Gravity Rush 2 - Recenzje

02
Cascad

Jedną z wielu niespodzianek jakie przyniósł nam świat gier w 2017 roku jest ukazanie się kontynuacji Gravity Rush. Niszowa gra, która miała premierę na niszowej platformie (PS Vita) mimo bardzo pozytywnego przyjęcia nie dawała szans na duży zarobek czy popularyzację marki PS4 – mimo to Sony zdecydowało się kontynuować przygodę dziewczyny nazywanej Królową Grawitacji i już na wstępie zdradzę wam, że powinniśmy im za to mocno podziękować.

 

 

Gravity Rush 2 dzieje się wkrótce po zakończeniu części pierwszej, wprowadzając nas w przygodę na tyle powoli i cierpliwie, że osoby nie znające oryginału mogą śmiało wybrać się do tego wypełnionego latającymi lądami świata. Tematem przewodnim gry są bowiem nie tylko jej bohaterzy, ale i odrębna wersja rzeczywistości, w której społeczeństwa żyją w miastach unoszących się w powietrzu tak wysoko, że ludzie nie mają nawet złudzeń, że da się przeżyć zejście na dół. W tak zbudowanym uniwersum do przeżycia potrzebne są surowce pozwalające zasilać wielkie miasta, a co za tym idzie: istnieją też potężni ludzie kontrolujący ich przepływ oraz ci, którzy na życie zarabiają wydobywając cenne kryształy. Do takiej właśnie społeczności trafia Kat, która bez towarzystwa Pyłka – magicznego kota – jest tylko kolejną zwykłą dziewczyną nadstawiającą karku pracując w kopalniach surowców. Na szczęście po pięknie prezentującym się prologu wszystko wraca do normy i Kat z Pyłkiem się odnajdują, a my możemy oderwać się od ciężkiej fizyczne pracy i dobić swą olbrzymią podniebną barką do portu w Jirga Para Lhao, rejonie cudownym i olśniewającym, posiadającym elementy architektury Stambułu, Wenecji, Hong Kongu i Miami wymieszane w tak wielu barwach, że czujemy się jakbyśmy patrzyli na pole namiotowe na Woodstocku.

 

Ponad poziomy wylatuj

 

Zamieszanie fabularne jakie obserwujemy w grze kręci się przede wszystkim wokół walki z nierównością klasową i z zagrożeniem ze strony Nevi – potworów nękających krainę, których nieregularne ataki sprawiają, że ludzie wciąż żyją w niepewności. Władza operująca siłami samoobrony ma zatem w rękach potężny argument przy wywieraniu represji na swych poddanych. Nie jest jednak tak, że Gravity Rush 2 to produkcja bezwzględnie poważna. W kontraście do poważnej intrygi występuje tu bowiem cała gama uśmiechniętych i roześmianych postaci, na czele których bezwzględnie przoduje Kat. Nasza młoda bohaterka o niezwykłych mocach tryska witalnością i radością z życia. Autorzy często portretują ją jako słodką i niewinną, ale po spędzeniu z grą odrobiny czasu wiemy, że to tylko pozory. Kat jest bowiem bardzo silna i mimo iż ze względu na swą życzliwość i uprzejmość daje się wtrącać w różne tarapaty, to dobrze wie gdzie przebiega granica między dobrem i złem, i doskonale wie kiedy czas na sprzeciw i użycie siły.

 

Główną osią GR2 są oczywiście nadnaturalne moce Kat nazywanej Królową Grawitacji. Może ona w dowolnym momencie wzbić się w powietrze i lecieć w wybranym kierunku lub chodzić po ścianach pod dowolnym kątem zmieniając nasze postrzeganie mapy gry. Przy okazji generowane jest też koło niej pole siłowe, które odrzuca pobliskie przedmioty (piękny efekt), a którego można również użyć do tego by je do siebie przyciągnąć i rzucić w konkretnym kierunku. Największe wrażenie sprawia oczywiście przemierzanie Jirga Para Lhao w przestworzach na co składa się kilka elementów: po pierwsze oprawa gry jest cudnie kolorowa, po drugie skala naszych działań jest bardzo duża, po trzecie miasto składa się z wielu poziomów - zatem liczne wzlatywanie i upadanie setki metrów szybko wejdzie nam w nawyk. Dzięki intuicyjnemu sterowaniu nie ma zresztą bardziej naturalnej czynności niż właśnie wyruszenie ku chmurom w poszukiwaniu przygody.

 

 

A przygoda to podstawa w grach wideo – dlatego gdy porzucimy wątek główny (o co bardzo łatwo) czekać na nas będą misje wydobywcze pełne walki z Nevi, misje w których pomożemy ludziom w problemach życia codziennego, misje w których na podstawie zdjęcia będziemy musieli coś odnaleźć, wyzwania czasowe, wyzwania punktowe, a nawet wyzwania sieciowe... W każdym przypadku są one dopasowane do mechaniki zabawy i wykorzystują ją w jakiś interesujący sposób. Autorzy nie bali się popuścić wodzy fantazji będziemy tu zatem wspomagać lokalnego sklepikarza, robić zdjęcia dla pewnego rubasznego dziadka, szukać pisarza ukrywającego się w wielu przebraniach, roznosić zaproszenia na przyjęcie czy nawet ochraniać pobliski bar. A najzabawniejsze jest tu to, że czas spędzony przy grze wydłuża dodatkowo niesamowicie przyjemne latanie – często łapałem się na tym, że bez wybrania konkretnego celu po prostu unoszę się Kat i ruszam hen wysoko, w miejsce, które wygląda na interesujące tylko po to, by zrobić sobie w nim zdjęcie. Totalnie poboczną aktywnością jest bowiem tworzenie albumu fotograficznego, przy pomocy aparatu i statywu jaki zdobywa Kat. A ponieważ jest to japońska gra to twórcy dodali do tego jeszcze możliwość odblokowywania kolejnych strojów, min jakie można zrobić do obiektywu, a nawet przedmiotów jakie możemy postawić przed sobą w dowolnym momencie, by nasze zdjęcia wyglądały jeszcze ciekawiej. Z czasem dochodzą do tego kolejne zadania, a jakby tego było mało nasze fotki oceniają inni gracze, dzięki czemu możemy dostawać magiczne żetony. Będąc online w naszej „skrzynce pocztowej” lądują też zdjęcia skarbów od innych graczy. Jeżeli ruszymy na poszukiwanie tych cudów, to po ich odnalezieniu sami robi zdjęcie i wysyłamy je na serwer dla innych w taki sposób, by zostawić im wskazówkę dotyczącą tego gdzie będą mogli znaleźć podobny kuferek z dobrociami w swoim świecie.

 

Ponad chodnikami

 

Świat jaki tu oglądamy żyje i zalewa nas czynnościami, przy których możemy przyjemnie spędzić czas. Ten sielski klimat wynika jednak ze staranności z jaką przygotowano oprawę audiowizualną. Muzyka jest tak piękna, że przywodzi na myśl skrzyżowanie kawałków z serii Final Fantasy połączonych z filmami studia Ghibli. Sama grafika, potraktowana leciutkim cell-shadingiem robi zresztą dokładnie takie samo wrażenie, a do tego wszystko rusza się tak płynnie i szybko, że trudno się nie zachwycić i nie maltretować bez przerwy przycisku share na padzie od PS4. Tak cudnie wyglądającej gry nie powinni sobie odpuścić żadni posiadacze konsoli Sony, zwłaszcza Ci którzy potrafią też docenić mocną psychodelę. Fantasmagoryczne otoczenia do których trafiamy co jakiś czas, zagłębiając się w historię GR2, są czymś absolutnie wyjątkowym w produkcjach z otwartym światem. Zresztą osoby, które poznały część pierwszą dobrze wiedzą o jakich widokach wspominam – a tu są podane w zupełnie nowej jakości.

 

Kolejną warstwę złożoności dodają style walki którymi teraz operuje Kat i magiczne medaliony jakie wpływają na jej status podczas walki i przemierzania świata. Jakby tego było mało postać można dodatkowo rozwijać, a medaliony tworzyć ze znalezionych surowców. Dorzućcie do tego wspomniane wyżej questy poboczne, masę wysp do odwiedzenia, wyzwania i zabawę ze zdjęciami, a otrzymacie grę, która kipi zawartością, którą bez przerwy chce się odkrywać.

 

 

Oczywiście nic idealne nie jest, więc fabuła nie dostarcza tu tak bardzo, by dogonić swym poziomem warstwę gameplayową (w questach jest przyjemnie, główny wątek lubi za to niepotrzebnie się komplikować), a sama budowa gry sprawia, że operowanie kamerą potrafi być mocno męczące. Wyobraźcie sobie walkę w przestworzach z gigantycznym stworem pożerającym całe wyspy, gdy wokół niego latają jego sługusy czatujące na nas z zupełnie różnymi atakami – my między tym wszystkim śmigamy sprzedając grawitacyjne kopniaki, robiąc uniki i zbierając wiszące w powietrzu gemy ładujące nasze moce i energię – w takich momentach naprawdę łatwo o to, by kamerzysta dostał napadu nudności. Na szczęście te problemy są niwelowane przez poziom wyzwania, który wybacza dość dużo i stara się nie karać gracza za większość błędów. Frustracji dostarczają za to elementy skradankowe, wrzucone tu wyraźnie na siłę – tym lepiej, że jest ich bardzo mało i na szczęście szybko się o nich zapomina.

 

Uczucia

 

Jeżeli kiedykolwiek chcieliście polecieć na wielkim psie z Niekończącej się Opowieści, znaleźć się wewnątrz kotobusa z Mój Sąsiad Totoro czy też zmienić się w smoka z Krainy Bogów to Gravity Rush 2 będzie czymś więcej niż kolejną grą o niezwykłych przygodach niezwykłej postaci. Dzięki temu jak wiele pracy włożono w to, by każda miejscówka ociekała detalami, a każde odpalenie gry oferowało inne drobne niespodzianki trudno jest nie zakochać się w tym co przygotowało dla nas wewnętrzne studio Sony.

Kat, na której skupiłem się w tej recenzji, towarzyszy plejada wesołych, rozbudowanych, posiadających własne ambicje postaci, a twórcy ani przez chwilę nie dbają o to, by pchać nas w którąkolwiek stronę. To jest prawdziwy podniebny sandboks, nowy podgatunek do którego może zaliczać się jedynie GR2 ze swym stylem, tempem i luzem dzięki któremu tak łatwo zagubić się w tej grze na wiele godzin oraz włączać ją na szybkie dwudziestominutowe sesje.

 

Do takich tytułów warto zachęcić każdego, bez względu na preferencje. Wybierzcie się sami do Jirga Para Lhao; przepięknej krainy drobnych głupotek, wielkiego uroku i niespotykanej skali dzięki której magiczne miasto wiszące wysoko w chmurach stanie się waszym domem na dziesiątki godzin. Gravity Rush 2 to piękna niespodzianka i warto dać jej szansę, by nie popadła w zapomnienie. To byłaby wielka strata.

 

Gravity Rush 2

Ocena
9
Wasza ocena
brak
Oceń grę
  • Plusy
  • Przepiękna oprawa
  • Osobowości spotykane podczas przygody
  • Czas zabawy
  • Opcje sieciowe, wyzwania, sub questy
  • Niezwykły model latania
  • Minusy
  • Okazjonalnie szalejąca kamera
  • Wątek główny potrafi się zgubić i niepotrzebnie skomplikować
O autorze
CascadCascad
3215 22

Prawdziwy entuzjasta gier, który uwielbia z nich szydzić, żartować i nakręcać się na kolejne premiery. Piszę dla was newsy, raporty, recenzje… lubię oryginalne pomysły, dziwactwa i cały czas jestem na czasie. 

0 Komentarzy