Gry stare ale jare #46 – Teenagent - Publicystyka

00
Filip 'Sirmann' Jankowski

Polska branża gier wideo znajduje się obecnie u szczytu popularności, jednak warto pamiętać, że swoje złote lata przeżywała w czasach najdzikszych i niekoniecznie jej sprzyjających – podczas transformacji ustrojowej. Był to okres bujnej wyobraźni twórców i śmiałych wprawek w programowaniu gier na Atari i Amigę – platformy, które odchodziły powoli do lamusa.

 

Transformacja ustrojowa zrodziła wiele oryginalnych osobowości rodzimego designu. Furorę robiła platformówka na Atari Robbo (1989) Janusza Pelca, do twórczej wyobraźni skłaniało pozbawione oprawy graficznej arcydziełko Janusza Bienia Kolony (1991), a ciepłe oceny recenzentów zbierała – nielegalna, co prawda – adaptacja Seksmisji Juliusza Machulskiego, A.D. 2044 (1991) według projektu Rolanda Pantoły. Prawdziwym cudeńkiem z tego okresu była jednak przede wszystkim druga zrealizowana dla Metropolis Software gra w dorobku niezwykle zasłużonego dla naszej branży projektanta Adriana Chmielarza – Teenagent.

 

O artyście słów parę

Czyżby Adrian Chmielarz ukrywał na swoim laptopie swoją grę erotyczną?

 

Chmielarz znany jest jako nieodżałowany eskapista, posługujący się medium gier w sposób zawsze nieco kpiarski, zawsze z przymrużeniem oka. Od momentu, gdy zapałał sympatią do gier na Konwencie Miłośników Fantastyki Polcon w 1985 roku (wyjątkowo sprawnie radził sobie z zachodnim przebojem Star Wars), do programowania gier minęło niewiele czasu. Zaczęło się od modyfikacji w istniejących produkcjach, później zaś przyszły gwiazdor polskiej branży gier potrafił tworzyć proste programy (przeznaczane niestety do szybkiego skasowania). W końcu otworzył stoisko na giełdzie we Wrocławiu, gdzie sprzedawał gry na ZX Spectrum – lub też po prostu namiętnie grał, nie zwracając uwagi na potencjalnych klientów. W międzyczasie promował swoją grę erotyczną Erotic Fun, niemal całkiem już zapomnianą nakładkę na Tetrisa.

 

Za właściwy debiut Chmielarza, zrealizowany wraz z kolegą z liceum Grzegorzem Miechowskim, uchodzi Tajemnica statuetki (1993). Biegłość scenopisarska późniejszego autoraZaginięcia Ethana Carterazyskała tu szczególny pazur. Opowieść zasadzała się na typowym dla przygodówek motywie przestępczości i okultyzmu w egzotycznych plenerach, ale do dziś zaskakuje błyskotliwością w opisie otoczenia i konstrukcji dialogów (bardzo wzorowanych na produkcjach LucasArts), które przywodzą na myśl solidny materiał literacki. Reżyser-scenarzysta Chmielarz żonglował nawiązaniami do kultury masowej, stąd też w jednej z linii dialogowych można było poudawać Bourne'a, a w możliwości poinstruowania napotkanej barmanki co do składu podawanego drinku niejeden gracz odnalazł aluzję do Tego Agenta.

 

Tajemnica statuetki pomimo niewątpliwego sukcesu („Top Secret” podaje 4 tysiące sprzedanych egzemplarzy, a miejmy na uwadze, że to był czas szalejącego piractwa!) miała jednak tę wadę, że mechaniką przypominała gry przygodowe sprzed epoki point and click – oprawa graficzna ograniczała się do statycznych ilustracji w formie zdigitalizowanych zdjęć, kolekcjonowanych w pocie czoła przez Chmielarza podczas jego podróży po Europie. Następna gra wykonana w studiu Metropolis Software miała już posiadać formę bliższą grom LucasArts – pierwszoosobowa perspektywa została zarzucona na rzecz ręcznie malowanych postaci i teł. Tworzenie tak opracowanej gry zajęło półtora roku, co skwapliwie twórcy wykorzystali w haśle „Twórcy Tajemnicy statuetki milczeli ponad rok. Przekonaj się dlaczego”.

 

Reklama gry Teenagent.

 

Gracze przekonali się dlaczego – a zarazem przekonali się do Teenagenta. Gdy tylko ukazał się on w lutym 1995 roku, recenzentom nie przyszło nic więcej, tylko oklaskiwać: "Teenagent jest grą, którą każdy wielbiciel przygodówek zobaczyć powinien” (Marcin Przasnyski, „Secret Service”), „ma wszystko na swoim miejscu – akcję, grafikę, muzykę, dowcipy i – co też bardzo ważne – wszystko w języku Reja, a nie Shakespeare'a” (Marcin Borkowski, „Top Secret”), jest to także "świetna rozrywka – niebezpieczeństwo totalnego uniezależnienia się na kilka ładnych godzin lub dni” (Przemek Wnuk, „Gambler”). Czym drugie dzieło Chmielarza i Miechowskiego zdobyło sobie serca odbiorców?

 

Młodzi śmieszni

Poligon wojskowy jest nie tylko testem sprawności bohatera i wyobraźni graczy, ale też wytrzymałości ich przepon.

 

Odpowiedź na to pytanie jest prosta – wdzięcznym humorem. Produkcja Metropolis Software pozwoliła graczom wcielić się w rolę zwykłego nastolatka Marka Hoppera, który zostaje wciągnięty w sprawę kryminalną przez agenturę tak tajną, że nawet jej tajność jest ukrywana przed jej szefem. Po przejściu testu polegającego na trzykrotnym oszukaniu tępego kapitana otrzymuje zadanie przeniknięcia do posiadłości nowobogackiego Jana Ciągwy, podejrzanego o związek z tajemniczą sprawą znikania sztabek złota w okolicznych bankach.

 

Teenagent jest przedstawicielem zaniedbywanego ostatnio w polskich grach humoru absurdalnego. Wkraczając do świata ustanowionego przez polskich projektantów, dowiadujemy się, że najlepszą metodą tortury wobec żołnierza jest pomachanie przed nim numerem periodyku militarnego, a igłę w stogu siana jednak da się znaleźć. Gra skrzy się także aluzjami do rzeczywistości niekomputerowej – przykładowo kąpiel błotna bohatera (będąca częścią łamigłówki) kwitowana jest kwestią „Hej, Woodstock się skończył!”

 

Desperackie i niekończące się próby przedostania się Marka do wilii Ciągwy stanowią dyżurny żart gry.

 

Sam Marek Hopper, którego pierwowzór stanowił ponoć młodszy brat Adriana Chmielarza Marek (hopper to po angielsku „chmiel”), wzbudza zainteresowanie swą niejednoznacznością. Na początku jawi się nam jako luzak, jeśli nie cwaniak, ale gdy przychodzi co do czego, w pewnych sytuacjach potrafi zachować pokorę. Twierdzi, że bawił się z koleżanką w doktora, lecz tak doświadczony „anatom” przy ciemnowłosej ślicznotce Ani wręcz niemieje z zakłopotania. Dla niej gotów jest zdobyć się na niezwykły heroizm i tą szczerością uczuć budzi sympatię graczy.

 

Dialogi nie dla moich uszu

Muzykę do Teenagenta skomponował Radek Szamrej. Nie była ona tak drażniąca jak dubbing, ale również nie dla niej grało się w produkcję Metropolis Software.

 

Teenagent spośród polskich gier przygodowych wyróżniał się w owym czasie prostym interfejsem będącym już standardem wśród klasycznych przedstawicieli gatunku – czynności polegające na oglądaniu i używaniu obiektów wykonuje się bezpośrednio poprzez kliknięcie na nie. Ze względu na komiksową estetykę grę miło ogląda się także po latach, choć słucha się już z mniejszą przyjemnością. Mam tu na myśli wydanie CD z 1996 roku, w którym znalazły się ścieżki dialogowe nagrane z udziałem redaktorów „Secret Service” (główną rolę zagrał Marcin „Gulash” Górecki). Decyzja ta była podyktowana raczej celebrycką sławą redaktorów pisma aniżeli ich zdolnościami dubbingowymi – jak to dobrze, że za podkładanie głosów do późniejszego Księcia i tchórza (1998), skądinąd również znakomitego, wzięli się już zawodowi aktorzy!

 

Zawodowcem w swojej dziedzinie jest także sam Chmielarz, który – także dzięki późniejszej twórczości – zyskał miano najbardziej rozpoznawalnego polskiego autora gier wideo. Teenagent był pierwszą grą przez niego reżyserowaną, którą dystrybuowano na Zachód – stąd już tylko kilka kroków do sławy twórcy Painkillera...

 

PS. Teenagenta można legalnie nabyć za darmo w serwisie cdp.pl.

O autorze
Filip 'Sirmann' JankowskiFilip 'Sirmann' Jankowski
317 5

Weteran gier o II wojnie światowej, wieloletni redaktor artykułów o rozrywce elektronicznej na Wikipedii, retrogracz. Miłośnik tego, co stare i na szczęście nie przestarzałe, oddany fan Europy Universalis.

0 Komentarzy