Owlboy - Recenzje

03
Smyku

Rynek gier niezależnych urósł ostatnimi czasy do naprawdę pokaźnych rozmiarów. Nowe indyki wyrastają jak grzyby po deszczu i jak to zwykle bywa, ilość w żadnym wypadku nie idzie w parze z jakością. Efekt jest taki, że coraz trudniej wyłowić prawdziwą perełkę wśród tylu tytułów. Na szczęście drodzy czytelnicy od tego macie też nas, byśmy dla was wyszukiwali gry indie, które grywalnością mogą konkurować - a nawet bić je na głowę - z grami AAA. Takim właśnie cichym killerem jest Owlboy.

Na pierwszy rzut oka gra od D-pad Studio niczym szczególnym się nie wyróżnia. Właściwie pierwsza myśl większości z was może brzmieć mniej więcej: a cóż to za popierdółka dla dzieci? Z czym do ludzi? Tymczasem Owlboy to jedna z największych niespodzianek tego roku, w swojej klasie gra wręcz perfekcyjna. Choćbyś chciał się biedny człowieku przyczepić, nie masz do czego…

No dobra, ale dlaczego właściwie Owlboy zasługuje na taką pochwałę? Jeszcze do tego dojdziemy, a tymczasem poznajcie Otusa

 

 

Opowieść o pewnej sowie

Otus to sowi strażnik, którego zadaniem jest chronienie zwykłych ludzi przed zakusami złych piratów. Nasz growy protagonista niestety uchodzi za fajtłapę, którego nie szanują koledzy i koleżanki po fachu, zaś jego mistrz ciągle wspomina o tym, jak wielkim rozczarowaniem jest nieporadny uczeń. Na dodatek Otus jest niemową i nie potrafi się obronić przed niesprawiedliwymi osądami – właściwie to może on liczyć tylko na swojego jedynego przyjaciela, Geddy’ego. Gdy ataki piratów przybierają na sile, to właśnie tej dwójce przyjdzie podjąć się misji powstrzymania potężnego kapitana Malstroma i jego bandy.  

Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że Owlboy nie jest klasyczną platformówką. Otus potrafi latać, więc nie powinno dziwić, iż zamiast skakać po platformach, to właśnie w powietrzu spędzimy większość czasu. Jednak Otus nie należy do najbardziej wojowniczych sów na świecie, dlatego zamiast samemu bić się z przeciwnikiem, często musi korzystać z pomocy przyjaciół. Jak to wygląda w praktyce?

 

 

W kupie raźniej

Otóż Otus może przenosić jedną z pozyskanych w trakcie przygody postaci – początkowo dysponujemy do wyboru tylko Geddy'm - różniących się posiadaną przez siebie bronią i wystrzeliwanymi przez nią pociskami. Pozyskanie nowego towarzysza pozwoli odblokować niedostępne wcześniej tereny. Co więcej, między sojusznikami można się błyskawicznie przełączać lub po prostu odrzucić jednego z nich, bez martwienia się o jego los. Dzięki specjalnemu artefaktowi, pozyskanemu na samym początku gry, możemy bowiem teleportować porzuconego przyjaciela, przywołując go z powrotem do nas.

Rozgrywka w Owlboy’u jest naprawdę urozmaicona -  w trakcie naszej podróży z Otusem przyjdzie mierzyć się nam z etapami, gdzie po prostu rozprawimy się z przeciwnikami, znowu kiedy indziej rozwiążemy kilka prostych zagadek, poszukamy tajemniczych monet, będziemy się chować przed robo-piratami, przedzierać przez mroczne labirynty, rozświetlając drogę specjalnymi, świecącymi owocami, a jeszcze innym razem... uciekać przed wielką, zmechanizowaną żabą. Jednocześnie poszczególne segmenty są tak ze sobą przemieszane, że gdy zaczyna nam się nudzić jeden fragment, zaraz następuje zmiana.

 

 

Prawie jak Final Fantasy

Wiecie, co mnie jednak najbardziej zaskoczyło w tej grze? Chodzi o sam świat Owlboy’a, jego historię i sposób, w jaki wykorzystano pikselową grafikę do stworzenia naprawdę ciekawego uniwersum, miejscami przypominającego najlepsze fikcyjne krainy z japońskich RPG-ów (i to z czasów świetności SNES-a! Tak, to komplement). Świat Otusa nie jest tylko tłem dla biegania i fruwania po kolorowych lokacjach, ale naprawdę fajnie prezentującym się uniwersum, które aż prosi się o jeszcze większe wykorzystanie.

Zresztą sama kraina, jak i plansze, po których przyjdzie nam się poruszać, są dość spore, choć nie mogło w Owlboy’u zabraknąć pewnych elementów backtrackingu - ale nie aż tak wiele, by zaciekli wrogowie tego rozwiązania mieli powody do chwytania za widły i pochodnie.

 

 

Takich indyków nam trzeba

Czy ta gra ma jakieś słabe punkty? Może jest trochę za łatwa? Coś tam by się pewnie jeszcze znalazło, ale byłoby to czepianie się na siłę. Prawda wygląda bowiem tak, że w swojej kategorii Owlboy to absolutne mistrzostwo.

Dla fanów tego typu gier: jazda obowiązkowa. Reszta z was też powinna dać Owlboy’owi szansę, nawet jeśli odrzuca was ta tematyka i klimat. Ja przed zagraniem kręciłem nieco nosem i wiecie co? Dawno już tak bardzo się nie myliłem.

Owlboy

Ocena
9
Wasza ocena
brak
Oceń grę
  • Plusy
  • Grywalna jak diabli
  • Różnorodna rozgrywka
  • Kilka genialnych w swej prostocie pomysłów
  • Growe uniwersum
  • Minusy
  • Coś by się tam znalazło, ale po co na siłę wyciągać takie szczególiki?
O autorze
SmykuSmyku
209 0
Lubi gry i burze.

0 Komentarzy