Podsumowanie startu konsol nowej generacji - Publicystyka

00
ravn

 

Idą zmiany

 

Nowa generacja wystartowała. Po wielu latach wreszcie doczekaliśmy się premiery zupełnie nowych konsol, które (miejmy nadzieję) wyniosą branżę na wyższy poziom. Pierwsze przebłyski nadchodzących zmian pojawiały się ostatnimi czasy coraz częściej, niekiedy zupełnie zacierając granicę pomiędzy starym i nowym - czy to grafiką (Crysis 3), czy to rozgrywką lub historią (The Last of Us) - jednak dopiero teraz możemy w pełni mówić o nadejściu ósmej generacji, bowiem na rynku zadebiutowały najnowsze dzieci Sony i Microsoftu.

 

Jak było?

 

Zanim przejdę do PlayStation 4 i Xboksa One, muszę wspomnieć o tym, jak od 2005 roku zmienił się świat gier.  Do czasu premiery X360 i PS3 rynek konsolowy odbiegał (niekiedy znacząco) od pecetowego i nikogo nie dziwił fakt, że pewne gatunki królowały tylko na konkretnej platformie. Jednak zmiany już się zaczynały, o czym mogą świadczyć tytuły pokroju Halo 1 i 2, Black czy Killzone - trzeba pamiętać, że strzelanki były kojarzone raczej z myszką i klawiaturą, niż z padami. Wtedy przyszedł czas na siódmą generację, która zbliżyła do siebie rynek konsol i pecetów. Nowy sprzęt pokazał, że gracze mogą dostać niemal te same doświadczenia, niezależnie od wybranej platformy. Owszem, różnice ciągle były (i występują nadal), jednak znacznie mniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Pierwszy raz tak często mogliśmy zdecydować, na czym ogramy wybrany tytuł. Nie zapominajmy jednak o największym outsiderze minionej generacji, rewolucyjnej, a zarazem rewelacyjnej konsoli Wii. Nintendo zdecydowanie odcięło się od rozwiązań proponowanych przez Microsoft i Sony, wybierając alternatywną ścieżkę rozwoju. Zamiast bezpośredniej konfrontacji, japończycy postawili na oryginalność i niespotykane rozwiązania - bardzo słusznie jak się okazało. Taka strategia zapewniła bardzo wysoką sprzedaż, jednak należy przy tym pamiętać, że konsola trafiała często do innej grupy ludzi niż PS3 czy X360 - głównie za sprawą takich tytułów jak Wii Fit czy całej masy typowo rodzinnych produkcji. Wytworzył się podział na tyle silny, że nawet zeszłoroczna premiera Wii U celującego w hardkorowców (de facto pierwsza next genowa konsola) nie zdołała go przełamać. Gracze nie dali się przekonać przestarzałemu technologicznie urządzeniu (chociaż niewątpliwie ciekawemu) i ponownie zwrócili wzrok w kierunku Microsoftu i Sony.

 

 

Next Gen na białym koniu

 

Rok 2013 okazał się prawdziwym wejściem branży w nową generację - coraz częstsze plotki, pierwsze zapowiedzi i prezentacje gier, wielkie konferencje, aż wreszcie - upragniona premiera PlayStation 4 i Xboksa One, oficjalny start . Nie był to okres spokojny, przypominał raczej nerwowe wyczekiwanie pierwszej gwiazdki za dzieciaka. Okres, który nie tylko upływał na zażartych dyskusjach (czy nawet kłótniach) i prognozowaniu przyszłości, ale też wpadkach czy zaskoczeniach. Zdecydowanie najgłośniejszą sprawą były marketingowe problemy Microsoftu. Chyba każdy z nas pamięta nietrafione (delikatnie mówiąc) pomysły amerykańskiego giganta, które wywołały prawdziwą burzę wśród graczy - między innymi brak możliwości odsprzedaży gier używanych, czy konieczność łączenia się z internetem co 24h.  Zupełnie odmiennym podejściem wykazało się Sony, które postanowiło wykorzystać narastające kontrowersje wokół Xboksa One i zaprezentować twarz dobrego wujka. Oni każą Wam być on-line co 24h? Używając PS4 możecie być cały czas off-line! Chcecie odsprzedać grę? Nie widzimy problemu! Japończycy nie tylko celnie punktowali konsolę Microsoftu, ale i zmusili giganta do powolnego wycofywania się z kontrowersyjnych decyzji. Musimy jednak pamiętać, że to gracze mieli największą rolę w tym całym zamieszaniu. Według niektórych źródeł, tylko skrajnie negatywna reakcja na prezentację Microsoftu odwiodła Sony od zaprezentowania podobnych patentów. Burza z biegiem czasu ucichła, jednak amerykanie ciągle mieli problemy. Japończycy konsekwentnie budowali wizerunek firmy przyjaznej graczom i postanowili po raz kolejny wyjść naprzeciw oczekiwaniom - Sony ogłosiło, że PlayStation 4 ukaże się na całym świecie niemal równocześnie, podczas gdy Microsoft zaplanował, że Xbox One zadebiutuje początkowo w 21 państwach, z czasem ograniczając tę liczbę do… 13.

 

Jednak to już było, a konsole trafiły do sklepów - skończyły się spekulacje i marketingowa bitwa o udany start. Przyszedł czas, by gracze zagłosowali portfelami na swojego faworyta.

 

 

Po premierze

 

Jak się okazało, spragnieni nowości gracze rzucili się na obie konsole z takim samym apetytem, zapewniając firmom olbrzymią sprzedaż - możemy więc być spokojni o przyszłość urządzeń, bo kury znoszącej złote jajka nikt nie uśmierci. Pierwsze recenzje sprzętu są w większości pozytywne - PS4 i Xbone nie są wprawdzie pozbawione wad i problemów wieku dziecięcego, jednak bardzo dobrze rokują na przyszłość. Prawdę mówiąc, nikt chyba nie oczekiwał pełnej funkcjonalności zaraz przy premierze (zresztą sami twórcy mówili, że wiele funkcji zostanie wprowadzonych z biegiem czasu), oraz całkowitej bezawaryjności. Przy tak dużych nakładach trudno przewidzieć, jakie wady mogą wystąpić (dioda śmierci w PS4, problemy z napędem w Xbox One itp). Zdecydowanie gorszą wiadomością jest… niedosyt gier. Sony i Microsoft prześcigało się w zapewnieniach na temat jakości i ilości tytułów dostępnych na premierę - rzeczywistość jest jednak zgoła inna, o czym powiem za chwilę.

 

Tymczasem wróćmy do samego sprzętu, bowiem to on zostanie z nami na lata. Pod względem technologicznym obie konsole są do siebie zbliżone, nie deklasują też większości komputerów - jest więc zupełnie inaczej, niż przy premierze X360 i PS3. Specyfikacja tamtych urządzeń nie tylko przyprawiała o zawrót głowy, ale też stawiała na zupełnie odmienne rozwiązania, co przysparzało wielu problemów developerom, którzy długo musieli uczyć się programowania na nowe konsole ( w szczególności na PS3). Tym razem postarano się uniknąć podobnych problemów, poprzez postawienie na architekturę znaną z pecetów. Trudno póki co wyrokować, czy decyzja okaże się słuszna i zapewni podobną długowieczność nowej generacji (dla przypomnienia, poprzednia trwała około 8 lat) bez zatrzymywania rozwoju branży. Rynek szykuje się też na inwazję zupełnie nowych urządzeń, które mają połączyć funkcjonalność konsoli z jakością poczciwego peceta. Do next genowej zawieruchy dołączyło Valve, prezentując tzw. Steamboxa i system SteamOS, a także własnego pada. W dużym skrócie, to urządzenie ma przenieść rozgrywkę pecetową do salonów, prosto na ekrany telewizorów - a więc w miejsce zarezerwowane dotąd dla konsol. Co więcej, sprzęt działający pod SteamOS mają produkować także inne firmy. Rewolucja czy ciekawostka?

 

Wspomniałem, że wnętrzności PS4 i Xbox One są podobne - jednak nieidentyczne, a różnice bywają spore. PlayStation często wypada lepiej od konkurenta, zdaniem niektórych developerów - dość mocno. Taki CoD: Ghosts na konsoli japończyków działa w rozdzielczości 1080p, natomiast w Xboksie zaledwie w 720p, podobnie jest w przypadku Battlefielda 4 (900p w PS4 i 720p w Xbone). Sporą różnicę można odnotować także w przypadku NfS: Rivals - na obu urządzeniach gra śmiga w 1080p, ale wersja z PS4 jest ładniejsza i bardziej szczegółowa. Nie wiemy jednak, co przyniesie przyszłość, tym bardziej, że konsola amerykańskiego giganta jest nieco trudniejsza do ogarnięcia w programowaniu. Pamiętajmy, że podobna sytuacja dotknęła PS3, z jego mało przyjazną architekturą - zdarzały się sytuacje, w których multiplatformowe tytuły działały i wyglądały znacznie lepiej na X360.

 

 

Jeśli chodzi o inne nowości - sporym zmianom uległy pady. Dualschock 4, który otrzymujemy wraz z PS4, jest zdaniem wielu graczy znacznie lepszy od poprzednika. Nieco większy, wygodniejszy, lepiej zaprojektowany (Wklęśnięcia na gałkach!), w dodatku posiadający kilka ciekawych opcji. Najbardziej rzucającą się w oczy nowością jest panel dotykowy (podobny do tego z Vity), który może także służyć jako przycisk - opcja niewątpliwie ciekawa, ale czy przydatna? Czas pokaże. Drugim bajerem jest zamontowane podświetlenie służące do przekazywania informacji z gier (poprzez zmiany kolorów), umożliwiające też śledzenie pada przez kamerkę. Prócz tego w kontrolerze zamontowano głośniczek, usunięto przycisk select i dodano dwa inne (share i options). Generalnie nowości jest całkiem dużo, a ich przydatność w dużej mierze zależeć będzie od twórców gier i programów. Pad od Xboksa One prezentuje się za to bardziej konserwatywnie - wygląd pozornie nie uległ większym zmianom, a większość nowości ukryto wewnątrz kontrolera. Najbardziej rzuca się w oczy brak sporego garbu na baterie, dzięki czemu design zyskał na lekkości, a i waga uległa zmniejszeniu. Świetne wrażenie sprawiają także delikatnie przeprojektowane analogi o karbowanych krawędziach, które powinny zapobiec ześlizgiwaniu się palcy. Równie dobrze wypada przeprojektowany krzyżak, który w poprzedniku bywał mało wygodny.  Z wewnętrznych zmian warto wspomnieć chociażby o nowych silniczkach odpowiadających za wibrację, oferującym nieznane dotąd wrażenia - wibracje pojawiają się w konkretnej części pada, rozchodzą się w określony sposób itp. Microsoft jeszcze większe zmiany zafundował Kinectowi, który w Xbox One jest obowiązkowy. Umożliwia on obsługę konsoli głosem i/lub gestami, z pewnością znajdzie też wykorzystanie w grach. Co więcej, już teraz, zdaniem recenzentów, działa całkiem nieźle, chociaż źle odczytane komendy się zdarzają. Jestem bardzo ciekaw, jak nowy Kinect będzie się spisywał w przyszłości (szczególnie w grach).

 

 

Gotowi do gry

 

Przejdźmy do tego, co tygrysy lubią najbardziej. Wspominałem wcześniej, że ilość i/lub jakość dostępnych tytułów wypada mocno średnio, jednak nie oznacza to, że nie ma w co pograć. Problem jest taki, że najlepsze gry dostępne na nowych konsolach to nie ekskluziwy, ale produkcje które znajdziemy także na X360, PS3 czy pececie (BF4, AC IV). Sony i Microsoft nie mają obecnie żadnego system sellera, jedynie po kilka poprawnych tytułów, z których żaden nie powoduje opadu szczęki. Xbox One ma obłędnie wyglądającego Ryse: Son of Rome, który jest niczym więcej niż technologicznym demem,  świetną Forzę zabitą przez mikropłatności, czy całkiem fajnego Dead Rising 3, natomiast PS4 poszczycić się może niezłym Killzonem, średnim Knackiem oraz doskonałym ResoGun (z tym, że nie jest to duża gra).

 

Najbardziej zawiodła mnie chyba Forza 5. To mógł być najlepszy tytuł startowy! W rzeczywistości gra została mocno okrojona względem poprzedniczek (ze szczególnym wskazaniem Forzy 4), a w dodatku naładowana opcjonalnymi mikropłatnościami, które nie są ani mikro, ani szczególnie opcjonalne. Samochodów jest znacznie mniej (chociaż każdy oferuje opcję autovisty - dokładnego obejrzenia pojazdu), choć wykonane są naprawdę świetnie - ale co z tego, skoro najlepsze sztuki musimy dokupić za prawdziwe pieniądze. Co więcej, po ich zakupie ciągle musimy je odblokować w grze, co zajmuje masę czasu (niskie zarobki za wyścigi), chyba że… wykupimy tokeny również za normalne pieniądze. Moim zdaniem należy całkowicie piętnować takie pomysły, bowiem ucierpieć może nie tylko branża, ale przede wszystkim gracze. Widać jednak światełko w tunelu - twórcy Forzy zapowiedzieli, że są otwarci na zmiany i będą modyfikować na bieżąco ekonomię gry. Mikropłatności jednak zostaną…

 

W przypadku PS4 najciekawiej prezentuje się Killzone: Shadow Fall, który jednocześnie sprawia spory zawód. Paradoks wynika z faktu, że gra zapowiadała się na tytuł lepszy od wysoko ocenianych poprzedniczek, między innymi dzięki bardziej otwartej strukturze poziomów. W rzeczywistości czegoś zabrakło - trudno nawet wskazać, czego konkretnie. Gra wygląda obłędnie (najładniejszy FPS w historii?), jednak rozgrywce sporo brakuje do ideału.

 

Nie ma co pastwić się nad obecnie dostępnymi tytułami. Tragicznie nie jest (przypomnijmy sobie premierę PS2 albo PS3). Masa innych gier ciągle czeka na wydanie, a patrząc na historię branży można podejrzewać, że to właśnie nadchodzące produkcje w pełni zademonstrują, czym ma być nowa generacja.

 

 

Quo Vadis?

 

Prawdziwy start nowej generacji mamy już za sobą. Jak zwykle słychać głosy zachwytu jak i krytyki, opinie czasem zupełnie skrajne. Obserwujemy pierwsze zmiany w grafice i rozgrywce, czekając na prawdziwie przełomowe gry, na pełen rozkwit funkcji danej konsoli - przyszłości nigdy nie przewidzimy, jednak wszystkie znaki każą nam patrzeć na nią z optymizmem. Wciąż także rodzą się pytania, na które odpowiedzieć nie umiemy. Którą konsolę wybrać? Czas pokaże. Kupić już teraz, czy kiedy ukaże się więcej gier, a może wcale?  Wątpliwości będą zawsze.

 

 

 

 

Autor: Jakub ‘ravn’ Łakomy

Z klawiaturą i myszką na biurku, konsolką w kieszeni lub padem w ręce jestem niemal od zawsze. Zajarany kinem, literaturą, muzyką, sztuką i motoryzacją, często z aparatem i długopisem. Gry są dla mnie emocjami - tego przede wszystkim szukam, doceniam za klimat i magiczne „to coś”. 

 

O autorze
ravnravn
54 0

Z klawiaturą i myszką na biurku, konsolką w kieszeni lub padem w ręce jestem niemal od zawsze. Zajarany setką różnych rzeczy. Gry doceniam za emocje, klimat i magiczne „to coś”.

0 Komentarzy