Assassin's Creed 4: Black Flag - Recenzje

20
sandmann21

Seria Assassin’s Creed jest dla Ubisoftu niczym kura znosząca złote jaja i nie zapowiada się żeby producenci szybko tę kurę zarżnęli. Sęk w tym, że produkcje taśmowe często są nierówne pod względem jakości - po pozbawionej jaj i klimatu części z numerem 3, nie żywiłem dużych nadziei wkładając płytę z napisem Assassin’s Creed IV: Black Flag do czytnika mojej konsoli. Dużo bym jednak dał, żebyście zobaczyli moją zdziwioną minę po pierwszych 15 minutach gry.

 

Na pokład szczury lądowe!

 

W grze wcielamy się bezimiennego pracownika Abstergo Entertaiment, którego zadaniem jest wyciągnąć z pamięci genetycznej tajemniczego, „honorowego” dawcy, jak najwięcej smaczków z życia jego przodków, celem stworzenia nowej, przełomowej gry komputerowej. Do tego celu wykorzystuje się system wirtualnej rzeczywistości zwanej Animusem, który umożliwia nam przejęcie kontroli nad piratem Edwardem Kenwayem, pozwalając odgrywać co ciekawsze momenty jego życia. Podczas naszych przygód w świecie rzeczywistym oraz wirtualnym, dane nam będzie odkrywać skomplikowaną i wielowiekową historię konfliktu Templariuszy i Assassynów, przemieszaną z przygodami legendarnych wilków morskich. Niestety osoby niezaznajomione z poprzednimi częściami albo ludzie z nieleczoną sklerozą, do których się zaliczam, mogą mieć spory problem z wyłapaniem wszelkich smaczków i nawiązań do poprzednich odsłon. Mimo to historia Kenwaya jest na tyle sprawnie napisana, że przez ponad 20 godzin skutecznie wyciąga z naszych ust spontaniczne i losowe okrzyki „Ahoj” i „Arrrgh”, a gdy zdarzy nam się oddalić od pada na 5 minut, ręka samoczynnie układa się w piracki hak.

W odróżnieniu od przygód Connora, Edward o wiele więcej czasu spędza na morzu i ten aspekt Assassin’s Creed IV: Black Flag został bardzo dobrze dopracowany. Walki na otwartej wodzie stanowią prawie połowę gry i potrafią wciągnąć bez reszty na długie godziny. Ażeby ulepszyć swój statek, oprócz pokaźnej sakwy pieniędzy, potrzebujemy jeszcze surowców, przeważnie umieszczonych w ładowniach okrętów przeciwnika, zmuszając nas tym samym do częstego dokonywania abordaży. Oczywiście na lądzie Edward również pokazuje jak bardzo jest sprawny i niebezpieczny, więc bieganie po dachach oraz wielometrowe skoki w stogi liści palmowych nie są mu obce. Czasami tylko Pan Kenway zachowuje się bardzo topornie i niezauważone zeskoczenie z metrowego płotu w okoliczne krzaki przychodzi mu z ogromną trudnością - winą za ten stan rzeczy obarczam „klejenie” się postaci do wszelkich budynków i gałęzi, umożliwiające efektowne przemieszczanie się po świecie gry. System walki, mimo zastosowania tak naprawdę tylko czterech przycisków, jest bardzo przyjemny, a eliminacja grupy wrogów nader satysfakcjonująca. Nie można narzekać także na różnorodność misji: mamy elementy skradania, bijatyki z hordami przeciwników, zagadki logiczne, zlecenia zabójstw, pościgi, poszukiwanie skarbów, kolekcjonowanie szant, wyzwania Animusa, nurkowanie i polowanie na wieloryby. Po prostu nie sposób się tutaj nudzić.

 

Podnieść żagle!

 

Graficznie Assasin's Creed IV: Black Flag jest bardzo dobrze dopracowany. Hawana, Nassau, Kingston i licznie rozsiane mniejsze i większe wysepki przyciągają wzrok swoja paletą kolorów, i pełnią życia. Rozgadani ludzie, szeroka gama biegających tu i ówdzie zwierząt i mnóstwo, ale to mnóstwo słońca, to rzeczy, które w tej grze sprawiły, że miałem ochotę (a nie zdarza się to często), po prostu zatrzymać się i przez chwilę popodziwiać otaczający mnie pikselowy świat. Nie będę ukrywał, że znajdziemy tu pewne zapożyczenia z poprzedników - animacje walki są niemal identyczne jak w Assassin's Creed III, a każda interakcja ze zwierzętami to istna kalka tej gry. Widać jednak, że w odróżnieniu od recenzowanego przeze mnie niedawno Batman: Arkham Origins, tutaj kucharz odpowiedzialny za odgrzanie nam kotleta, wykonał kawał dobrej roboty i dodając nowe pokłady świeżego sosu, skutecznie zamaskował nalot stęchlizny na mięsie.

Assassin’s Creed IV: Black Flag działa płynniej niż poprzednik, ale i tej produkcji zdarzają się spadki animacji, przypominające ostatnie sondaże Platformy. Nie jest to jednak nic, do czego nie przywykli już (niestety) posiadacze konsol odpalający nowe gry multiplatformowe. Dźwięk, podobnie jak pieczołowitość w przedstawieniu epoki, stoi na najwyższym poziomie. Mamy bardzo dobrze dobranych aktorów, odpowiedni poziom pirackiej gadki i mnóstwo wpadających w ucho szantów, które nasza załoga śpiewa podczas żeglugi. Na dodatek motywy muzyczne są, do czego przyzwyczaiła nas seria o asasynach, bardzo dobrze skomponowane i dopasowane do dziejącej się na ekranie akcji.

 

Watahą raźniej?

 

Włączając tryb gry wieloosobowej, po raz kolejny odniosłem wrażenie, że pasuje on do całosci jak kwadratowy klocek do okrągłej dziury. Nie wiem skąd wzięła się moda na to, żeby na siłę wciskać multi do praktycznie każdej gry, nawet takiej, do której ten tryb zwyczajnie nie pasuje. Cała dynamika Black Flag, brutalność i otwartość kampanii nikną gdzieś w rozgrywce, polegającej głownie na przemieszczaniu się między jedną grupka ludzia a drugą, usilnie wypatrując naszego celu. Bardzo wiele bym oddał, aby cały trud i pieniądze wydane na multi poszły w rozbudowanie kampanii i szczerze polecam, zamiast tracić czas na tryb wieloosobowy, pograć w solo w walki morskie.

A więc…

 

Assassin’s Creed IV: Black Flag obudził drzemiące we mnie pragnienie bycia jednookim, jednorękim, brodatym piratem i grając w tą część, bawiłem się na tyle świetnie, że nie golę się już od tygodnia (zbieram jeszcze na hak, a skoro wzrok i tak już mam kiepski obejdę się bez opaski). Mnogość zmian w stosunku do poprzedników oraz niesamowity klimat potrafią przyciągnąć na wiele godzin, które z czasem przerodzą się w dni. Jeżeli więc należysz do grupy osób stęsknionych za dobrą grą w czasach Czarnobrodego lub bawiły cię poprzednie części Assassin's Creed, to bez wahania sięgnij po Black Flag a na pewno nie pożałujesz. Arrrgh!

Assassin's Creed 4: Black Flag

Ocena
9
Wasza ocena
8.7
Oceń grę
  • Plusy
  • możliwosc posmakowania pirackiego zycia
  • mnóstwo zmian w stosunku do poprzedników
  • wciągająca i sprawnie napisana historia
  • Minusy
  • delikatne spadki animacji
  • wcisnięte na siłę multi
O autorze
sandmann21sandmann21
67 7

Fan komiksów, kinematografii i gier, w które gra odkąd pamięta. Pykał praktycznie na każdej platformie od SNES, poprzez PSOne, na PC kończąc. Obecnie zamienił myszkę i klawiaturę na pada od PS3 i z dumą nazywa się konsolowcem.

2 Komentarze

Tomash49 6 lat temu

A mnie nie zachwyca.. pierwsze pol godziny rozgrywki wręcz mnie męczy..

0 Odpowiedz
mikslim 6 lat temu

Zgadzam się z powyższym. Pierwszy assassin, który mi się osobiście naprawdę podoba. Tryb multi nie fajny- reszta ok. Wiele lat temu, marzyłem aby Pirates! na Amige wyglądało kiedyś właśnie w ten sposób i się doczekałem. Daje z czystym sumieniem mocne 8 .

0 Odpowiedz