Najlepsze gry Eva wg Dakanna - Publicystyka

Dakann

Na początku zaznaczę, że jak w przypadku mojego poprzedniego felietonu, wybór pozycji, które się tutaj znajdą jest całkowicie subiektywny i odnosi się tylko i wyłącznie do mojego widzimisię tematyki gier. Przestańcie się pluć, że jakiś tytuł się tutaj znalazł lub nie, bo to, że jakaś gra jest dla Was ważna, nie znaczy że każdy gracz na świecie onanizuje się na sam dźwięk otwieranego pudełka z owym tytułem.

Postanowiłem wybrać kilka najlepszych tytułów, które po dziś dzień uważam za najlepsze gry w jakie miałem przyjemność zagrać. Nie ograniczam ani nie narzucam określonej liczby pozycji, żadnych TOP czy konkretnej listy. To raczej wolny spis tytułów które zachowałem w sercu jako gry, które dały mi coś więcej niż zwykłą rozrywkę.

 

Zacznijmy od lat młodzieńczych. Jako berbeć komputerowy niszczyłem swoimi (wtedy jeszcze) zgrabnymi paluszkami malutkie, czarne Atari. Konkretnych nazw tytułów nie pamiętam, a nawet jeśli to nie mam 100% pewności że to właśnie te. Pamiętam skakanie po dżungli na lianach, unikanie krokodyli i jakieś inne eko-tarzańskie gówno. Ale grało się. Potem jednak istota ludzka nabiera świadomości i tytuły, które pamiętam jako pierwsze, ukochane gry to np. James Pond II na Amigę.

Cóż to była za platformówka! Wyciągający się w pionie emm… stworek, bo ch*j wie czym był (nie wiem do dziś), ratował stateczne pingwiny (?) oraz niszczył złe zabawki w magicznym zamku. Fuck logic, wtedy gry nie musiały wydawać się spójne i logiczne, ważne że były kolorowe, rozbudowane i z gigantyczną ilością trudnych leveli. Zarzynałem joystick starając się przejść tytuł choć raz w życiu. I teoretycznie mi się to udało, a praktycznie nie. W finałowej walce z wielkim, złym bałwanem (a jakże), jego miniony naku***ały po całej szerokości mapy. Każdy boss, jak na stare gry przystało, zdychał po monotonnym waleniu go w czubek głowy, także należało się nieźle wygimnastykować by pokonać każdego z tych wielkich sku***eli.


Gdy w końcu cudem, RAZ W ŻYCIU, udało mi się pokonać bałwana, oszalałem z radości. I pozwoliłem sobie na chwile wytchnienia. I to był błąd. Przy każdym bowiem bossie, jego sługusy po zabiciu swojego szefa, stawały się niewrażliwe na ataki ale także nie mogły zaatakować naszego bohatera. Jednak jakiś trollujący programista stwierdził, że przy ostatniej walce warto by było jednak doj**ać do pieca z poziomem trudności i sprawić by te małe ch**ki jednak raniły naszego biedaka. I stało się. Ostatni 'klocek' energii z ostatniego życia został stracony. Pokonałem ostatecznego bossa ale nie przeszedłem gry. Story of my life.


Jeżeli ktoś dorastał ze starszym rodzeństwem, które także lubowało się w grach komputerowych, wie, że rywalizacja między rodzeństwem to rzecz numer 1 w tamtych latach. Ponieważ mój brat przerastał mnie na ówczesny wiek w kondycji psycho-ruchowej, każda nasza potyczka kończyła się dla mnie przegraną. Ale wtedy nie było to ważne. Jedną z zarzynanych przez nas gier był Lotus oraz Lotus II. Banalne wyścigi o zerowej fizyce spędzały nam sen z powiek przez parę ładnych lat. Nigdy nie zapomnę muzyki, emocji i radości gdy brat 'przegrał' (wiadomo jak było).


Gdy w moim życiu zagościł PC, wiedziałem już, że los mój nigdy nie będzie taki sam. Wiedziałem że ta, maszyna zmieni moje życie na zawsze. Może nie na lepsze, ale o tym kiedy indziej. Pierwsze tytuły były typowe - Quake, Doom, Heretic itp. Jednak jeden tytuł zawsze przerażał mnie najbardziej i doprowadzał do niemałego zawału cycków - Blood.

 


Na tamte czasy, gry typu gore były raczej rzadkością, choć wiadomo, że tytuły nawet te najbrutalniejsze, nie były zbyt drastyczne wizualnie (ciężko pokazać realistyczne bebechy za pomocą 20 pixeli). Jednak Blood miał to coś. Czułem odór śmierci i zapach zgniłego mięsa przechodząc kolejne levele (i nie były to szkolne kanapki, o których zapomniałem). Ta gra fizycznie mnie PRZERAŻAŁA. I zaczęła też fascynację horrorami, gore, SF i całą masą dziwnego, krwawego szajsu który lubię do dziś.

Lata mijają, pojawiają się lepsze i gorsze tytuły, lecz w pewnym momencie wychodzi gra, która sprawia, że można przy niej siedzieć bez końca. Gra, która wprowadza element losowego dobierania map czy przedmiotów. To czas Diablo. Tutaj mógłbym rozpisać się na kilka esejów o tym jak cudowna była to gra, jak wspaniale przemyślana, jak genialnie wykonana, jak świetnie zbilansowana i trudna (wbrew pozorom). O tym, że dobrze się stało, iż Wirt gryzł piach (bo ceny za jego sprzęt zasługiwały tylko na strzał w ryj), także o tym, że gdybym wiedział jak skończy dziadzio przy studni, od razu bym go zachlastał by oszczędzić mu smutnego losu. Gazety komputerowe piały niczym koguty o poranku nad każdym aspektem gry, mimo że dziś wydaje się ona być lekko otępiała, niezbyt rozbudowana fabularnie i zwyczajnie brzydka. Ja jednak Diablo zachowałem w sercu jako jedną z najciekawszych gier w jakie grałem. Pierwsza część tej zacnej serii była jedynie preludium do prawdziwego pożeracza czasu i energii jakim było Diablo II. Ten tytuł ma u mnie wygranych godzin więcej niż CS, co sprawia, że to najczęściej grany przeze mnie tytuł eva. Dziś gra rzuca już lekki cień, bowiem fala cziterstwa, modów i zcrackowanych serwerów jakie są dostępne, trochę zniechęca do ponownego szukania Mallusa dla pięknej Charsi.

Dalej następuje era doktora Freemana, fizyka teoretycznego, który zbyt długo bawił się swoimi klejnotami, przez co doprowadził do niezłego dramatu. Tysiące martwych naukowców i nieprawdopodobnie wciągająca fabuła, na finał której czekamy po dziś dzień. To jedyny FPS w którym elementy zręcznościowe były ciekawe a nie jedynie podnoszące ciśnienie. Mnóstwo dialogów (przy milczącym bohaterze!!!), wyborny arsenał, bardzo rozbudowane mapy. Czego chcieć więcej? Wiadomo – Half Life 3. W międzyczasie łamałem palce przy takich tytułach jak Unreal Tournament, Quake 3, CS i parę innych, ale to właśnie HL sprawił, że rozgrywka multi nabrała innego wymiaru niż zwykła rzeź (którą też zresztą lubię). Tytuł Half Life odnosi się po prostu do tego, że spędzamy przy tej grze połowę życia.

Teraz trochę poskaczemy po latach, bowiem nie chce mi się konkretnie sprawdzać chronologii wydawania gier, a czasami zresztą grałem w nie bez trzymania się dat premier.

Do gier, która sprawiła, że uwierzyłem znów w gatunek RPG należy Dragon Age: Początek. Ten tytuł sprawił, że coś we mnie rozkwitło na nowo. Uwierzyłem, że mogą powstać jeszcze gry gdzie liczy się zgrana drużyna, jest mnóstwo zwrotów akcji, genialnej fabuły, dziesiątek rozwiązań i gdzie trzeba MYŚLEĆ podczas walki. Zresztą kto choć raz odwiedził magiczną krainę zwaną Pustką dobrze wie, że myśli już zawsze w niej zostaną. Poprzednią grą, która zrobiła na mnie tak duże wrażenie był Planescape: Torment, który jednak mnie przerósł. Nigdy nie zdołałem przejść nawet połowy gry, co z jednej strony stawia mnie w pozycji słabego lamusa, z drugiej pokazuje geniusz gry (tak sobie wmawiam). Zaraz obok tych zacnych tytułów umiejscowię Knights of The Old Republic, które pozwoliło mi się przenieść do świata Star Wars na serio i na poważnie, bez stających kolorów i nudnego machania mieczem świetlnym.

Jeżeli chodzi o strzelanki, szczególnie te produkowane już z myślą o trybie multi, to jak wiecie (lub nie, bo mnie nie czytacie i jestem dla was grubym frajerem) tytułem numer jeden był, jest i zawsze będzie Call of Duty United Offensive. Długo by pisać jak wiele godzin spędziłem czając się na dachu rhinevalley, jak wiele razy budziłem całą rodzinę drąc mordę „ROZ*EB GO PANZEREM YYYAAAAAAA!!!” i respawn. I znowu.

 



Nie tykam za wielu gatunków gier, nie ukrywam, że jestem raczej skoncentrowany wokół tytułów, w których prędzej czy później trzeba komuś (lub czemuś) odebrać życie. Zdarzają się jednak piękne wyjątki, które nawet mnie, zatwardziałemu graczowi, który zamiast ręki chciałby mieć piłę mechaniczną, kruszą serce. Takim wyjątkiem będzie absolutnie przecudowny Keepsake. Ta, w której klimat, muzyka, magia i grafika tworzą smakowitą całość przy, której spędziłem wiele godzin. Choć nigdy nie udało mi się jej przejść do końca, nigdy nie zapomnę klimatu tej gry.

Dziś ciężko o tytuły, które wywołałyby u mnie jakieś większe emocje, czy to śmiech, czy małą łzę. W erze Flappy Bird i absolutnie niezrozumiałego dla mnie Minecrafta tytuły stawiające na grywalność i fabułę to raczej rzadkość. Nie mogę ocenić podobno świetnych tytułów konsolowych takich jak np. Heavy Rain, bowiem nie dane mi było w nie zagrać, no ale niestety – pad jest dla dzieci. Dorośli korzystają z myszki i klawiatury. Wracając jednak do tematu – ostatnie tytuły, które dały mi porządną dawkę emocji to BioShock: Infinite oraz Deadpool: The Video Game. Pierwsza sprawiła, że chyba pierwszy raz od ponad 10 lat zakochałem się platonicznie w komputerowej postaci (mowa o Elizabeth oczywiście, chociaż Booker to też ciacho), druga natomiast wywołała u mnie salwy szczerego śmiechu, bez naciągania i wmawiania sobie „hehe dobry tekst, haha no ŚMIEJ SIĘ KU**A, PRZECIEŻ TO TAKIE ZABAWNE!”.


Jestem ciekaw jakie są Wasze najlepsze tytuły? Jakie gry, dobre czy złe, grywalne czy nie, stare czy nowe, brzydkie czy piękne, wywołały u Was najwięcej emocji? Które gry sprawiały, że czuliście się jak podczas czytania dobrej książki? Która produkcja śniła się po nocach i zabrała Was w marzeniach do swojego cyfrowego świata?

Każdy kto napisze, że Minecraftbo mogę budować swoją wymarzoną wyspę!!” proszony jest o natychmiastowe zakupienie broni palnej i rozj***nie sobie łba.

 

O autorze
DakannDakann
24 2
Zapalony gamer, oddał duszę i ciało platformie PC. Pada trzyma tylko kiedy na ekranie odpalona jest bijatyka. Nieskończone studia, pseudo celebryta, wciąż bez prawa jazdy, dopiero rok temu nauczył się 'czytać' zegarek wskazówkowy. Deff na hejt +200%.

11 Komentarzy

awatar
Sadistic (gość) 10 miesięcy temu

,,Pad jest dla dzieci''nie rozumiem twojego bezpodstawnego obrażania konsolowców,PlayStation i Xbox to sprzęty przeznaczone wyłącznie do grania, więc jakim k...a prawem zepsuci pecetowcy mają prawo obrażać bardziej zaangażowanych konsolowców. Ja jako entuzjasta Ps4 mam takie przywileje jak gry ekskluzywne i duży monitor w postaci telewizora,oraz wygodnego Dualschocka.Wolisz myszkę?Spoko,mi to koło c...a lata.Ale może warto to przekazać w subtelniejszy sposóbp.....l się Dankann

0 Odpowiedz
awatar
Zdegustowany (gość) miesiąc temu

To chyba taka maniera na ten hejt, parę innych grup też obraził, np. Minecraftowców. Nie podoba mi się to, ale widocznie się sprzedaje.

0 Odpowiedz
awatar
HUMBOL (gość) rok temu

MAFIA - ta pierwsza, prawdziwa i niepowtarzalna. <-- To odnośnie tego tytułu w który grając czułem się jakbym czytał na prawdę dobrą książkę. Oprócz tego masa shitu na pegasusa z Ninja Gaiden i Battle Toads na czele. Jeśli chodzi o fpsy to wiadomo: pierwsze cody i mohaa z dodatkami, quake 3 i return to castle wolfenstein. Hirołsy 3, Twierdza i tutaj pewnie niespodzianka: Original War - moim zdaniem majstersztyk jeśli chodzi o strategie. Mógłbym tak pisać i pisać, ale nie mam czasu.

0 Odpowiedz
Trayus 3 lata temu

Jeśli chodzi o najlepsze tytuły to MOIM zdaniem trylogia Mass Effect. Historia komandor(a) Shepard(a) i załogi Normandii, jak żadna inna, wciągnęła mnie do swojego świata i wyizolowała od społeczeństwa na tydzień (zaliczyłem wszystkie pod rząd). Niektórzy mówią że zwieńczenie trylogii ssie ale moim zdaniem to spoooora przesada. Liczy się podróż i postacie (swoją drogą genialnie napisane) spotykane w jej trakcie.

0 Odpowiedz
Raijn 3 lata temu

Trylogia genialna, ale zakończenie ssie. :)

Tu jest poprawione: Poprawione zakończenie ME3

0 Odpowiedz
Trayus 3 lata temu

@Raijn:

Trylogia genialna, ale zakończenie ssie. :)

Tu jest poprawione: Poprawione zakończenie ME3

Tak, widziałem :) Po tej poprawie już naprawdę nie ma się czego przyczepić.

0 Odpowiedz
Raijn 3 lata temu

@Trayus:

@Raijn:

Trylogia genialna, ale zakończenie ssie. :)

Tu jest poprawione: Poprawione zakończenie ME3

Tak, widziałem :) Po tej poprawie już naprawdę nie ma się czego przyczepić.

Ale całe 1,5h obejrzałeś? Mi się udało. :D

0 Odpowiedz
Sokool 3 lata temu

Kurde, mam ochote w stare CODy pograc ;p

0 Odpowiedz
Duath 3 lata temu

Dobry artykuł . A co do gier to mam takie pytanie . W latach 96-99 grałem kiedyś w demo jakiegoś fpsa który znalazł się na krązku w jednym z numerów cd-action . Tytułu oczywiscie nie pamiętam , dość dawno to było . Wiem tylko że latało się po jakieś piramidzie i napierdalało mumie . Jak roz.....łeś jedną z granata to zostawała tylko taka kupka flaków .

0 Odpowiedz
Raijn 3 lata temu

Może Exhumed (vel Poverslave) Exhumed na YouTube

0 Odpowiedz
Harhan 3 lata temu

KOTOR, dobrze że się tu znalazł :)

0 Odpowiedz