Star Wars: The Old Republic - Recenzje

10
JohnSnake

Pokryte mgłą wzgórza planety Kuat. Właśnie wypatrzyłem mknący między skałami myśliwiec Imperium. Zwalniam obroty silnika i przełączam rezerwy mocy na uzbrojenie. Aktywuję ciężkie działa laserowe i powoli nakierowuję moje rakiety na wrogi statek. Wkraczamy na bardzo trudny teren, gdzie manewrowanie wymaga sporych umiejętności. Cóż, celować umiem i w kilka sekund obracam wraży myśliwiec w pył. Niestety, nie zauważyłem przeszkody przed sobą i bardzo mocno przytuliłem się do wystającej skały. Na odrodzenie czekam tylko chwilę. Szukam kolejnej ofiary, może tym razem pójdzie mi nieco lepiej...

 

Protonowe rakiety wieczorową porą

 

Nie ma co się oszukiwać – Galactic Starfighter w The Old Republic powinien się pojawić już podczas premiery tej gry MMORPG. Zamiast tego, przez ponad dwa lata BioWare i Electronic Arts kazało nam się męczyć z parodią gwiezdnych potyczek, jaką zdecydowanie były misje eskortowe. Teoretycznie developer wraz z premierą tego dodatku zasłużył na odkupienie. Nowy tryb gry prawie zasługuje na miano oddzielnego tytułu i prawie daje poczucie uczestnictwa w zręcznościowych walkach kosmicznych myśliwców. Prawie.

 

Galactic Starfighter jest z jednej strony produkcją odseparowaną od podstawki, a z drugiej jej nieodłączną częścią. Pilotować możemy od razu po stworzeniu nowej postaci – wystarczą dwa kliknięcia, żeby przenieść się na wirtualne pole bitwy. Każda osoba startuje jednak z tego samego poziomu. Mój zaufany Guardian na wysokim levelu również musiał zapracować na ulepszenia swojego statku, co jest niewątpliwym plusem. Kosmiczny tryb gry jest całkiem rozbudowany pod względem konfiguracji. Każdy podsystem ma swoje statystyki i rolę – lepsze sensory wykrywają wrogów z większych odległości, a od wyboru tarczy zależy czy będziemy chronieni równomiernie czy postawimy raczej na regenerację lub większą odporność konkretnej strony statku. Nasz wehikuł posiada też umiejętności specjalne, zależne od tego jakich specjalistów wzięliśmy na pokład i jakie części postanowiliśmy zamontować. Oprócz bonusów pasywnych, dany załogant może nam pozwolić na wzmocnienie kadłuba, szybką naprawę tarcz lub zdebuffowanie danego podzespołu wroga. Tutaj też dodatek zazębia się z podstawką – towarzysze, których spotkamy podczas naszych 'naziemnych' przygód, mogą posłużyć za kolejnych członków załogi naszego myśliwca. 

 

Na start dostajemy statek zwiadowczy i 'główny' myśliwiec bojowy. Zaawansowane klasy bombowca (Bomber) i kanonierki (Gunship) musimy wykupić za pomocą specjalnych punktów rekwizycji lub Cartel Coins, dostępnych za prawdziwe pieniądze. Zresztą każda 'klasa' statków posiada jeden bolid premium oraz dwa 'zwyczajne', za które zapłacimy punktami zdobywanymi podczas samej rozgrywki. Różnią się one oczywiście rolą i uzbrojeniem – kanonierka posiada działko funkcjonujące jak karabin snajperski, bombowiec może kłaść miny, a myśliwiec nastawiony jest na frontalny atak i może używać dwóch rodzajów uzbrojenia podstawowego oraz rakiet. Ciężko mówić o przewadze danych wehikułów nad innymi, ale pewne zgrzyty powodowały miny ustawiane przez bombowce – nie miały one żadnego czasu uzbrajania, więc podczas pościgu mogły natychmiast unicestwić przeciwnika. Ot, takie rakiety instant, przez które zapewne niejednokrotnie nastąpił już rage quit.

 

 

Ogólnie rzecz biorąc mamy z czego wybierać i po pewnym czasie zaczynamy zauważać, że konkretne 'buildy' sprawdzają się lepiej w takiej a nie innej roli. Czar pryska jednak już podczas samej rozgrywki. Aktualnie dostępne są tylko dwie mapy i dwa tryby rozgrywki. Drużynowy deathmatch jest dość oczywistą opcją, natomiast Dominacja wymaga od nas przejmowania trzech satelitów, które dają naszej ekipie punkty. Walka jest dość dynamiczna, zarządzanie zasobami statku pozwala nam wybrać, czy chcemy przeznaczyć energie na wzmocnienie tarczy, prędkości czy uzbrojenia. Wszystko jest jednak cholernie 'sztywne', brakuje jakiejś fizyki statków, a samo manewrowanie potrafi irytować – wykrywanie kolizji obiektów bardzo kuleje i nasz myśliwiec potrafi eksplodować, mimo że teoretycznie o nic nie zahaczył. Potyczkom brakuje emocji, wszystko się sprowadza do tego, czyje cyferki mają większą wartość i kto mniej laguje. W oczy rzucił mi się także nie do końca sprawny matchmaking, ponieważ często jedna drużyna startowała z bardziej doświadczonymi graczami, posiadającymi całą kolekcję statków.

 

Myśliwiec w ogniu

 

Kilka zdań muszę także poświęcić płatnościom zawartym w Galactic Starfighterze. Pierwszy raz w swojej karierze spotkałem się z dodatkowym trybem gry, który posiadałby przedmioty dostępne tylko za pomocą waluty premium. Tutaj są to wcześniej wspomniane statki, których koszt wynosi od 1400 do 1800 punktów, tak więc za jeden jesteśmy zmuszeniu zapłacić od 40zł w górę. Także za zewnętrzne zmiany kosmetyczne musimy zapłacić z własnej kieszeni, są to jednak oczywiście niewspółmiernie mniejsze kwoty. Mimo wszystko ciężko nie odnieść wrażenia, że Galactic Starfighter to kolejna dojna krowa Elektroników. Widocznie jednak takie już mamy czasy, że nie opłaca się zrobić czegoś dla graczy bez wciskania wszędzie mikropłatności.

 

 

Do stworzenia dodatku twórcy użyli silnika znanego z podstawki. Inaczej tego zrobić po prostu nie można było i rozumiem to, ale mimo wszystko nie mogę przeoczyć pewnych wad tego rozwiązania. Miękkie i nieco rozmyte tekstury, z których słynie The Old Republic, tutaj nie sprawdzają się dostatecznie dobrze. Brakuje ładnych efektów i oświetlenia. Chcemy czy nie, niektóre obiekty są renderowane z bliska, co potrafi zepsuć ogólny 'feeling' gry. Dobrze, że chociaż statki kosmiczne oraz związane z nimi efekty zniszczenia wyglądają w miarę przyzwoicie. Stworzony na potrzeby tego trybu interfejs spełnia swoje zadanie i to jest najważniejsze – wszystkie dane mamy cały czas dostępne, wiemy kiedy ktoś nas namierza i kiedy zbliżamy się do celu. Do ścieżki dźwiękowej nie mam natomiast żadnych zastrzeżeń. W zależności od strony konfliktu, rozgrywkę rozpoczyna monolog innego dowódcy floty (Imperium for the win!), a komentarze drugiego pilota zmieniają się wraz z naszym wyborem postaci do tej roli.

 

Za mało, za późno...

 

 

Wydaje mi się, że Galactic Starfighter chce być nie tylko osobnym trybem gry czy zwykłą mini-gierką. Nie zasługuje jednak na miano oddzielnego tytułu. Wprawdzie mamy mnóstwo opcji konfiguracji, ale większość z nich wymaga od nas długich godzin grindu. Byłoby to do zniesienia, gdyby Starfighter oferował więcej map i trybów rozgrywki. Wykorzystany silnik graficzny także ma swoje ograniczenia i widać je gołym okiem. Aktualnie Galactic Starfighter jest miłą odmianą, przeznaczoną dla stałych użytkowników Star Wars: The Old Republic. Zakładanie konta specjalnie z myślą o kosmicznych bojach póki co mija się z celem – tak samo, jak wydawanie realnej kasy na nowe myśliwce i ozdóbki dla nich. Do gry lepiej więc wrócić, kiedy tryb ten ulegnie poprawie i rozbudowie, a tymczasem lepiej się zabrać za innych przedstawicieli gatunku – nawet za darmo można dostać prawdziwe perełki, z mechaniką i grafiką o niebo lepszymi od Starfightera.

 

Star Wars: The Old Republic

Ocena
6.5
Wasza ocena
8
Oceń grę
  • Plusy
  • Mnogość opcji konfiguracyjnych
  • Przyzwoity wygląd statków i niektórych efektów
  • Brak większych ograniczeń narzuconych na rozgrywkę
  • Minusy
  • Skromna ilość map i trybów gry
  • Problemy z doborem graczy na odpowiednim poziomie
  • 'Sztywne' latanie i walka
  • Na dłuższą metę nudzi
O autorze
JohnSnakeJohnSnake
707 9
Pecetowiec wierny wujkowi Newellowi. Fan sieciówek, 'rogalików' i sandboxów. Serialowy maniak. Wieczny poszukiwacz dobrego kina science-fiction oraz fantasy. Oprócz tego lubi dobre żarcie i jeszcze lepsze piwo. Innymi słowy – typowy nerd.

1 Komentarz

Szaman769 5 lat temu

ggjhgjh

0 Odpowiedz