 lata temu

Według mnie z AC problem tkwi w tym, że od black flaga kierujemy innym protagonistą przez co nie możemy się związać z jednym bohaterem tak jak to było do AC:3. Po śmierci Desmomda seria straciła swój urok.

0 Odpowiedz
Harhan 2 lata temu

Proponuję dodać na końcu TLDR; w dzisiejszych czasach czytelnicy są bardzo leniwi i jak widza ścianę tekstu to pasują. Co do samego tekstu i obrony... gdzieś to wszystko słyszałem ;) Ja wciąż jestem zdania, że AC jest robiony na jedno kopyto, brak innowacyjności w tej grze mnie odrzuca(wyjątkiem jest Black Flag, jako pierwszy w serii). "Tyle syfu do zbierania/ciągle to samo/tona błędów" - skoro tak wszyscy narzekają, to czemu przy każdej premierze ludzie dostają syndromu Stendhala. To tak jak z rządami PO, jest c..jowo, ale i tak ludzie na nich głosują, bo.. to jest coś co znają, mimo, że niekoniecznie jest dobre. ;___;

0 Odpowiedz