Jak studiuje się badanie i projektowanie gier - Felieton

33
Sakwan

Tegoroczny Intel Extreme Masters ściągnął do Katowic 104 tysiące fanów. Niebywały sukces Wiedźmina. Największe kanały na YouTube są poświęcone grom. W Kędzierzynie-Koźlu powstaje klasa o profilu e-sportowym. W Warszawie funkcjonuje Game Dev School, Tworzenie Gier Wideo na Warszawskiej Szkole Filmowej i Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, a na bydgoskim Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego - ja i Gamedec, czyli badanie i projektowanie gier.

Według mediów, właśnie legalnie uczę się zabijania ludzi. Ba! Nawet więcej! Uczę się manipulować tysiącami umysłów, tworząc tym samym armię żądnych krwi morderców. To się nazywa rozmach! Szkoda tylko, że studiowanie badania i projektowania gier jest nieco mniej epickie i mniej zgubne w skutkach. Chociaż ktoś może się zapytać, po co marnować trzy lata na uczelni ucząc się robić gry, zamiast zacząć je robić. Przecież do tej pory branża świetnie sobie radziła bez ludzi z dyplomem w dziedzinie projektowania gier.

Kto chce iść na studia - niech idzie, a kto nie - niech nie idzie. Proste. Nie chcę się rozwodzić nad przydatnością ukończenia uczelni. Wolę się skupić na tym, co sprawia, że cieszę się z rzucenia elektrotechniki na rzecz studiowania gier, mimo liczby klątw, jakie zdążyłem rzucić na Gamedeka.

Chwilę czasu zajmuje pogodzenie się z tym, że na Gamedeku się nie studiuje. Wszystko skonstruowane jest tak, że nie da się być studentem przez cały semestr, a w sesji i tak wszystko zaliczyć. Gamedec to ciągły bój o exp i rozpaczliwe zapobieganie utracie HP. Brzmi to kuriozalnie, ale działa. Wystarczyło oprzeć zaliczanie przedmiotów specjalizacyjnych o ciągle rosnące punkty doświadczenia zdobywane za aktywność na zajęciach, oddawanie prac domowych, realizowanie projektów i wykonywanie zadań pobocznych. Karą za nawalenie z pracą lub nieobecność są spadające punkty żywotności.

 

fot. Mikołaj Sobociński. Very Nice Studio, Rebel czy ktokolwiek inny - okazji do pokazania gry specjalistom z branży nie można przegapić.

 

Nagle jakoś tak bardziej chce się uczestniczyć w zajęciach i być na bieżąco z projektami, a tych jest całkiem sporo. Michał Mochocki, pomysłodawca specjalizacji i jeden z wykładowców, mówiąc o 5 semestrach praktyk ma na myśli dokładnie 5 semestrów praktyk na 3 letnich studiach licencjackich. Powoli dobiega końca mój pierwszy. Zostałem tak przeszkolony, że odpalając grę w celach relaksacyjno-rozrywkowych odczuwam niepokój. Zupełnie, jakbym zapomniał zrobić czegoś do projektu, a tych od marca do końca roku akademickiego będę miał na koncie 8 – gry planszowe, karciane, scenariusze do RPG i larpy.

Planszówki, karcianki, RPG, larpy? Tak, zdaję sobie sprawę, że może brzmieć to strasznie dla kogoś, kto właśnie szuka studiów growych mając na myśli gry wideo, a wyskakuję tutaj z grami analogowymi. Skoro już pojechałem po bandzie to dodam, że poznajemy też historię gier wszelakich i ich definicje. Nagle okazuje się, że gry to całkiem poważny temat. Zwłaszcza, kiedy przychodzi czytać kolejne opasłe, naukowe tomiszcze pisane w języku angielskim. Jakby czytanie naukowego bełkotu po polsku nie sprawiało wystarczających problemów.

 

Minecraft - Wyspa Młyńska w Bydgoszczy. Gier wideo nie mamy w planie pierwszego roku, ale nie przeszkadza to w wykonywaniu zleceń dla Urzędu Marszałkowskiego.

 

Wierzę, że wystarczająco zniechęciłem osoby robiące MMORPG z otwartym światem, w którym każdy może zostać kim chce i iść gdzie chce, bo do gier wideo przechodzimy nieco później. Dopiero w trzecim semestrze, choć aktualny czwarty level zaczynał je już w drugim. Wspominałem już, że semestry nazywamy u nas levelami, a wszystkich, którzy są aktualnie np. na drugim semestrze wywołuje się do tablicy (głównie na Facebook, nasza kadra aż za dobrze obsługuje dodawanie postów na oficjalną grupę specjalizacji) hasłem Level 2? Po coś te punkty doświadczenia muszą być, a wcale nie znikają po przejściu na kolejny rok, jak to bywa z normalnymi ocenami. Ot, taka ciekawostka.

Wspominałem o projektach. Obowiązkowa praca w zespołach zmieniających się przy każdym z nich. Kilku równocześnie, bo każde laboratoria wymagają oddzielnych projektów na zaliczenie (2 lub 3 w semestrze), wykonywanych według wytycznych. Do tego dochodzi oddzielny przedmiot zwany po prostu Projektem, gdzie zespoły mają dowolność w wyborze tematu pod warunkiem, że będzie wiązał się z grami.

To taki hax na analogowy początek Gamedeka. Ludzie z levelu czwartego od zeszłego roku organizują bydgoską edycję Pog(r)adajmy, inny Gamedec levelu czwartego jest koordynatorem Granocy, organizowanej co miesiąc imprezy poświęconej RPG i larpom, ludzie z mojego levelu zajęli się organizacją Global Game Jamu w Bydgoszczy. To wszystko w ramach przedmiotu Projekt. Mało? Jedziemy dalej.

 

fot. Aleksandra Bielicka. Global Game Jam to nie jedyna okazja do spędzenia weekendowej nocy na uczelni, ale na pewno jedna z tych bardziej kreatywnych.

 

Dumnie brzmiąca Współpraca z interesariuszami to nic innego jak praktyki. Tylko nie takie byle jakie - trzymiesięczne. Trzy miesiące to jeden z pięciu semestrów, w ciągu których musimy bez przerwy praktykować z firmami spoza uczelni. Gry na zamówienie, praktyki w studiach developerskich jak np. Huuuge Games czy Vivid Games. U tych pierwszych aktualnie odbywa praktyki kilku Gamedeków z levelu czwartego, a kolejni, którzy załapali się u nich na praktyki jeszcze rok temu, normalnie tam pracują. Nie mam pojęcia, jak łączą tak czasochłonne studia z pracą, ale widocznie jakoś im się udaje. To samo dotyczy Vivid Games. Wciąż mało?

Miesiąc czasu to około trzech zrobionych gier. Zakładam, że nikt nie przedłużał terminów, nie poświęcał dwóch slotów projektowych na jednen. Trzy gry, które tylko czekają, żeby przedstawić je wydawcy lub potencjalnym inwestorom przed akcją crowdfundingową, jak to robią moi znajomi z roku przed rozpoczęciem kampanii z The Unexpected, którą każdy chętny mógł ograć jeszcze w wersji beta na tegorocznym Pyrkonie.

W tym cudownym obrazku produktywności, kreatywności i praktyki jest też łyżka dziegciu. Ludzie nawalają i odpadają. Jeden po drugim. Wielu nie daje sobie rady, podchodzi lekceważąco i kombinują jak zrobić, żeby się nie narobić i najlepiej przelecieć na czyichś plecach. Rezygnują z własnej woli, lub łamie ich system, który nie toleruje cwaniaków i obiboków.

Studiowanie gier to fajna sprawa, ale nie jest dla każdego. To, że grasz w gry wcale nie znaczy, że się nadajesz. To, że nie grasz też nie znaczy, że się nie nadajesz.

O autorze
SakwanSakwan
2 0
Student badania i projektowania gier na UKW w Bydgoszczy. Wannabe game designer. Krzyczał w kampanii Silent Hill do Left4Dead 2 i kiedy wpadł na pająki w Metro 2033. Przed nim spotkanie z Dead Space

3 Komentarze

REDmartinesart rok temu

Będzie procentować innowacja. Na chwilę obecną nawet taki laik jak ja może ściągnąć kilka darmowych silników i zobaczyć (przekonać się), że to takie trudne nie jest. Po kilku tygodniach zaczynasz robić własny projekt. Czerpiesz z gotowych rozwiązań i po kilku miesiącach masz własny, który jest klonem tego, co już powstało setki razy na przestrzeni lat. Więc zaczynasz od nowa, nieco doświadczony i ruszasz na głęboką wodę. Posiadasz świetne concept arty masz pomysł na spójną fabułę, masz wizję na nowy wymiar rozgrywki. Im lepiej się przygotowujesz tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że możesz polegać tylko na sobie, ze zostajesz sam. Już nie znajdziesz gotowych skryptów zaczynasz dostrzegać wady silnika na którym pracujesz i to pewnie jest najlepszy moment aby skończyć studia, a zacząć choćby najmniejszą współpracę z małym producentem. Chyba że jest się geniuszem rzemiosła że poznało się nudne podstawy, którym daaaleko do czegoś, co nazywa się grą. Wtedy można przekuć wiedzę na innowacje, które mam nadzieję będą domeną polskich studentów w najbliższych latach i na które to innowacje czekamy my-gracze. Życzę sukcesów i większej ilości takich materiałów.

1 Odpowiedz
Sakwan rok temu

Tak to mniej więcej u nas wygląda. Ci co mieli odpaść już odpali, a wśród tych, co zostali coraz więcej głosów o tym, że sami zrezygnują prędzej czy później, bo już teraz pracują w branży lub zakładają coś swojego. Niewiele osób, z którymi rozmawiałem planuje zostać na magisterce (jest dopiero w planach wdrożenia, na razie Humanistyka 2.0 to studia trzyletnie, licencjackie, z czego 2,5 roku to specjalizacja). Jest to poniekąd spowodowane tym, że sporo osób na moim roku Gamedeka ciągnie jako drugi kierunek lub w ogóle drugie studia, już jako magister, ale główną rolę gra zdrowe podejście do życia i pracy - jak zapracujesz, to będziesz miał :) .

Dziękuję za miłe słowa i postaram się regularnie dostarczać ciekawe treści :) .

0 Odpowiedz
awatar
Recoba (gość) rok temu

Cały pomysł Humanistyki 2.0 na UKW jest godny pochwały. Uczelnia poszła z duchem czasu i bardzo dobrze. Widać, że będzie tego kierunku się trzymać, bo od nowego roku akademickiego startować będą tam studia podyplomowe "Marketing internetowy i e-biznes". A tobie życzę powodzenia i osobistego rozwoju na Gamedecu.

0 Odpowiedz