Ruiner - Recenzje

01
YASIU

Ostatnimi czasy gry osadzone w cyberpunku zaczynają u nas zyskiwać coraz bardziej na popularności. Wpierw za sprawą świetnego Observer, a teraz pochodzącego ze stolicy Polski Ruinera. Czy produkcja mogąca wywołać atak padaczki u nie jednego zdrowego człowieka zdoła zawojować nie tylko krajowy rynek?


Człowiek w masce

Akcja przenosi nas do roku 2091 roku do miasta Rengkok. Wcielamy się w postać zamaskowanego psychopaty próbującego uratować swego brata z rąk wrogiej korporacji Haven. W osiągnięciu celu stara się nam pomóc tajemnicza hakerka. 

 

 

Choć opowieść w tego typu produkcjach odgrywa marginalną wręcz rolę tak tutaj miała nawet jakiś potencjał, by zaciekawić odbiorcę. Niestety cały wysiłek scenarzysty został przykryty zmuszaniem nas do skupiania się tylko i wyłącznie na nawalaniu w kolejne fale przeciwników. Idealnie obrazuje, to fakt, że poza główną historią na próżno szukać tutaj głębszych zadań pobocznych. Ograniczono je wyłącznie do szukania znajdziek w danych pomieszczeniach i likwidowania bossów z listy. 

Przy okazji w internecie pojawiły się opinie sugerujące ukończenie Ruinera w mniej niż 7 godzin. Jednak w praktyce przebrnięcie się przez wątek fabularny nawet przy zastosowaniu najniższego poziomu trudności zajmuje nieco więcej, co dla mnie stanowiło wyłącznie wadę, a nie zaletę. 
Podobnie jak obecność w grze wyborów w trakcie dialogów polegających np. na ocaleniu nieprzyjaciela i które jak się okazało – nie wpływają na przebieg opowieści. Są więc kolejną bezsensowną rzeczą. 

 

 

O dziwo twórcy pokusili się zaimplementować dość zaawansowany jak na taką małą grę system rozwoju postaci, który zaliczę in plus. Przyznam, że w jakimś niewielkim stopniu usprawnianie psychopatycznego bohatera o lepsze uniki, czy zwiększony pasek zdrowia pomaga w walce. 

 

Kazio nie dał rady

Co należy pochwalić, to na pewno konieczność doboru odpowiedniej broni (białej lub palnej) do konkretnego oponenta. Warto pamiętać, że wychodząc na potężnego bossa z byle pistolecikiem zamiast konkretną spluwą taki pojedynek zakończymy po kilkunastu sekundach. 

 

 

Tyle z pochwał, albowiem danie główne, czyli walki są mocno przesolone i niejadalne. Generalnie cały schemat polega na stosowaniu potężnej ilości uników, bez tego pojedynki nie mają większego sensu. Gra oferuje trzy poziomy trudności w tym najniższy uroczo nazwany Kaziem (reklamowany jako bezstresowa eksploracja świata). Szkopuł polega na tym, że nawet na ustawieniu dla kanapowych placków chcących w miarę spokojnie przejść całego singla jest bardzo ciężko.

Produkcję w połowie ukończyłem na najgorszym levelu zaś drugą na średnim i przyznam pobiłem rekord świata w liczbie zgonów w większości starć, co świadczy tylko, iż poziom hard przeznaczono dla kompletnych szaleńców bez układu nerwowego. Pozostała część po wyładowaniu frustracji na swym kontrolerze zwyczajnie odpadnie. 

Roboty nie ułatwia również fatalne sterowanie opierające się na analogowej zmianie kierunków patrzenia postaci. Mało tego przez nie kilkanaście razy przegrałem prawie wygraną bitwę, bo pociski poleciały w innym kierunku niż powinny. Rozumiem - chciano zaserwować solidną nawalankę na odmóżdżenie, ale z kolei przesadzono w drugą stronę. 

Jedną z niewielu rzeczy do których nie mogę się przyczepić, to oprawa wizualna. Projektanci Reikon Games wyraźnie stanęli na wysokości zadania. Udało im się połączyć mieszankę wybuchową, czyli brutalny, brudny świat z kolorową i komiksową szatą graficzną. Także pochwała za decyzję o wykorzystaniu klasycznego rzutu izometrycznego. 

 

 

Co wywołuje szczególne zdziwienie, to brak głosów postaci w przerywnikach filmowych oraz jakiejkolwiek ścieżki dźwiękowej. Fakt, faktem sporadycznie jakiś konkretniejszy osobnik coś bąknie pod nosem, ale bardziej to przypomina jakby sekretarka z testerem na szybko podłożyli swe głosy. 

 

Ruina, a nie gra

Wspomniane wyżej stwierdzenie idealne podsumowuje całą produkcję studia Reikon Games, ponieważ tylko człowiek bez zdrowych zmysłów mógłby usiąść i być z niej zadowolony. Zdaję sobie sprawę, że tak czy siak ucieszy jakiś procent społeczności Hotline Miami, lecz muszą oni zdawać sobie sprawę, że to Hot x2. Niestety jedyna rzecz mogąca ocalić całość, czyli zalążek interesująco zapowiadającej się historii została finalnie zniweczona przez masę irytujących elementów takich jak sterowanie, czy zawyżony poziom trudności. Jak widać nie wszystko co Polskie jest dobre.

Ruiner

Ocena
5.5
Wasza ocena
brak
Oceń grę
  • Plusy
  • Dobry system rozwoju postaci
  • Oprawa graficzna
  • Klimat cyberpunku
  • Minusy
  • Kiepska fabuła
  • Brak jakichś większych i sensownych zadań pobocznych
  • Fatalny system sterowania
  • Przesadzony poziom trudności, który irytuje, a nie bawi
O autorze
YASIUYASIU
1166 0

0 Komentarzy