Każdy pad ma swoją historię - Publicystyka

30
sandmann21

Czekając nieśpiesznie, aż sos zgęstnieje, mięso się usmaży, a ziemniaki dojdą na obiad, postanowiłem wraz z moja drugą połówką przeczekać te parę minut grając na konsoli. Jestem prostym człowiekiem i naprawdę lubię te drobne chwile, gdy wraz z ukochaną zaliczamy kolejne okrążenia w Gran Turismo rzucając przy tym docinkami w swoim kierunku. Jednak uśmiech z mojej twarzy zniknął w momencie, gdy chwyciwszy mojego ulubionego pada w dłoń zauważyłem, że kawałek plastiku się od niego ułamał i teraz grzechotał niemiłosiernie gdzieś w środku kontrolera. Niespecjalnie byłem zadowolony z tego obrotu sprawy, gdyż ja o sprzęt elektroniczny generalnie dbam, a teraz moje dziecko ma na karoserii szpecąca bliznę. Złość szybko jednak przemieniła się w zadumę, gdy tylko przypomniały mi się wszystkie perypetie, jaki ten tłoczony kawałek plastiku ze mną przeszedł.

 

 

Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz cisnąłem nim o podłogę, gdy po raz 10 generał Radec z Killzone 2 odbierał mi życie swoją kosą. Albo gdy naprawiałem go niczym MacGyver kawałkiem papieru i taśmy klejącej, gdyż jeden z kabelków był nieprawidłowo dociśnięty do płytki drukowanej (przed tym tuningiem to gdy naciskałem lewy drążek moja postać w Crysisie zamiast biegać, kucała i rzucała granatami). Pamiętam też wszystkie upadki ze stołu i równie częste zalania browarem podczas weekendowych spędów u znajomych. Jakby się nad tym zastanowić, to aż dziw bierze, że moj pad przetrwał aż cztery lata pod moim dachem.

 

Może to mój przesadny sentymentalizm, a może zwyczajnie przemawia przeze mnie czteropak z Biedry, ale ja naprawdę mocno zżyłem się z moim kontrolerem (zupełnie tak jak kiedyś z ulubionym pecetowym gryzoniem). To nie jest telefon, który wymieniamy co roku lub pralka czy zmywarka, które zauważamy dopiero gdy nie mamy w czym i na czym zjeść obiadu. Kontroler jest naszym bezpośrednim łącznikiem z grą i to od niego zależy czy zaliczymy kolejnego head’a lub przekroczymy linię mety na pierwszym miejscu. Nawet nie zliczę, ile razy źle grało mi się na cudzym sprzęcie, który pozbawiony wytarć, pęknięć i charakterystycznych wyżłobień nie sprawował się tak jak powinien.

 

A teraz mój kompan, dzięki któremu przemierzyłem Los Santos i New Marais, który sprawi, że biłem rekordy na Indianapolis i dzięki któremu obalałem kolosy i zabijałem bogów, leży z boku, jakby był smutny, że w końcu pękł i zawiódł mnie po tylu latach. Nic się nie stało przyjacielu. Trochę kleju i odrobina miłości i będziesz jak nowy i obiecuje ci, że w mgnieniu oka wrócisz do gry. Dosłownie.

O autorze
sandmann21sandmann21
67 7

Fan komiksów, kinematografii i gier, w które gra odkąd pamięta. Pykał praktycznie na każdej platformie od SNES, poprzez PSOne, na PC kończąc. Obecnie zamienił myszkę i klawiaturę na pada od PS3 i z dumą nazywa się konsolowcem.

3 Komentarze

awatar
Filip (gość) 2 lata temu

Bardzo ładnie powiedziane

0 Odpowiedz
awatar
ehh (gość) 2 lata temu

"ja o sprzęt elektroniczny generalnie dbam" a kilka linijek dalej piszesz, że rzucałeś tym padem, zalewałeś je piwem... darowałem sobie dalszą lekturę...

1 Odpowiedz
sandmann21 2 lata temu

Generalnie- ogólnie, zasadniczo, nadrzednie.
Chciałem podkreslić fakt, iż zazwyczaj (generalnie) staram sie dbać o sprzęt ale nigdzie nie napisałem, że zawsze to robię. Padem cisnąłem tylko 2 razy w życiu, za kazdym razem będac pod silnym wpływie emocji. Piwem zalał pada mi znajomy a za prawie wszystkie stącenia ze stołu odpowiada mój pies. Generalnie dbamo samochód co nie zmienia faktu, że ma on na swojej karoserii niezliczoną liczbę rys ;-)

I ogólnie jestem pod wrażeniem, że przeczytałeś 60% bardzo krótkiego tekstu i odechciało ci sie czytac dalej. Przykro mi z tego powodu. Nastepnym razem postaram się bardziej dobierać słowa, aby nie było zbędnych niedomówień. Pozdrawiam

1 Odpowiedz