Sid Meier's Civilization: Beyond Earth - Recenzje

03
JohnSnake

Faktyczna szczęśliwość zawsze wypada blado na tle spodziewanej nagrody za nędzę. No i rzecz jasna stabilność nie jest tak efektowna jak niestabilność. Zadowolenie zaś nie ma w sobie tej aureoli, jaka zdobi szlachetną walkę z nieszczęściem, nie ma malowniczości cechującej walkę z pokusą lub upadek z powodu namiętności lub zwątpienia. Szczęśliwość nigdy nie bywa wzniosła.1

 

Złe dobrego początki

 

Sid Meier's Civilization: Beyond Earth zaczyna się bardzo pesymistycznym akcentem. Poczynania światowych przywódców (i nasze nuklearne zamiłowania z poprzedniej części) doprowadziły do tego, że o Ziemię już nawet nie ma sensu walczyć. Seria zdarzeń zwana „Wielką Pomyłką” sprawia, że ostatnią nadzieją ludzkości zostają owiane tajemnicą egzoplanety. Rozpoczyna się kosmiczny exodus, który zadecyduje o losie całego naszego gatunku. Właściwa zabawa startuje już w XXVII stuleciu, a my momentalnie zapominamy o ogromnej odpowiedzialności, która spoczywa na naszych barkach. I tak niedługo dopadną nas nieco bardziej „przyziemne” problemy.

 

 

Zapominamy także o innych kwestiach – kim jesteśmy, z kim walczymy i po co. Beyond Earth oferuje bowiem jedne z najmniej charakterystycznych i interesujących nacji (łącznie jest ich osiem), dowodzonych przez równie bezpłciowych przywódców. Poszczególne frakcje różnią się od siebie co najwyżej „herbem” i pasywnym bonusem (np. szybszą budową cudów) - brakuje unikatowych jednostek czy stylów architektonicznych, a wszelkie różnice między cywilizacjami wynikają z rozwoju technologicznego. Ale o tym poczytacie za chwilę.

 

 

Agent Jej Kawitańskiej Mości

 

Wbrew powszechnym opiniom, Civilization: Beyond Earth nie jest graficzną nakładką dla Civilization V, i ma dostatecznie dużo oryginalnych elementów, by bronić się jako samodzielny tytuł. Znane z poprzedniej części polityki społeczne zastąpiono cnotami, którym najbliżej do drzewek rozwoju postaci znanych z gier cRPG. Oprócz tego dostajemy bardzo rozbudowane gałęzie technologiczne, w największym stopniu wpływające na ostateczny kształt i wygląd danej nacji. Do tego dochodzą agencje wywiadowcze i satelity (zapewniające przede wszystkim pasywne bonusy), a także doktryny, które są absolutną wisienką na tym pozaziemskim torcie. Harmonia, Czystość i Supremacja – każda ścieżka wymaga rozsądnego planowania i wiele czasu, ale w zamian zapewnia nieco inny styl gry.

 

 

Nie sposób nie zauważyć, że podstawy rozgrywki zostały zaprojektowane tak, by zupełnym świeżakom pomóc w odnalezieniu się w świecie nowego dziecka Firaxis. Mechanika bazująca na wcześniej wspomnianej „piątce” jest bardzo intuicyjna, a system zadań (i powiązanych z nimi decyzji) pozwala nam na obieranie bardziej krótkoterminowych celów. Nie dajcie się jednak zwieść tym ułatwieniom – Beyond Earth jest grą zdecydowanie trudniejszą od poprzedniczki, w której nasze początkowe decyzje (lub ich brak) mogą znacząco wpłynąć na naszą szansę na wygranie.

 

A jak wygląda nasz kontakt ze światem zewnętrznym? System dyplomacji powinien być znany wszystkim fanom, został on jedynie uzupełniony o pewien istotny aspekt, którym są przysługi. W skrócie: jeżeli chcemy dobić targu z inną nacją, lecz nie posiada ona aktualnie nic ciekawego do zaoferowania, to możemy zaklepać sobie przysługę do zrealizowana w późniejszym terminie. Pozostaje jeszcze kwestia samego obcego środowiska. Gniazda obcych, trująca miazma i wędrujące drapieżniki potrafią mocno ograniczyć naszą eksplorację w początkowych turach, kiedy to strata jakiejkolwiek jednostki potrafi być bardzo dotkliwa.

 

 

Wszystkie wymienione przeze mnie elementy tworzą obraz gry, która wystawia na próbę nasze umiejętności rozsądnego planowania. Częste ataki na obce formy życia mogą się na nas odbić, gdy do naszej stolicy zawędruje ogromny czerw. Z kolei zbytnie panoszenie się przy granicy innej nacji może zostać wypomniane nawet 100 tur później, w najmniej odpowiednim momencie. Tutaj warto wspomnieć o SI – dzicy obcy potrafią być nieprzewidywalni, co nikogo nie powinno dziwić. Za to nasi ludzcy towarzysze zdają się zachowywać rozsądniej niż w Civilization V, ceniąc przede wszystkim współpracę i wymianę handlową. Szkoda tylko, że taka polityka idzie „w diabły” w dalszej części gry, kiedy to różnice między doktrynami zmuszają komputerowych graczy do podejmowania bardziej agresywnych działań. Tak jest – czy tego chcemy czy nie, w Beyond Earth konflikty zbrojne zdają się być nieuniknione. Można powiedzieć, że według twórców rasa ludzka zawsze będzie się kłócić o te same głupoty i doprowadzać do wojen. Point taken, Firaxis.

 

Nie taki obcy świat

 

Na pochwałę zdecydowanie zasługuje design jednostek. Jest on naprawdę niesamowity, a np. starcia ksenokawalerii Harmonii z czołgami magnetycznymi Czystości ogląda się bardzo przyjemnie – mamy do czynienia z futuryzmem pełną gębą, a developer całkowicie spuścił ze smyczy „wodza fantazji”. Zawodzi nieco wygląd samych map – bogactwo flory i fauny (wulkanicznego firaksytu czy fioletowych, szybujących kamieni) nie wzbudza podziwu, mamy wrażenie, że latamy po Ziemi, na którą kosmiczny różowy jednorożec zwymiotował tęczą. Wracając jeszcze do superlatyw – rodzimy wydawca zadbał o porządną polską wersję z dubbingiem, co już samo w sobie jest wielkim plusem.

 

 

Wspomniany w poprzednim akapicie wygląd jednostek (w tym przywódców) nie jest w stanie zasłonić innych, drażniących mankamentów. Silnik gry został zapożyczony z poprzedniej części, przy okazji zgarniając wszelkie jego niedoróbki. Tu i ówdzie zdarzają się graficzne glitche, engine czasami nie radzi sobie z tym, co dzieje się na ekranie, gubiąc animacje i efekty dźwiękowe. Aż dziw bierze, że Firaxis nie poczyniło w tej kwestii żadnych znaczących postępów...

 

„Jeszcze jedna tura...”

 

Civilization: Beyond Earth potrafi wciągnąć – sam zdiagnozowałem u siebie popularny syndrom „jeszcze jednej tury”, mimo że do największych fanów serii nie należę. Mimo tego, nie jestem w stanie z czystym sumieniem polecić im najnowszej gry od Firaxis. Beyond Earth po prostu nie ma charakteru. Brakuje tutaj ciekawych frakcji, a ważne wydarzenia (jak np. wybudowanie cudu) potrafią przemknąć niezauważone. Do tego rozgrywka potrafi się momentami strasznie dłużyć, i gdyby nie np. konieczność ręcznego ustalania szlaków handlowych, to gra mogłaby się przechodzić (prawie) bez naszej ingerencji. Firaxis ponownie stworzyło „bazę” dla potencjalnie dobrej gry, tak jak to miało miejsce przy Civilization V. Ale nawet „piątka” w podstawowej wersji była zdecydowanie ciekawsza. Nowa odsłona serii musi zapewne doczekać się swojego odpowiednika Nowego Wspaniałego Świata, zanim w pełni rozwinie skrzydła. Do tego czasu pozostanie po prostu niezłą strategią turową.

 

[1]  A. Huxley, Nowy Wspaniały Świat

Sid Meier's Civilization: Beyond Earth

Ocena
6.5
Wasza ocena
7.5
Oceń grę
  • Plusy
  • Porządna polska wersja językowa
  • Design jednostek
  • Rozsądniejsza SI niż w poprzedniej części
  • Dające wiele możliwości drzewko rozwoju
  • Syndrom "jeszcze jednej tury"
  • Minusy
  • Nieciekawe nacje (brak unikatowych jednostek) i mało charyzmatyczni przywódcy
  • Aspekt kulturowy (w tym cuda) potraktowany po macoszemu
  • Irytujące mikrozarządzanie w dalszej rozgrywce
  • Ten sam silnik - te same problemy
O autorze
JohnSnakeJohnSnake
707 9
Pecetowiec wierny wujkowi Newellowi. Fan sieciówek, 'rogalików' i sandboxów. Serialowy maniak. Wieczny poszukiwacz dobrego kina science-fiction oraz fantasy. Oprócz tego lubi dobre żarcie i jeszcze lepsze piwo. Innymi słowy – typowy nerd.

0 Komentarzy