No Man's Sky - Recenzje

25
GeneticsD

Kiedy podczas targów E3 2014 po raz pierwszy pokazano gameplay trailer z tej gry, cały świat zamarł. To było coś nowego, rzadko spotykanego oryginalnego. Treści miało być tyle, by gracz nie poczuł powiewu nudy nawet po kilkudziesięciu godzinach rozgrywki. Zawsze miało być coś do roboty, dzięki proceduralnie generowanemu światu. Różnorodność fauny i flory miała być zaledwie szczytem góry lodowej. Hello Games na czele z Seanem Murray'em zachwyciło wszystkich graczy na całym świecie. Dokładnie pamiętam, jaki ból czułem, kiedy zapowiedziano, że jedyną konsolą, na którą ukaże się produkcja będzie PS4.

 

 

Cóż. Czas pokazał, że tak, czy tak pobawiłem się w No Man's Sky, jednakże była to raczej podróż po niespełnionych obietnicach niż ziszczenie wszelkich marzeń. Zapraszam więc do recenzji, gdzie opisuję, dlaczego tak się stało.

 

Hello World!

 

Po odpaleniu gry naszedł mnie dreszczyk emocji. Ekran tytułowy, menu opcji i w końcu wchodzę do rozgrywki, na którą tak długo czekałem. Twórcy rzucili nas od razu na głęboką wodę, nie przejmując się naszym zagubieniem. Kilka krótkich wskazówek i to tyle. Dalej baw się sam, graczu. Mam wrażenie, że pierwsza planeta, którą odwiedziłem była jednocześnie najpiękniejsza, najbardziej różnorodna. Nie brak było tam pomarańczowych traw, wysokich drzew, surowców, jak i zwierząt, które przypominały nieudane krzyżówki różnych gatunków. To wszystko miało swój klimat, dodatkowo wzmacniany przez doskonały soundtrack. Na myśl o tym, że kompletnie nie znam tego miejsca, ciarki przechodziły po moich plecach, chociaż od razu zauważyłem brak jakiejkolwiek mapy, co mnie odrobinę zasmuciło. Planeta z pewnością była ogromna, jednakże ja po zapoznaniu się z podstawową mechaniką zabawy, naprawiłem swój statek i udałem się w dalszą podróż.

 

Wkrótce odkryłem zdobywanie surowców poprzez rozbicie asteroidów, handel na różnych stacjach kosmicznych, nowe, interesujące, rozumne rasy oraz walkę. Tym żyłem przez kilka dobrych godzin produkcji. Niepotrafiłem uzmysłowić sobie faktu, że będąc na jednej planecie, mogę dostrzec inną, oddaloną o wiele kilometrów i po prostu do niej polecieć. Tak jakby to była czynność, którą robię na co dzień. Tutaj też nastąpił pierwszy „zonk”. Po opuszczeniu planety widzę przed sobą inne ciało niebieskie, włączam hipernapęd, aby dotrzeć tam szybciej. Wtem po bokach ukazuje się animacja, która miałaby sugerować, że mijam co najmniej tryliony gwiazd niczym podczas skoku w nadświetlną w Gwiezdnych Wojnach. A ja dobrze wiem, że aż tak daleko nie było, a wokoło nie było gwiazd. W końcu jednak wybaczyłem ten błąd, jednakże miał to być dopiero sam początek problemów.

 

Produkcja posiada wątek fabularny, który prowadzi nas do centrum wszechświata. Aby tego dokonać możemy wybrać jedną z trzech dróg. Ścieżkę Atlasa, współpracy z kosmitami, bądź samotną podróż. Wątek główny, chociaż początkowo mocno faworyzowany, gdzieś podczas wydobywania kolejnego złoża plutonu, bądź żelaza, znika z pola widzenia gracza. Staje się nieważną częścią produktu. Wspomnę jeszcze, że chociaż początkowo wybieramy dokładnie jaką ścieżką podążymy, to i tak wykonamy zadania do wszystkich. Nieco to dziwne dla mnie było w początkowej fazie rozgrywki, jednakże teraz nawet mnie to nie rusza.

 

Równie wielki, co nieobecny.

 

Trzy, może cztery pierwsze planety + kilka stacji kosmicznych, asteroidy oraz jedna walka międzygwiezdna sprawiły, że dobrze się bawiłem. Moje zafascynowanie światem trwało raptem jakieś pięć godzin. Wspaniały początek sprawił, że zachłysnąłem się grą, jednakże wkrótce zmieniło się to w łapczywe poszukiwanie powietrza, aż doprowadziło do zgonu ciekawości, która powinna być motorem napędowym produkcji.

 

No Man's Sky w końcu sprowadza się do tego samego, czyli ulepszasz statek, kombinezon, zwiększając liczbę slotów na surowce, lądujesz gdzieś, zbierasz pierwiastki, lecisz pohandlować. I tak w kółko, dopóki nie zrozumiesz, że nie ma sensu dłużej zarabiać, czy ulepszać ekwipunek. W końcu zaczynasz zbierać jedynie surowce odpowiadające za paliwo do swojego statku i lecisz. Nowa planeta, paliwo, dalej. Zapytacie, czy osławiona fauna i flora zaciekawią gracza? Katalogowanie zwierząt, czy roślin sprowadza się do spojrzenia przez lornetkę na dany okaz. Czynność nie jest ani interesująca, ani też dobrze nagradzana, więc z pewnością porzucicie tą zabawę. Tym bardziej z tego powodu, że spotkacie wielokrotnie tak samo wyglądające zwierzęta, ale z nieco zmienioną kolorystyką, czy jednym elementem. Nie ma też rzeczy, której zapowiadano, czyli wpływu zwierząt na środowisko. Nie widziałem starć pomiędzy drapieżnikami, a roślinożercami. Nie widziałem jak zwierzęta niszczą drzewo, kopią dół, czy cokolwiek innego. One tylko chodzą i chcą zostać skatalogowane. Nie ma także ogromnych monstrów jak zapowiadany pustynny wąż robiący ogromne wrażenie w zapowiedziach. Po prostu nie ma. Może za to są te potężne roboty, które można było dojrzeć niejednokrotnie przed premierą? Nie. Jedynym naszym wrogiem są strażnicy, czyli małe, latające kulki. Znajdują się na każdej planecie i chociaż początkowo urozmaicały grę, później stały się wkurzającym elementem. Coś jak latający obok ucha komar.

 

Mining. Mining. Mining. Mining. Mining. Mining. Mining. Mining.

 

Na niektórych planetach będzie można zwiedzić jaskinie, zarówno podziemne, jak i podwodne. Pytanie: TYLKO PO CO?! Nie ma to najmniejszego sensu. W takich lokacjach nie ma nic ciekawego, ani ładnych widoczków, ani lootu, ani zwierząt. Po prostu wchodzisz, penetrujesz i wychodzisz. Zero zabawy. Na całe szczęście na powierzchni planet możemy znaleźć opuszczone, klimatyczne budynki innych ras. Dają one chyba najwięcej frajdy. Ciekawe jest również poznawanie słów kolejnych języków obcych, jednakże to zabawa wyłącznie dla osób, które lubią mieć „wyczyszczoną” mapę. Tutaj to jak szukanie igły w stogu siana, ale faktycznie może się to komuś podobać. Podobno im więcej słów znamy z danego języka tym lepiej możemy się dogadać z handlarzem, którego język rozumiemy. Ja nie zauważyłem znaczącej różnicy. Może już po prostu byłem zbyt zmęczony tą produkcją. W końcu jednak wszystko się nudzi. Odwiedzanie opuszczonych budowli nie jest już intrygujące. Nigdy nie wyskoczy na nas jakiś potwór. Nigdy nie wpadniemy w zasadzkę. Nigdy nie wdepniemy w pułapkę. Niewykorzystany potencjał. Ponadto, po kilku godzinach grania, wyraźnie odczuwa się pustkę. Nie ma nawet obiecanych wraków statków na planetach. Czuje się w powietrzu, że to bardzo duże pudełko, niewiele ma w środku. Treści wewnętrznej brak.

 

Podczas początkowych faz wydaje się graczowi, że wiele można zrobić już w samym kosmosie. Nie jest to prawdą, gdyż oprócz rozbijania kolejnych statków piratów, nie możemy pobawić się w nic.(No chyba, że niszczenie statków cywilów robi Wam jakąś różnicę.) Nie ma opcji ochraniania konwoju ogromnych statków kosmicznych, transportujących surowce na stacje. Niby możemy sami zaatakować, bądź bronić taki konwój, ale nic na dłuższą metę. Za to dokładniemy możemy zauważyć, że sam system dobrze się bawi, wykonując międzygwiezdne misje transportowe. Szkoda, że tylko się przyglądamy. Sama walka sprowadza się do strzelania z najmocniejszego działa. I to tyle. O zwycięstwie nie decyduje taktyka, nasze umiejętności pilotażu, a po prostu jak długo możemy pozwolić sobie na odnawianie tarcz oraz jak silne działo mamy. Robienie akrobacji w próżni nie ma zwyczajnie sensu. Jak ma nas trafić, to trafi. I tutaj doszliśmy do kolejnej, bezmyślnej rzeczy. Mianowicie, aby odnowić tarcze trzeba wejść do naszego ekwipunku, coś tam poszukać, coś tam uruchomić i dopiero można dalej lecieć. Podczas tych czynności, czas nie zatrzymuje się, a nasi wrogowie mogą w nas dalej strzelać bez przeszkód. Brakuje jakiegoś skrótu klawiszowego, który upłynniłby rozgrywkę. No i kolejna rzecz, która miała być, a jej nie ma. Walki nad powierzchnią planety. Oczyma duszy widziałem latanie w ogromnych kanionach przy wysokich prędkościach, nagłe uniki oraz ryzykowne manewry. A tego nie ma. I kropka.

 

Tego nie jestem w stanie ogarnąć umysłem.

 

Pamiętacie jeszcze, że obiecywano nam różne rodzaje statków z własnymi specjalizacjami? Zapomnijcie o ich istnieniu!

 

Przejdźmy do innego, negatywnego aspektu gry, który irytuje mnie najbardziej. Lubię, kiedy błędy oparte na technologii w ogóle nie występują i nie muszę o nich pisać. No Man's Sky posiada takich błędów wiele, więc nie sposób o nich nie wspomnieć. Po pierwsze, gra bardzo często pokazuje nam jak dobrze potrafi dogrywać elementy świata na oczach gracza. Czy to las, czy pagórek, a może ogromna góra. Zawsze znajdzie się coś, czym akurat system chce się pochwalić. Często nawet po wylądowaniu i przejściu kilku kroków dostaniemy nowe struktury. Hitem był dla mnie moment, kiedy w oddali zauważyłem dogrywającą się złotą górę. Pomyślałem, że muszę skorzystać z takiej okazji. W końcu to złoto! Po zbliżeniu się dość spory kawałek, góra zniknęła. Wzgórze złota bezpardonowo wyparowało! Ot tak! Myślałem, że to może przez toksyny na planecie miałem jakieś złudzenia optyczne, ale chyba zbyt wiele przypisałem twórcom. Poczułem się całkowicie oszukany, strollowany. Jakby ktoś odebrał mi ulubiony kawałek pizzy. Na tym jednak nie koniec, gdyż gra lubi się wieszać np. podczas dostawania się na nową planetę, czy chociażby sielskiego latania w próżni. Od wielu lat gram na różnych konsolach i praktycznie nigdy nie zdarzały mi się takie rzeczy. A jeżeli zdarzały to gra po kilku sekundach znowu działała bezproblemowo. A już tym bardziej nie widziałem, żeby gra sama z siebie się wyłączała. Wywalanie się całej gry to niestety częste zjawisko. A najlepsze jest w tym to, że przez 2/3 godziny nic się nie dzieje, a potem gra wyłącza się co dziesięć minut. Ileż to godzin poszło w piach?

 

Wspomnę jeszcze o tym, że zapowiadano spotkania wirtualne pomiędzy graczami, czyli tryb multi.

 

Gra o takim podejściu do tematu prosiła się o uspołecznienie jej. Niestety tak jak wielki wąż, czy złote góry, taka rzecz nie istnieje.

 

Na domiar złego, grafika okraszona jaskrawymi kolorami, ukrywa straszny brak detali, szczegółów. Nie robi ona takiego samego wrażenia jak po pierwszym odpaleniu gry, czy już nie mówiąc nawet o pierwszej zapowiedzi. Wygląda jakby się nieco spóźniła, bądź poczyniono ogromny downgrade. Szkoda, bo mogło być pięknie, a jest średnio.

 

 

Zapytacie, czy może chociaż zakończenie fabuły było niezłe? A ja odpowiem, że zakończenie fabuły powinno trafić do zestawienia najgorszych scen wieńczących gry wideo. Zawód. Rozczarowanie. Niesmak. Centrum wszechświata to jakaś jawna kpina po tym, co trzeba przejść by się tam dostać. [SPOILERALERTSTART] Nie wiem teraz, czy faktycznie Wam spoileruje, ale po dotarciu do centrum, zostajemy wyrzuceni w nowym wszechświecie. I tyle. Czytałem gdzieś, że aktualnie jeden z graczy dotarł do około trzydziestego piątego świata, a z pewnością jest ich więcej. Bez sensu. [SPOILERALERTSTOP]

 

Porażka Hello Games, czyli No Man's Sky.

 

Podsumowując, No Man's Sky został nie bez powodu okrzyknięty przez internety One Man's Lie. Brak jakiejkolwiek obiecanej zawartości jest niewybaczalny, ale nawet to co dostaliśmy jest mizerne. Swoją cegiełkę do upadku produkcji doprowadza cena, czyli około 260 zł. Tyle za produkcję w fazie alpha? Aż nie chce się wierzyć, że twórcy w tak okrutny sposób nas oszukali. Moja ocena to 4/10, co i tak jest zawyżone, patrząc przez pryzmat tego, że jedynymi pozytywnymi elementami gry są soundtrack, a także pierwsze pięć godzin spędzone z produkcją.

No Man's Sky

Ocena
4
Wasza ocena
8
Oceń grę
  • Plusy
  • Satysfakcjonujące pierwsze wrażenie
  • Soundtrack
  • Minusy
  • Monotonny system walki
  • Mining...
  • Samoistne wyłączanie się gry
  • Mining
  • Wiele obiecanych elementów, które się nie pojawiły
  • Nudne, niezróżnicowane pod żadnym kątem planety
  • "Fabuła" i jej zakończenie
O autorze
GeneticsDGeneticsD
230 0

2 Komentarze

awatar
skymen (gość) 3 lata temu

"Na niektórych planetach będzie można zwiedzić jaskinie, zarówno podziemne, jak i podwodne. Pytanie: TYLKO PO CO?! Nie ma to najmniejszego sensu. W takich lokacjach nie ma nic ciekawego, ani ładnych widoczków, ani lootu, ani zwierząt. Po prostu wchodzisz, penetrujesz i wychodzisz" - a sześciany wiru czy aquasferę to skąd weżmiesz ? Właśnie w niektórych jaskiniach

0 Odpowiedz
awatar
chileno (gość) 3 lata temu

Heh... "Katalogowanie zwierząt, czy roślin sprowadza się do spojrzenia przez lornetkę na dany okaz. Czynność nie jest ani interesująca, ani też dobrze nagradzana, więc z pewnością porzucicie tą zabawę. Tym bardziej z tego powodu, że spotkacie wielokrotnie tak samo wyglądające zwierzęta, ale z nieco zmienioną kolorystyką, czy jednym elementem." Nooo... Po tym wiście temat tej gry zupełnie sobie odpuszczam. Kiszka.

0 Odpowiedz