Prawdziwi gracze nie żyją – czyli o kierunku, jaki obrała branża - Publicystyka

32
sandmann21

Urodziłem się w okresie, w którym gry wideo dopiero nieskromnie wkraczały do domów Polaków. To był czas, gdy nie każdy miał konsolę lub komputer a sam wybór gier był mocno ograniczony. Nie przeszkadzało to jednak wydawcom dopracowywać swoje dzieła i nie często zdarzało się, aby w naszych rękach wylądowała jakaś niedoszlifowana produkcja. Dziś takie podejście mają chyba tylko twórcy indyków, będącymi takimi samymi maniakami, jakim byli niegdyś Romero, Bleszinski czy Carmack, zanim forsa przesłoniła im cały boży świat.

 

A obecnie? Przez lenistwo i olewactwo, niejednokrotnie zmuszeni jesteśmy grać w gry pokroju Battlefield 4, który po dziś dzień zmaga się z chorobami wieku dziecięcego lub Assassin’s Creed Unity będący książkowym przykładem jak nie robić gier. Dlatego też większość newsów związanych z grami to zazwyczaj informacje o kolejnych kłopotach ze stabilnością oraz zapowiedzi łatek naprawiających zwykle 3 problemy, a tworzące 10 kolejnych. Tak właśnie wygląda kolej rzeczy, gdy na czele firmy stoi ktoś, kto nigdy nie zagrywał się w Super Mario czy Bombermana.

 

 

 

Jako gracz, jestem mocno podirytowany tym, że duże studia, otrzymujące moje pieniądze za swój produkt, olewają mnie ciepłym moczem i śmią dawać mi gry takie jak Watch Dogs. Z drugiej strony, wydaje mi się, że sami chyba jesteśmy sobie winni, gdyż z zastraszającą regularnością, niczym owce, pędzimy po hucznie zapowiadane hity, dokładając tym samym cegiełkę do sporego stosu dolarów developerów. Niegdysiejsi hardkorowi gracze, w tym ja, mają dziś przecież na głowie inne rzeczy niż długie i ostrożne wybieranie gry. Trzeba wyjść z psem, dzieciaka odstawić do przedszkola, iść do pracy, zrobić zakupy, pouczyć się na studia czy zrobić kolację. Gra stanowi promil listy wydatków, a biorąc pod uwagę fakt, że i tak nie będzie czasu w nią grać, wybór produkcji obecnie podejmują za nas plotkarskie portale o grach, jutubowe recenzje gimnazjalistów oraz marketingowa papka producentów. Stary wyjadacz zamienił się w konsumenta goniącego za modą i chęcią dopasowania sie do panujących norm.

A prawde mówiąc, te parę stówek, choć dla większości i tak są sporym wydatkiem, w dorosłym życiu często znikają w gąszczu innych rachunków i nie zauważamy ich braku - zwłaszcza, jeżeli kupujemy gry w promocjach na Steam'ie i to raz na parę miesięcy. Sprawia to, że nam hajs po cichu ubywa z kieszeni, chciwy wydawca zarabia na niedopracowanym produkcie i na szybko tworzy nową grę, a my biegniemy na koleją premierę bo w Internecie mówią, że aż nie wypada nie miec tej gry. Koło się wiec zamyka, a my nie robimy nic, aby z tej pułapki uciec.

 

 

Zresztą, gdy spojrzy się na portale branżowe to wydaje się, że nikogo nie obchodzi już chyba miodność gry, ale jej rozdzielczość i ilość wyświetlanych klatek na sekundę. Wydawcom nie opłaca się więc iść w pomysł, ale w szczegóły techniczne nijak mające się do prawdziwej rozgrywki. Gra nie doczytuje tekstur a fabułę pisał pięciolatek? Nieważne. Ważne, że działa w 1080p i że zamawiając ją teraz dostaniemy absolutnie zbędne i nic niewarte skórki na karabin snajperski. No rewelacja po prostu.

 

Jestem zdania, że prawdziwi gracze nie żyją bądź są w zatrważającej mniejszości. Pasjonaci, którzy zaczynali z miłością do gier albo się sprzedali albo zmienili branżę. Odbiorcy końcowi z kolei, zwyczajnie nie mają na granie już czasu lub świadomie godzą się na gorszą jakość, którą być może polepszy jakiś mod lub patch.

Gry niestety podzieliły los kinematografii – niby mamy dostęp do większej ilości produkcji, ale gro z nich to najzwyklejsze, za przeproszeniem, gówno a twórcy nam to gówno coraz chętniej wciskają. Po co się maja zresztą przykładać jak, biorąc na tapetę choćby filmowe perypetie Transformerów, ludzie i tak to kupią zachęceni kolorowym filmikiem reklamowym.

Może warto wiec wspierać gry, które takiego wsparcia naprawdę potrzebują, a na twórców kilkusetmilionowych produkcji zwyczajnie i ze spokojem się wypiąć? Może wtedy w branży się coś zmieni i nie będziemy zagrywać się w liczne "rimejki" oraz w produkcję pokroju najnowszego Asasyna i Driveclub? Ehh. Pomarzyć piękna rzecz.

O autorze
sandmann21sandmann21
67 7

Fan komiksów, kinematografii i gier, w które gra odkąd pamięta. Pykał praktycznie na każdej platformie od SNES, poprzez PSOne, na PC kończąc. Obecnie zamienił myszkę i klawiaturę na pada od PS3 i z dumą nazywa się konsolowcem.

3 Komentarze

awatar
Zaikare (gość) 3 lata temu

Jeżeli chodzi o błędy, trzeba brać pod uwagę fakt, że im większa produkcja tym większa szansa na jakieś błędy i niedoróbki. Kolejną kwestią jest, jak w wielu innych branżach, ciągle rozwijająca się technologia oraz zmiany trendów. Wydawcom po prostu nie opłaca się tworzyć dopracowanych gier bez błędów, gdyż zanim by opublikowali taką grę, ludzie już dawno by o niej zapomnieli zalani falą nowych produktów. Łatwiej jest wydać grę z bublem i potem po cichu go naprawiać niż opóźniać wpływy o kilka lat. Nawet Blizzard, znany ze swej solidności, dał mega plamę z Diablo III (masa poprawek, brak pvp, balans itp).

Ogólnie rozleniwiliśmy producentów i tu, niestety, przyczyniło się mocno Mojang, które sprzedawało grę już w wersji alpha i mimo to osiągnęło duże zyski. Teraz sporo firm, głównie indie (sic!) wydaje takie rzeczy, rozwija je przez jakiś czas i potem albo projekt pada, albo producenci ciągle męczą się z jakimiś błędami i gra zamiast się rozwijać (mechanika, ui itp) to skupia się na błędach przez co gracze mają wrażenie, że gra się nie rozwija (co w sumie jest prawdą z ich punktu widzenia).

0 Odpowiedz
sandmann21 3 lata temu

No własnie. Rozleniwili się padalce a tak nie powinno być. Jezeli chca wydawać grę w wersji alfa to cena tez niech taka bedzie. Nie można godzić się na c..jową jakośc tylko dlatego, że gra ma wyjść szybciej. Już wole poczekac pare lat wiecej. GTA V miała bardzo mało błędów a jest gigantyczna. Da się? Da! Dobry produkt obroni sie sam i nie trzeba iśc nigdze na skróty.

0 Odpowiedz
jezus001 4 lata temu

Ja od dawna nie kupuję gier zaraz po premierze. Po prostu szkoda nerwów. Co do gier Ubi to bardzo chciałbym dać im moje pieniądze, naprawdę. Ale najpierw muszą mieć produkt który chciałbym kupić, czyli bez strasznych bugów i uPlay. Skromne 2 warunki i pieniądze są ich.

0 Odpowiedz