NBA 2K18 - Recenzje

02
Smyku

Nic nie zapowiadało oceny niższej niż 9. W najgorszym razie niektórzy recenzenci szykowali się do wystawienia 8.5 – ot, gdyby zmian było za mało w stosunku do poprzedniej edycji. Tymczasem dość nieoczekiwanie NBA 2K18 stała się w ostatnich dniach przykładem na to, że monopol w danym gatunku niekoniecznie dobrze wpływa na instynkt samozachowawczy producentów. Katastrofy co prawda nie ma, ale Visual Concepts chyba poczuło się zbyt pewnie i wkroczyło na ścieżkę, która za kilka lat może doprowadzić ich w bardzo nieciekawe miejsce.

 

Uspokajam: nie o sam gameplay chodzi. Ten nadal miażdży i nie pozostawia wątpliwości, że NBA 2K18 to najlepszy symulator koszykówki na rynku. Co prawda nie miałem okazji zagrać w NBA LIVE 18, ale wątpię, żeby EA Sports udało się doścignąć rywala.

 

No to w czym problem, skoro to, co najważniejsze, pozostałe nieskalane? Ano listę żalów można streścić w trzech, bardzo mocno ze sobą powiązanych punktach: MyCarrer, The The Neighborhood i mikropłatności.

 

Kariera skończona, zanim na dobre się zaczęła

 

MyCarrer – tryb fabularny, w którym tworzyliśmy własnego zawodnika i próbowaliśmy zostać najlepszym zawodnikiem w historii NBA – przeszedł prawdziwą rewolucję, a wszystko przez dołożenie do niego czegoś, co nazywa się The Neighborhood – niewielkiej dzielnicy, po której biegają i inni gracze. Możemy więc w przerwie meczu NBA wskoczyć z nimi na uliczne boisko, pójść na siłownię i wziąć udział w licznych minigierkach czy odwiedzić sklep z ciuchami.

 

 

Brzmi fajnie, prawda? W praktyce jednak to, co zrobiono z trybem MyCarrer można skomentować tylko słowami Zbyszka Stonogi: to jest k...a dramat! Naprawdę. Pomysł na urozmaicenie MyCarres może był i dobry, ale wykonanie... Nie, cofam to. Pomysł był fatalny. Nienawidzę wciskania tego typu elementów do gier sportowych. Nie chcę biegać  po halach, miastach, siłowniach i sklepach, ale grać w kosza. Zresztą samo bieganie po mapie jest bardzo, bardzo frustrujące – nasza postać porusza się jak paralityk. Minigry z kolei są nudne i w większości źle pomyślane. Na dodatek żeby w ogóle odpalić tryb kariery, musimy być cały czas podpięci do sieci.

 

No dobra, i co z tego? Przecież nikt mi nie każe korzystać z "atrakcji", jakie przygotowało Visual Concepts. Dlaczego po prostu nie ograniczę się do rozgrywania spotkań na parkietach NBA? I tu przechodzimy do trzeciego ze wspomnianych wcześniej problemów, a który chyba najbardziej rozpalił fanów serii do czerwoności: mikropłatności.

 

Dawaj hajs, ale już!

 

Lampka ostrzegawcza zapaliła się już w chwili, gdy na samym początku musiałem stworzyć swoją postać. We wcześniejszych odsłonach poświęcałem temu zadaniu naprawdę sporo czasu. W NBA 2K18 poszło mi z tym błyskawicznie. Dlaczego? Ano nie miałem z czego wybierać: kilka twarzy, fryzur i tyle. Do diabła, nawet zarostu nie mogłem sobie zaaplikować! Dość szybko okazało się, że owszem, mogę spełnić swoje marzenie o posiadaniu bujnej brody, ale za wirtualne pieniążki. A te w grze Visual Conceptsnie wpadają już tak szybko, jak dawniej. Jeszcze pal licho, gdybym w ten sposób stracił możliwość robienia fryzur czy kupowania modnych ciuszków. Problem w tym, że przekłada się to właśnie na MyCarrer. Chcesz, żeby twój grajek stał się gwiazdą? To haruj na wirtualnej siłowni, ciułaj przez wiele, wiele godzin punkciki, albo... po prostu zapłać prawdziwymi pieniędzmi i po krzyku.

 

 

Aha, jeśli myślicie, że zagracie w karierę na najwyższym poziomie trudności i dzięki zwiększonemu mnożnikowi punktów szybciej przypakujecie swojego gracza, to zapomnijcie o tym. W tym roku wszystko w MyCarrer podporządkowane jest wyciąganiu hajsu z portfela.

 

A jednak mistrz

 

Pozostałe tryby na szczęście dają radę. Do MyGM dołożono fabułę, nadal możemy też stworzyć własną ligę czy wziąć udział w licznych wyzwaniach. Wielu graczy nawet nie spojrzy na opcje dla pojedynczego gracza i od razu rzuci się do kompletowania MyTeam, czyli zbierania kart z zawodnikami, których następnie puścimy do boju przeciwko innym graczom.

 

 

W kwestii samej rozgrywki: jest odrobinę trudniej niż w poprzednich latach. Zawodnicy sterowani przez SI bardzo dobrze przebijają się przez zasłony, przez co miłośnicy grania pick&roll - do których się zaliczam – mogą szykować się na zgrzytanie zębami. Przeciwnik częściej też wybija piłkę z ręki, więc radosne dryblowanie i wbijanie się w tłum na pałę nie jest najlepszym rozwiązaniem. Nawet na średnim poziomie trudności NBA 2K18 potrafi dać w kość i zmusić do rozważniejszego rozgrywania piłki – co akurat należy zapisać na plus.

 

A może zostać przy 2K17?

 

Gdyby nie kilka fatalnych decyzji, całą recenzję można byłoby zmieścić w zdaniu: NBA 2K18 to właściwie NBA 2K17 na sterydach, więc warto. A tak musiałem dołożyć tych kilka dodatkowych akapitów i wylać własną frustrację.

 

 

Dla kogo więc jest NBA 2K18? Dla fanatyków koszykówki, którzy nie wyobrażają sobie grania w starsze edycje, a także dla graczy spędzających większość czasu na graniu przez sieć – tu akurat jak zwykle przeskoczenia na nową wersję nie da się uniknąć. Ci mniej przywiązani do konieczności posiadania aktualnych składów, którzy po prostu lubią od czasu do czasu zapuścić sobie mecz towarzyski lub rozegrać krótki sezon, mogą zostać przy NBA 2K17 - przynajmniej dopóty, dopóki najnowsza odsłona serii nie potanieje. A jeśli wy lub wasz stary jesteście fanatykami MyCarrer, trzymajcie się od NBA 2K18 jak najdalej.

 

W tym roku Visual Concepts dostarczyło najlepszą koszykówkę na świecie, ale chyba po raz pierwszy od dawna wielu z nas z niepokojem będzie wypatrywać następnej edycji NBA 2K.

NBA 2K18

Ocena
8
Wasza ocena
brak
Oceń grę
  • Plusy
  • Grywalność nadal na kosmicznym poziomie
  • Prócz MyCarrer, reszta trybów nadal dostarcza sporo frajdy
  • Po prostu: if you don't like that, you don't like NBA basketball!
  • Minusy
  • Mikropłatności wniesione na absurdalny poziom
  • MyCarrer w tym roku to prawdziwy dramat
  • Wnerwiające The Neighborhood
O autorze
SmykuSmyku
215 0
Lubi gry i burze.

0 Komentarzy