Czy nadchodzi era PC? - Felieton

40
Danteveli

Od zawsze uważałem się za gracza konsolowego. Nie ze względu na jakieś poczucie wyższości czy  chorą nienawiść do komputerów. Gram na wszystkim co się da ale konsolowe pozycje z Kraju Kwitnącej Wiśni przemawiały do mnie bardziej niż komputerowa oferta. Nic nie trwa jednak wiecznie. Powoli staje się pecetowcem. Nie jest to efekt jakiegoś prania mózgu, ale rezultat powoli nadchodzącej ery PC.

 

Większość świata się pewnie ze mną nie zgodzi ale uważam obecną generację konsol za porażkę. Sprzedano masę konsol, a ludzie wydają się zadowoleni. Ja jednak patrzę na nowe produkty od Sony i Microsoftu sceptycznie. Sytuacja może się zmienić z biegiem czasu ale osobiście szczerze w to wątpię. Oba systemy nie mają się specjalnie czym pochwalić pod względem gier. Ilość i jakość pozostawiają całkiem sporo do życzenia. Gdy spojrzymy na listę ekskluzywnych gier jakie pojawiły się i mają się pojawić na obu maszynach to czeka nas konsternacja. Gdzie podziały się wszystkie „systemsellery” i tytuły typu „must have”?

Gry warte mojej uwagi mogę policzyć na palcach jednej dłoni. Gdyby nie Bloodborne i nadchodząca Persona 5, nie miałbym żadnego powodu do posiadania najnowszego PlayStation. Jedynie Wii U wydaje się być kuszącą ofertą bo w przypadku Nintendo mam pewność co do  jakości produktów, i tego że będę się dobrze bawił. Tylko że ten sprzęt został już dawno przez wszystkich spisany na straty i niestety nie ma co go brać pod uwagę.  Jest to efekt dość prostej rzeczy. Jak prawie każdy posiadam komputer osobisty, który jest w stanie odpalać gierki nowsze od sapera. Efektem tego jest trochę szokująca dla mnie sytuacja, której nigdy bym się nie spodziewał. Zaczynam brzmieć jak ktoś kto hejtuje konsole. W czasie  gdy opluwam PlayStation 4 i Xbox One dostrzegam, że PC mruga do mnie w zalotny sposób. 

 

 

Kiedy kilka lat temu zaczynałem swoją przygodę z kolekcjonowaniem gier na Steamie, nie miałem pojęcia do czego dojdzie. W zamierzchłych już czasach PSX i PS2, ogrywałem masę tytułów na maszynkach Sony. PC służył mi wyłącznie do odpalania produkcji niedostępnych na konsolach i po to by grać online w Unreal Turnament i Quake III Arena. PlayStation 2 dobitnie udowodniło mi, że jestem graczem konsolowym. Masa jRPG i dziwacznych japońskich produkcji w stylu Killer 7 i Forbidden Siren utwierdzały mnie w przekonaniu, że do grania nie potrzeba niczego, więcej poza konsolami. Przecież na moim Xboksie mogłem korzystać z magii internetu, a nawet słuchać własnej muzyki podczas grania w ulubione gry. Era Xboksa 360 zmieniła trochę sytuację. Po części był to efekt wybuchu sceny indie. Braid zachęciło mnie do szukania innych mniejszych gierek, które to mogą pochwalić się świetnymi pomysłami. Zasiadłem przed komputerem i powoli powiększałem swoją bibliotekę Steam. Świetne wyprzedaże i inne promocje zachęcały mnie do kupowania kolejnych tytułów. Nie zrezygnowałem jednak z konsol. Zawsze potrafiłem coś dla siebie znaleźć i mieć usprawiedliwienie dla wydanych pieniędzy. Jednak w 2015 roku nie widzę większego sensu w posiadaniu konsol nowej generacji (poza WiiU). Ani Sony ani Microsoft nie potrafią mnie przekonać do tego by biec z pieniędzmi w zębach do najbliższego sklepu. Obie maszynki są spoko ale nie mają już praktycznie żadnej przewagi nad moim komputerem.

 

Z pozycji gracza spędzającego sporo czasu na katowanie w kolejne tytuły, komputer zaczyna wyglądać jako strasznie interesująca opcja. Przemawia za nią kwestia cen. Gry na PC w chwili obecnej nie są zbyt tanie. Gdyby porównywać ceny ze Steam z  ofertą konsolową  to jest to podobny wydatek. Różnicą w tym wypadku jest jednak ilość promocji i alternatywne sklepy, które oferują interesujące ceny. Jeśli ktoś chce poszukać to da się wyrwać nowe gry w znośnych cenach. Do tego w dwa czy trzy tygodnie po premierze gry możemy ją kupić za zdecydowanie mniejsze pieniądze. Dodajmy do tego jeszcze masę promocji i sezonowe wyprzedaże. Podczas nich można się obkupić i za rozsądne pieniądze mieć zapas tytułów na kilka miesięcy. Wisienką na torcie są wszelkiej maści bundle – paczki gier, które nabywamy za kilka złotych. Humble Bundle, Indie Gala, Groupees czy Bundle Stars praktycznie co tydzień oferują nam kilka gier w cenie kubka kawy  czy butelki ulubionego napoju. Doprowadza to do paradoksalnego stanu, gdzie ma się zbyt dużo gier i nie da się ich wszystkich ograć. W przypadku konsol kwestie promocji się powoli rozkręcają i jest coraz lepiej. Trochę daleko temu do sytuacji, w której jest rynek komputerowy.

 

 

Drugim argumentem przemawiającym za kompem jest dostępność gier. Kiedyś konsole mogły poszczycić się masą gier ekskluzywnych na daną maszynkę. Obecnie ze względu na koszty produkcji jest to niewykonalne. Jakieś 90% gier ląduje na więcej niż jednej maszynie. Sony i Microsoft nie traktują komputerów jako konkurencji przez co nawet tytuły „ekskluzywne” pojawiają się również na PC. Takie Ryse, Dead Rising 3 to gry, w które posiadacze PS4 nie zagrają. Podobnie jest w przypadku Street Fighter V, który to nie będzie dostępny na Xbox One. Jednak osoby korzystające ze Steam  bez problemu przetestują te gry. Zawsze pozostanie kilka niedostępnych nigdzie indziej perełek, które są warte uwagi, ale bezsprzecznie jest ich coraz mniej. Na komputery natomiast zaczyna się pojawiać praktycznie wszystko. Masa szajsu z telefonów obok klasyków, indyków i nowości. Oferta jest naprawdę bogata i zahacza powoli o przesyt. Niedostępne kiedyś dla graczy PC tytuły powoli zaczynają być wypuszczane. Square Enix czy Sega  serwują swoje japońskie gry każdemu kto jest zainteresowany. Valkyria Chronicles, Final Fantasy, Dynasty Warriors czy Metal Slug zostają udostępnione wszystkim, gotowym wydać  trochę kasy. Ma to olbrzymie znaczenie z perspektywy gracza zakochanego w japońskich produkcjach. Po praz pierwszy od wielu lat mamy parytet w produkcjach tego typu. Do tego wielu wydawców takich jak Sega czy Konami, mówi o przeniesieniu priorytetu z gier konsolowych na inne systemy. Może za kilka lat to PC stanie się najlepszym sprzętem do wszelkiej maści japońskich produkcji?

 

 

Za pecetami bezsprzecznie przemawia jedna kwestia. W przeciwieństwie do konsol, na komputerze nie tracimy dostępu swojej biblioteki. Przesiadka z maszyn poprzedniej generacji była dość bolesna. Brak wstecznej kompatybilności gier został nam zrekompensowany przez masę remasterów i możliwość ponownego zakupu/wypożyczenia tych samych gier. W przypadku pieców nie ma tego problemu. Jasne, że kompatybilność niektórych gier z nowszymi wersjami systemu operacyjnego nie jest idealna.  Ja jednak nie mam większego problemu z odpaleniem zakupionego dwie dekady temu tytułu. Przy konsolach nie ma takiej możliwości bez ponownego wydawania kasy lub uruchomienia starszej maszyny. Nie jest to jakiś super argument  przekonywający każdego ale ja czasem mam ochotę na zagranie w jakiś starszy tytuł. Zrobienie tego na PC jest zdecydowanie wygodniejsze niż w przypadku konsol.

 

Gdy dodamy do tego jeszcze kolejne udogodnienia względem graczy robi się naprawdę interesującą. Steam Big Picture to przygotowany od pady interfejs, oprogramowanie kart graficznych automatycznie dostosowujące ustawienia gier. Kilka kliknięć zastępuje nam babranie się w ustawieniach i wyszukiwanie optymalnych ustawień dla naszej maszyny. Wszystko to sprawia, że granie w gry na komputerze staje się dziecinnie proste. 

 

Dzięki takiej sytuacji komputer staje się prawie tak wygodny w użytkowaniu jak konsola. Prawie robi jednak chyba wielką różnicę. Przynajmniej ja tak sobie tłumacze to czemu sprzedaż gier na PC nie sięga do pięt konsolowym wynikom. Zabawa w optymalizację, znajomość kart graficznych, procesorów, zarządzanie komputerem to trochę za dużo dla wielu z graczy.

 

 

Ktoś powie pewnie, że bredzę. Przecież zdaniem wielu ludzi PC dominuje od ładnych paru lat. Specyfikacja nowych maszyn okazała się przecież śmiechem na sali i nie są one w stanie dorównać dopakowanym procesorom i kartom graficznym. Jest to (przynajmniej na papierze) prawdą. Mamy jeszcze Steam i Valve starające się zrobić z komputerów domyślną platformę do grania. Wciąż jest to  jednak trochę nierealny cel. Po pierwsze jest to efekt tego, że w przypadku PC nie zarabia się na na grach tyle co na konsolach. Jasne, że istnieją wyjątki od tej reguły i Blizzard może sobie pozwolić na tytuły ekskluzywne dla komputerów osobistych, a League of Legends może być maszynką do drukowania pieniędzy. Tyczy się to jednak jedynie kilku wybranych. Potwierdzeniem tezy o średniej opłacalności robienia gier na komputery osobiste są słowa Marcina Iwińskiego z wywiadu na temat Wiedźmina 3. Na pytanie inspirowane absurdalnymi tezami graczy o tym, że konsole „powstrzymują” PC  - boss CD-Projekt odpowiedział bez ogródek: bez konsol nie byłoby gry z takim rozmachem bo stworzenie jej nie byłoby opłacalne. Prawdą jest, że w przypadku 99% gier lwią część zysków przynoszą konsole i bez nich nie byłoby racjonalne robienie gier z gigantycznymi budżetami. Racjonalnym jest w tym wypadku stwierdzenie, że konsole są „złem koniecznym”. Dopiero gdy gry na komputery zaczną przynosić odpowiednie zyski, wtedy ta gałąź stanie się czymś więcej niż dodatkiem do dania głównego jakim są konsole. Nie jestem jednak w pełni przekonany, czy ten moment może szybko nadejść. Teoretycznie konsole nadal są łatwiejsze w użyciu i przystępniejsze od komputerów. To sprawia, że gracze segmentu „casual” prędzej sięgają po pada niż klawiaturę i myszkę. Oni odpowiadają za większość kupionych gier i tak długo jak granie na konsoli będzie po prostu wygodniejsze tak długo te osoby nie mają co robić przy piecach. No chyba że zalew gier na telefonach sprawi, że konsole staną się przeżytkiem. Nie ma przecież niż prostszego niż dostępne za darmo „klikacze”, w które katują  wszyscy ludzie w metrze czy autobusie.

 

 

Drugim argumentem powstrzymującym mnie przed wykrzykiwaniem haseł w stylu „ PC Master Race” jest żałosna jakość portów gier. Wiąże się to z pierwszą kwestią ale denerwuje mnie znacznie bardziej. Praktycznie każdy duży tytuł kończy się opowieścią o żenującej jakości porcie robionym na kolanie. Ostatnio padło na Mortal Kombat X i pierwsze tygodnie po wypuszczeniu tej gry na PC można by nazwać komedią, gdyby nie to że ludzie za ten szrot płacili pieniądze. Sytuacje tego typu są wciąż nagminne i dotykają całkiem spory odsetek użytkowników komputerów osobistych. To sprawia, że część graczy nie ma zaufania do pecetowych wersji gier. Brak pewności, czy gra nam z tych czy innych względów „pójdzie” to zdecydowanie słabość kompów.

 

 

Zauważyłem, też pewną niechęć  ludzi w stosunku do alternatyw dla Steama. Mamy wszelkiej maści Desury, GOG Galaxy, Origin, Uplay  i pewnie coś jeszcze. Niektóre gry wymagają zainstalowania nowych klientów jeśli chcemy w nie pokatować. Nie jest to zbyt wygodne rozwiązanie i wpływa ono trochę negatywnie na komfort grania. Znam osoby, które rezygnują z grania w pewne tytuły na PC z powodu durnych klientów jakie są wymagane do ich uruchomienia. Sam też nie jestem wielkim zwolennikiem żonglowania kontami i klientami by odpalić jakąś grę.

 

Ostatnią słabością peceta jest kwestia kanapowego co-opa. Mieszkam w Korei, więc partyjki w kawiarenkach internetowych są całkiem sensowną opcja. Jednak kiedy marzy mi się taki trochę powrót do lat młodości i sesyjka przed telewizorem w gronie znajomych to pojawiają się problemy. Komputer nie jest niestety wygodnym wyjściem  i w tej jednej kwestii nie jest on w stanie zastąpić konsol.

 

Zbiór zalet i wad grania na PC wydaje się obecnie przemawiać za komputerem. Jestem czasem nieziemsko wściekły na problemy z pewnymi grami ale nie powstrzymuje mnie to od zauważenia wszystkich plusów mojego konta Steam. Nie wróżę końca konsolom, ale nie zdziwię się jak powoli przestaną one być głównym sprzętem wszystkich maniaków.

 

 

Sytuacja jest moim zdaniem nadzwyczaj interesująca. Z jednej strony słyszymy o świetnej sprzedaży nowych maszyn od Sony i Microsoftu. Z drugiej strony to komputer zdaje się być najlepszym rozwiązaniem jeśli chodzi o sprzęt do grania. Konsole w swoich kolejnych iteracjach upodabniają się coraz bardziej do pieców. Aktualizacje, patche, kwestie online sprawiły, że znikła magia dawnych lat i łatwość w obsłudze nie jest już taka jak kiedyś. Z kolei rynek PC stara się wejść w sferę konsolową poprzez wszelkiej maści Steamboksy, konsolową standaryzację sterowania za pomocą pada czy obecność tytułów kojarzonych dotychczas wyłącznie z konsolami. Ciekawe jak to wszystko się dalej rozwinie. Ja jestem przekonany, że w moim wypadku nadchodzi era komputera. Tylko czy takie zachowanie nie przyczyni się do śmierci konsol w znanej nam obecnie formie?

 

O autorze
DanteveliDanteveli
4 0
Mieszkający w Azji fanatyk gier dobrych lub dziwnych. Podobno fanboy Nintendo, ale to Fallout 2 i Silent Hill 2 są jego ulubionymi grami. Samozwańczy specjalista od horrorów i wszystkiego co Azjatyckie. Uzależniony od kimchi i Mountain Dew.

4 Komentarze

awatar
Maciek (gość) rok temu

Autor wskazuje, że komputer gorzej się sprawdza przy kanapowym co-opie. Czy jest aż tak źle? Chyba każda współczesna karta graficzna ma wyjście HDMI pozwalające na podłączenie komputera do dużego telewizora - dwóch graczy nie musi być ściśniętych przy mniejszym monitorze. Także kwestia sterowania jest łatwa do rozwiązania - przecież PCty obsługują pady, szczególnie dobrze dogadują się z urządzeniami pochodzącymi bezpośrednio z konsol. Pady od różnych xboxów i playstation działają z komputerami. Co więcej, pececiarze mają większy wybór akcesoriów, gdy chcą kupić pad do okazjonalnego grania mogą wydać na to mniejsze pieniądze, niż konsolowiec, który by ugościć innego gracza raz na jakiś czas musi kupić drogi oficjalny pad.

0 Odpowiedz
brevoc 3 lata temu

Moim zdaniem, nie ma takiego czegoś, jak era post- czy pre-PC. PC-ty zawsze będą na biurkach w pracy czy w domach. Owszem. Za to, żeby grać w najnowsze tytuły, trzeba wyłożyć więcej pieniędzy na podzespoły do "blaszaka", ale w konsolach płacimy więcej za same gry. Koszt kupna PC prawdopodobnie po kilku zakupach gier na konsolę się zwraca. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że na konsolę gry zawsze były droższe, a dobrze złożony komputer może mieć ogromną bibliotekę gier kupionych nieraz za bezcen, w porównaniu z konsolą. Kilka lat temu miałem PC, pomyślałem, że PS3 to dobra odskocznia i zastępstwo dla gier, ale jednak się nie zakochałem i wróciłem do PC. Co prawda za bebechy zapłaciłem sporo, ale żadna gra nie cierpi na syndromy np. spadku klatek poniżej 30/s, jak ma to miejsce w konsolach. Potem kwestia dokupienia drugiej karty w SLI, i w kolejne tytuły można grać następne 4-6 lat :)

0 Odpowiedz
awatar
Drax43 (gość) 3 lata temu

Konsole nie wyginą, jedna słaba generacja nie zakończy życia tego rodzaju sprzętu. Jeżeli Sony i MS zaczną coś o.........ć to pojawią się inni zawodnicy i wykorzystają słabości konkurencji. O nadchodzącej erze PC mówi się od czasów ps1 ale z jakiegoś powodu ta nie nadchodzi i prawdopodobnie długo nie nadejdzie. Jestem ciekaw co szykuje Nintendo, bo coś czuję, że NX roz**bie system.

0 Odpowiedz
awatar
EL Alamein (gość) 3 lata temu

Boże, co się stało z interpunkcją w tym tekście? Czytaj swoje teksty, zanim puścisz je w przestrzeń... W samej stopce o autorze jest błąd w słowie "Azjatyckie". Po c..j tam wielka litera?

1 Odpowiedz