Opad szczęki - subiektywna lista najlepszych momentów w grach - Publicystyka

sandmann21

Odpalając dowolna grę, począwszy od najzwyklejszego Bombermana, poprzez serię o Assassynach a na Battlefieldzie kończąc, liczę, że w pewnym momencie jej przechodzenia trafię na fragment, po którym będę dosłownie zbierał moją żuchwę z podłogi. Życie niestety często boleśnie zderza nas z rzeczywistością i hucznie zapowiadana gra okazuje się przeciętniakiem nieudolnie powielającym wytarte schematy i mającym do zaoferowania niewiele.

Jednak jak to zazwyczaj bywa i w gąszczu słabości znajdzie się parę perełek, którymi wręcz trzeba się podzielić z innymi. Poniżej moja subiektywna dziesiątka najlepszych momentów w grach z naciskiem na ‘subiektywna’.

Lojalnie ostrzegam, że w tekście nierzadko zamieszczam szczegóły fabuły gier, więc jeżeli nie zaliczyliście jeszcze Duke Nukem 3D, Red Dead Redemption, Medal Of Honor, The Walking Dead, Shadow Of The Collosus, Uncharted 3, Journey, Heavy Rain, Killzone 2 czy Bioshock, to wpierw radzę nadrobić te niedopatrzenia, a potem powrócić do lektury poniższego tekstu.

 

 

Duke Nukem 3D – scena w klubie go-go

Przygody specjalisty od kopania tyłków zrobiły na mnie ogromne wrażenie w połowie lat 90. Prawdziwe trójwymiarowe, niesamowicie szczegółowe otoczenie i pokaźny arsenał broni z działkiem zmniejszającym na czele, skutecznie umiały mnie przyciągnąć do ekranu komputera na długie godziny (zakrapiane zazwyczaj szklaneczką ciepłego kakao).

Od krwi i pojedynków z bossami wolałem jednak pewną planszę, na mapie której znajdował się klub z tancerkami egzotycznymi. Tam, po naciśnięciu spacji i rzuceniu paru dolców, owe panie pokazywały się nam w pełnej okazałości zrzucając na parę sekund górną część bielizny. Oczywiście straconą gotówkę można było łatwo odzyskać traktując owe panie z soczystego kopniaka.

 

 

Może to dziwne, ale z całej wspaniałości Duke Nukem 3D, jako dziesięciolatek bez dostępu do Internetu, najbardziej w pamięci zapisałem właśnie parę płaskich, rozpikselowanych cycków. Świetne czasy.

 

Red Dead Redemption - prawdziwe zakończenie

Gdy John Marston zostaje zdradzony i zabity coś we mnie pękło a brutalność egzekucji sprawiła, że zrozumiałem skąd w wyrażeniu ‘Dziki Zachód' wziął się jego pierwszy człon. Gdy jednak kurz po strzelaninie opadł i gotów już byłem ujrzeć napisy końcowe, stało się cos, czego się nie spodziewałem.

Jako syn Johna, Jack, wypełniając ostatnia misją na mapie, dostaliśmy od twórców niepowtarzalną okazje by po latach zemścić się na oprawcy swojego taty w iście werterowskim stylu.

 

 

Po tej scenie zdałem sobie sprawę, że chyba nigdy wcześniej nie czułem takiej satysfakcji z unicestwienia pikselowej postaci.

 

Medal Of Honor - D-Day

Podczas premiery ‘medala’ to właśnie scena przedstawiająca słynny desant w Normandii była bodajże najczęściej pokazywanym i opisywanym fragmentem gry. To chyba jedna z pierwszych produkcji, która położyła tak mocny nacisk na filmowość i wyszło im to na tyle dobrze, że nawet 12 lat po premierze wciąż wspominam chaos, jaki panował u wybrzeży Francji.

Koledzy padali martwi, granaty wybuchały wyrzucając w powietrze pióropusze kurzu a my z naszym karabinem parliśmy ku nazistowskim bunkrom. Niezapomniane przeżycie.

 

 

 

The Walking Dead - śmierć Larrego

Odpalając dzieło ludzi z Telltale Games zdawałem sobie sprawę, że moja swoboda jest pozorna a podejmowane decyzje zamiast zmieniać szkic fabuły maja raczej utorzsamić i zżyć mnie z głównym bohaterem.

Mimo tego finał sceny, w której Kenny namawia nas do dobicia umierającego Larrego bardzo mnie zaskoczył. Jako człowiek szanujący życie, zdecydowałem się wybrać opcję, aby wbrew namowom współtowarzysza, go ocalić, choć istniało ryzyko, że konający kompan może odrodzić się jako zombie.

 

 

Pomimo tego, iż wiedziałem, że los Larrego jest już w grze przesądzony, to jednak ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałem to skrzynka, którą Kenny postanowił z impetem odłożyć na jego twarzy. Szok, złość i niedowierzanie to tylko nieliczne z emocji, jakie buzowały się we mnie po tej pamiętnej scenie.

 

 

Shadow Of The Collosus - pierwszy kolos

Całkiem niedawno ukończyłem rewelacyjne ICO wiec siłą rzeczy zabrałem się też za drugą grę z tej serii, prawiącą o walce drobnej jednostki z gigantycznymi, mitycznymi stworami. Wielokrotnie kartkowany opis i recenzje Shadow Of The Collosus nie przygotowały mnie jednak na pierwsze starcie z jednym z tytułowych kolosów.

Słowo potężny nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia, gdy na mej drodze stanął olbrzym, przy którym poczułem się mały i nic nieznaczący niczym wesz. Nic dziwnego, że moment, w którym po długiej wspinaczce po olbrzymim cielsku i paru celnych ciosach, stwór w końcu pada na ziemię, bez trudu wbił się na moja listę.

 

 

 

Uncharted 3 - bójka na pokładzie samolotu

Seria traktująca o przygodzie Nathana Drake’a od początku stawiała na skryptowaną, lecz niesamowicie widowiskową akcję okraszoną wybuchami i dźwięczeniem tysiąca łusek wypadających z karabinów wroga. To, co jednak twórcy przygotowali w części okraszonej numerkiem ‘trzy’ wgniotło mnie w fotel - dosłownie.

 

 

Scena z bójką na pokładzie aeroplanu jest idealnym przykładem jak należy robić efektowne sceny w grach lub filmach. Wizytówką Uncharted jest ogromny fart naszego herosa, który z każdej, nawet beznadziejnej sytuacji, umie wyjść praktycznie bez szwanku wliczając do tego eksplozję i skok bez spadochronu. Cała scena, od samego wejścia na pokład aż po finał w piaskach pustyni, tak bardzo mi się podobała, że podczas pisania tego tekstu postanowiłem raz jeszcze odpalić i przejść Uncharted 3. Platyna zdobyta.

 

 

Journey - pustynia

Journey to jedna moich ulubionych gier. Krótka historia zajmująca jakieś dwie godziny przypomina mi baśń i bardzo często odpalam sobię tą produkcję przed snem.

Cała gra jest pięknie zaprojektowana zarówno pod względem udźwiękowienia jak i oprawy graficznej, ale najjaśniejszym jej punktem jest niewątpliwie rajd po pustyni. Zresztą zobaczcie sami gdyż wydaje mi się, że słowa są zbędne.

 

 

 

Heavy Rain - tożsamość mordercy

Często słyszę lament ‘harkorowych’ graczy o tym jak kiepskim scenarzystą jest David Cage i że Heavy Rain jest bardziej filmem niż grą, ale tak się akurat złożyło, że ja właśnie dla tej produkcji kupiłem konsolę Sony.

Nie zauważyłem dziur fabularnych większych niż w innych, liniowych produkcjach a scena, w której zanurzamy się we wspomnienia Shelby’ego i dowiadujemy się, kto stoi za porwaniami i morderstwami do dziś dzień pozostaje dla mnie najlepszym twistem w historii cyfrowej rozrywki.

 

 

Nazywajcie to grą, filmem interaktywnym czy eksperymentem, ale dla mnie Heavy Rain jest najlepszą formą spędzania wolnego czasu, z jaką miałem do czynienia. A przynajmniej taką, która wymaga użycia tylko rąk - if you know what I mean.

 

 

Killzone 2 - prolog

Druga część ‘strefy śmierci’ zasłynęła faktem, że do jej promocji na E3 użyto bardzo efektownego zwiastuna, powstałego rzekomo na silniku gry. Niestety, krótko po tym pokazie, jak już wszyscy wytarli ślinę z podbródków, na jaw wyszło, że ludzie z Guerilla najzwyczajniej w świecie naściemniali i zamiast wycinków gry zaprezentowali zgromadzonej gawiedzi zwykły render.

Po jakimś czasie deweloperzy ugięli jednak kark i pokazali graczom prolog wzięty już z właściwego, pełnoprawnego produktu. Efekt? Desant rozpoczynający Killzone 2 to najlepsza scena ukazująca pole bitwy, jaką widziałem, pod wieloma względami wyglądająca lepiej niż filmik z targów. Kurz i chaos przypominający wspomniany przeze mnie D-Day z ‘medala’ oraz niesamowita oprawa graficzna sprawiły, że do dziś brakuje mi dolnej jedynki, która wypadła w momencie zetknięcia się mojej szczeki z podłogą.

 

 

 

Bioshock - witamy w Rapture

Pierwszy Bioshock był chyba jedyną grą, o której nie miałem żadnych informacji poza tym, że była to strzelanka z perspektywy pierwszej osoby. Może to właśnie wpłynęło na fakt, że cały początek gry, gdy naszym oczom ukazuje się Rapture wraz z jego mieszkańcami, zrobił na mnie tak ogromne wrażenie. A może zwyczajnie, dlatego że to po prostu znakomicie wyreżyserowana scena z równie wspaniałej gry.

 

 

Od momentu katastrofy samolotu, gdy resztki złomu wraz z pasażerami płoną na środku Pacyfiku, aż po pierwsze spotkanie z wrogiem, siedzimy praktycznie na krawędzi kanapy, co rusz wciskając swoje wybałuszone oczy z powrotem na ich miejsce.

 

 

A więc…

Z dobrą grą jest jak z dobrą książką czy filmem gdzie nie liczy się fakt, że znamy już zakończenie i dokładnie pamiętamy słowa głownego bohatera wygłaszane podczas jakiejś ckliwej sceny. Dobrze skrojona gra potafi i za setnym razem wywyoływać te same emocje, które towarzyszyły nam podczas pierwszego z nią kontaktu.

A wy po jakich momentach w grach zbieraliście szczękę z podłogi? Nie zapomnijcie o ostrzeżeniu o spojlerach.

O autorze
sandmann21sandmann21
67 7

Fan komiksów, kinematografii i gier, w które gra odkąd pamięta. Pykał praktycznie na każdej platformie od SNES, poprzez PSOne, na PC kończąc. Obecnie zamienił myszkę i klawiaturę na pada od PS3 i z dumą nazywa się konsolowcem.

12 Komentarzy

Seven 2 lata temu

A gdzie moment z Kotora, w którym dowiadujemy się o tożsamości Revana?

0 Odpowiedz
sandmann21 2 lata temu

To jet subiektywna lista ;) W KOTOR nie grałem. Dzięki za mini spojler ;)

0 Odpowiedz
Seven 2 lata temu

Wybacz. Zawsze wydawało mi się, że nie można tego nie znać :)

0 Odpowiedz
Sokool 3 lata temu

W połowę tytułów nie grałem, ale to dobrze... nie mam aż tak mocnego kompa, żeby grać w najnowsze produkcję, a te powyższe śmiało mi pójdą... jest co nadrabiać :)

0 Odpowiedz
sandmann21 3 lata temu

6 z 10 to produkcję konsolowe wiec nawet mocny komp nie pomoże;-) Ale jak najbardziej polecam zapoznanie się z powyższą listą.

0 Odpowiedz
Sokool 3 lata temu

@sandmann21:

6 z 10 to produkcję konsolowe wiec nawet mocny komp nie pomoże;-) Ale jak najbardziej polecam zapoznanie się z powyższą listą.

konsole mam, wiec jestem... ze tak powiem... uratowany :)

1 Odpowiedz
imsofunky 3 lata temu

Problem z Heavy Rain był taki, że zakończenie wcale nie było ani zaskakujące, ani nieprzewidywalne. Można było zacząć się domyślać tożsamości zabójcy już zaraz po pojawieniu się grubaska.

0 Odpowiedz

Ja osobiście bym polemizował. Poza tym mało który czarny charakter pomimo matactw budzi taką sympatię jak Shelby :)

1 Odpowiedz
sandmann21 3 lata temu

@Filip 'Sirmann' Jankowski:

Ja osobiście bym polemizował. Poza tym mało który czarny charakter pomimo matactw budzi taką sympatię jak Shelby :)

Egzakli. Nieskromnie uwazam sie za dośc spostrzegawczego ale tego twista się nie spodziewałem. Jak ktoś odrazu odgadł to gratuluje.

0 Odpowiedz
imsofunky 3 lata temu

Może to po prostu zależy od człowieka. Mnie on po prostu wydawał się od początku podejrzanym grubaskiem.

0 Odpowiedz
sandmann21 3 lata temu

Clementine, NOOOOOOOOOOO!

0 Odpowiedz
Raijn 3 lata temu

W The Walking Dead to jednak farma zrobiła na mnie największe wrażenie. Domyślać się pewnych rzeczy, a zobaczyć ja na własne oczy, to zupełnie inna sprawa.

0 Odpowiedz