• Strona główna
  • Top 10 największych wtop branży elektronicznej rozrywki w 2016 roku

TOP 10 największych wtop branży elektronicznej rozrywki w 2016 roku - Felieton

04
Piechol

Poprzednie 12 miesięcy dla nas graczy było pełne uciech. Pojawiły się kontynuacje naszych ulubionych tytułów, ale również zupełnie nowe produkcje, które mają szanse dołączyć do tego zaszczytnego grona. Najwięksi gracze branży zapowiedzieli pojawienie się nowych, mocniejszych konsol (jeden z nich nawet zdążył wprowadzić ją na rynek). Pod strzechy ku zadowoleniu wielu zawitała wirtualna rzeczywistość, choć oczywiście cały czas raczkuje (oby nie wiecznie). Producenci gier podejmowali odważne decyzje, które mogą w przyszłości skutkować naprawdę pozytywnymi rzeczami dla społeczności graczy. Jednak nie wszystko w 2016 roku się udało. Doszło do wielu „incydentów”. Mówi się, że błędu nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. W przypadku niektórych lepiej byłoby, żeby pozostali bezczynnie. Przed Wami największe wtopy branży 2016 roku!

 

10. Premiera Battleborn

 

Zestawienie otwiera gra, która sama w sobie nie jest zła. Otrzymała całkiem przyzwoite recenzje, dostarczała graczom wiele frajdy, początkowo nawet dobrze się sprzedawała. No właśnie. Początkowo. Dokładnie przez 3 tygodnie Battleborn od Gearbox Software (ci od Borderlands) rokowało dobrze. Jednak potem miała miejsce premiera Overwatch i wszystko trafił szlag. O ile trzeba oddać Battlebornowi to, że stanął do pojedynku z produkcją Blizzarda, tak walka ta skończyła się szybkim knockoutem w pierwszej rundzie. Finalnie Battleborn sprzedał się grubo poniżej oczekiwań, a dzisiaj w porywach gra w niego około 2000 osób jednocześnie. Na wszystkich platformach. Chyba nie o takie obłożenie serwerów chodziło Gearbox Software. Przecież w Borderlands 2 gra teraz online więcej osób.

 

 

9. Przesunięcie premiery Cuphead

 

Nic nie denerwuje graczy tak bardzo jak przesuwanie daty premiery wyczekiwanego tytułu. Nie tylko rodzi to czystą frustrację z powodu wydłużenia okresu oczekiwania, na którą nie można nic poradzić, ale także powoduje niepokój, bo dobrze znamy przypadki, kiedy przekładana wciąż premiera koniec końców skutkowała archaicznym tytułem, który nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Oby tak nie stało się w przypadku Cuphead, strzelanki 2D, która swoją oprawą przypomina kreskówki z lat 30-tych, a którą pokazano po raz pierwszy na E3 w 2014 roku. Gra miała trafić w tym samym roku na rynek, jednak twórcy przesuwali premierę wielokrotnie. Wydawało się, że w 2016 roku wreszcie położymy na niej swoje ręce, jednak w październiku producent znowu przesunął premierę, tym razem na bliżej nieokreśloną połowę tego roku. Ile można czekać?!

 

 

8. The Division

 

Czy kogoś jeszcze dziwią marketingowe wtopy Ubisoftu? Wydawać by się mogło, że gracze po wydarzeniach z Watch_Dogs powinni być już mądrzejsi i nie rzucać się na wszystkie tytuły Ubi jak pies na kości. Jednak i tym razem rzesza graczy dała się nabrać. The Division miało być najlepszą grą online tego roku. Zrujnowany świat wyniszczony przez wirusa, prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, a między tym wszystkim gracze walczący o zapasy, nowy ekwipunek i panowanie nad wybranymi sektorami metropolii. Taki symulator postapo MMO. Co dostaliśmy? Autentyczne kolejki wewnątrz gry, żeby dostać się do laptopa aby zacząć przygodę. Graczy, którzy stojąc w przejściach blokowali innych, czasami nawet na długie godziny, uniemożliwiając przejście dalej. Powtarzalną walkę, niewyróżniającą się niczym szczególnym. Dropy tak nieistotne, że aż odechciewa się próbować cokolwiek zdobyć (czapka z pomponem za ubicie mega ciężkiego zakapiora? To jakaś kpina!). Nie należy zapominać również o problemach z serwerami, które potrafiły się wysypać w dowolnym momencie rozgrywki. Na szczęście teraz gra została już połatana jak trzeba, jednak nadal nie zmienia to faktu, że Ubi znowu zrobiło graczy w konia. Ile jeszcze razy damy się nabrać na podkoloryzowane materiały promocyjne?


 

7. Mighty No. 9

 

Szczęśliwe siódme miejsce zajmuje Mighty No. 9 (z racji tytułu chciałem umieścić ją na miejscu 9, ale zdecydowanie zasługuje na mniej chlubną pozycję). Duchowy spadkobierca Mega Mana. Tak mówiono o grze zanim się pojawiła. Wiele wskazywało na to, że to właśnie dostaną gracze. Nad projektem czuwał Keiji Inafune, ojciec MegaMana. Stworzenie Mighty No. 9 zostało tłumnie wsparte przez graczy na Kickstarterze, więc zaplecze finansowe również było na miejscu. Rokowania były naprawdę dobre. Jednak to co dostaliśmy po wielokrotnym przesuwaniu daty premiery było po prostu jak strzał w pysk. Framerate spadający czasami do kliku klatek na sekundę (w grze 2,5D!), bezpłciowa rozgrywka, słabi przeciwnicy, nuda i częste crashe gry, nie wspominając o wszędobylskich bugach. Warto dodać do tego, że sponsorzy gry z Kickstartera dostali ją z opóźnieniem w stosunku do mediów, więc ponadto studio pokazało gdzie ma swoich darczyńców. Nieładnie, oj nieładnie. Duchowy spadkobierca Mega Mana? Nigdy w życiu!

 

 

6. Sony stoi na drodze pełnego cross-playu w Rocket League

 

Sony wygrywa aktualną edycję wojen konsolowych. Wyprzedza Microsoft, o Wii U nie pamięta już nawet samo Nintendo, rynek PC rządzi się swoimi oddzielnymi prawami. Playstation ma się zatem bardzo dobrze i nie zanosi się, żeby sytuacja ta miała się szybko zmienić. Dlaczego zatem Japończycy jako jedyni blokują możliwość gry między pomiędzy posiadaczami Rocket League na ich konsoli z innymi, na innych platformach? Psyonix przygotowało stosowną infrastrukturę, która umożliwia pełen cross-play między graczami na Steamie, XOne i PS4, całość może zacząć działać podobno w przeciągu dwóch godzin, studio czeka jedynie na zielone światło ze strony Sony. To jednak oficjalnie się nie zapaliło. Choć oficjele z Japonii w wypowiedziach byli przychylni temu pomysłowi, to jednak koniec końców wyszło na to, że Sony stoi na drodze integracji społeczności graczy. Czy tak powinien postępować ktoś, kto ma aktualnie decydujące zdanie w branży? W żadnym wypadku. Nie można blokować naturalnego progresu. Może właśnie za sprawą Rocket League moglibyśmy wszyscy grać ze sobą wspólnie za kilka lat, niezależnie od posiadanej platformy, we wszystkie wydawane tytułu, bo stałoby się to standardem? Za sprawą Sony przyjdzie nam na to jeszcze poczekać. Dzięki Sony.

 

 

5. Hazardowy skandal w CS:GO

 

Na pewno kojarzycie filmiki z otwieraniem skrzynek w CS:GO, które zdobywały miliony wyświetleń na YouTubie. Zastanawialiście się, czemu nie ma ich już tak wiele? Nie chodzi tutaj o sam spadek popularności tego typu materiałów, ale o to, że prawnie jest to teraz bardzo śliski temat. Na jaw wyszło bowiem, że lwia część filmików, w których co bardziej popularni YouTuberzy w drodze rzekomego losowania trafiali na najlepsze skrzynki, wypełnione po brzegi wartościowymi rzeczami, były ukartowane. O przypadku związanym z loterią nie było tam mowy, bo zawartość skrzynek była z góry znana i specjalnie wywindowana, żeby zachęcić więcej osób do korzystania z zewnętrznych stron trudniących się sprzedawaniem skinów w drodze losowania. Dodajcie do tego fakt, że właścicielami takich stron czasami okazywali się sami YouTuberzy i nagle w całą sprawę został włączony prokurator i Komisja Hazardowa. Okazuje się, że oszustwa są sprzeczne z literą prawa. Kto by pomyślał?

 

 

4. Metal Gear Survive

 

Pisać o wtopach Konami to jak kopać leżącego. Ale co w przypadku, kiedy leżący sam celowo się przewrócił i jeszcze swoim zachowaniem zdaje się krzyczeć, żebyśmy go kopali? A ponadto nie zanosi się, żeby chciał się podnieść? Tak właśnie sprawy wyglądają obecnie z Konami. Najpierw wydawca pożegnał Hideo Kojimę w bardzo niechlubny sposób usuwając jego nazwisko z widocznych miejsc w produkcjach jego autorstwa i zabraniając mu wystąpień publicznych. Skasowano również świetnie zapowiadające się Silent Hills. Potem firma ukierunkowała się na automaty do pachinko (popularne tylko w Japonii) sygnowane sylwetkami najbardziej znanych bohaterów ulubionych serii wielu graczy na całym świecie. Silent Hill, Metal Gear Solid… Zrównane do poziomu bruku. No dobra, może nie Metal Gear Solid, tam osiągnięto poziom Tartaru. To co Konami zgotowało fanom tej serii zasługuje na wieczyste potępienie. Z resztą zobaczcie sami do czego została spłycona spuścizna Kojimy. I jak tu się nie zdenerwować?

 

 

3. Warner Bros. i smarowanie YouTuberom za przychylne opinie o Shadow of Mordor

 

Opłacanie liderów opinii nie jest praktyką nową. Jeżeli jakaś osoba ma rzeczywisty wpływ na opinię wielu osób i potrafi do nich dotrzeć, to mądrzejszym rozwiązaniem jest zapłacenie jej bezpośrednio za promocję niż wydawanie setek tysięcy na kampanie marketingowe skierowane do mas, które wcale nie muszą trafić w grupę docelową. Jednak kiedy tak się robi, to jest jedna główna zasada, zresztą określona również prawnie: należy być w pełni transparentnym i nie ukrywać faktu, że materiał został opłacony. Tutaj pojawia się pierwsza cześć wtopy Warner Bros. Wydawca działał za kulisami, gdyby afera nie wyszła na światło dzienne, to zapewne nigdy nie dowiedzielibyśmy się o tym, że gwiazdy YouTube’a pokroju PewDiePie’a miały kieszenie wypełnione srebrnikami za pochlebstwa rzucane w kierunku Middle-earth: Shadow of Mordor i niepokazywanie bugów gry. Sprawa stała się jeszcze poważniejsza, kiedy zainteresowało się nią FTC (Federal Trade Commission) i Warner Bros. musiało pójść na ugodę. Jednak samo zatajanie faktu opłacania materiałów na YouTubie nie wystarczyło na zajęcie tak wysokiego miejsca na tej liście. To Warner Bros. zawdzięcza swojej głupocie. Po co promować tytuł w ten sposób, kiedy ten swoją jakością broni się sam?

 

 

2. Call of Duty: Modern Warfare Remastered tylko z Infinite Warfare

 

Call of Duty 4: Modern Warfare jest dzisiaj pozycją kultową. Kamień milowy niesłychanie popularnej serii, który wzniósł ją na wyżyny, gdzie nieprzerwanie utrzymuje się do dzisiaj. Wielu graczy patrzyło z utęsknieniem na tą cześć serii, zwłaszcza kiedy Activion poleciało po bandzie i zostawiło współczesne realia na rzecz totalnego futuryzmu. Prośby o ponowne pochylenie się nad czwóreczką i zremasterowanie jej były tak liczne, że Activision wreszcie się ugięło. Zapowiedziano Call of Duty: Modern Warfare Remastered. I rozpętała się gównoburza. Bo nie o skok na kasę chodziło graczom, tylko o skok na pozytywne wspomnienia z przeszłości, za które gracze skorzy byliby zapłacić. Wydawca postanowił jednak umożliwić wejście w posiadanie Modern Warfare Remastered tylko poprzez zakup bogatszych (droższych) wersji Infinite Warfare. Do tego zabrano możliwość kupienia zremasterowanej czwóreczki osobno. To okazało się najwidoczniej receptą na jeden z najbardziej łapkowanych w dół filmików na cały YouTubie. W momencie kiedy piszę te słowa materiał zebrał ich prawie 3 i pół miliona. I raczej nie chodzi tutaj o kiepsko odwzorowaną facjatę Jona Snowa.

 

 

1. No Man’s Sky

 

Pierwsze miejsce nie mogło w tym roku należeć do nikogo innego. No Man’s Lie, ups przepraszam – No Man’s Sky – miało być produkcją historyczną. Miało oferować całe galaktyki do zwiedzania, interakcję z obcymi rasami, przyswajanie ich kultury, eksplorowanie najgłębszych zakamarków planet, poznawanie ich ekosystemów, pasjonująca walkę statkami kosmicznymi, interakcję z innymi graczami, etc. Innymi słowy: cuda na kiju. Kiedy jednak po kilku obsuwach doszło do długo wyczekiwanej premiery i okazało się, że Sean Murray w wywiadach i materiałach promocyjnych najwyraźniej „trochę” podkoloryzował i za bardzo popuścił wodze fantazji, gracze dostali białej gorączki. W kierunku członków studia posypały się krzywdzące epitety, sam Sean Murray otrzymał nawet listy z pogróżkami (i serdeczne życzenia śmierci liczone w setkach), a sama gra została zrugana na czym świat stoi i to nie za swoją ułomność, tylko za niespełnione obietnice i zdruzgotane nadzieje. Mimo wszystko wielu graczy na całym globie chciało zanurzyć się w produkcji, która w teorii miała oferować nieskończenie długą zabawę. Poza tym: kto nie marzy gdzieś głęboko o eksploracji kosmosu? Co prawda aktualnie studio Hello Games pracuje nad usprawnieniami i chce zrobić co w ich mocy, żeby No Man’s Sky choć w części przypominało tę grę, na którą czekały setki tysięcy graczy, ale jednak w tym momencie jest to zbyt mało i zbyt późno. Poza tym po takim steku kłamstw zadanie to jest wręcz niewykonalne. Nic dziwnego, że SeanMurray się gdzieś zaszył. Po takiej porcji wstydu ja też nie pokazywałbym się światu na oczy.

 

O autorze
PiecholPiechol
436 2
Gra odkąd pamięta. Prawdziwy pasjonat gier wideo. Bardziej narratywista, niż ludolog, jednak nie przejdzie obojętnie obok żadnej gry wartej uwagi. Fanboy konsol wszelakich, sporadycznie grywa też na innych sprzętach. Marzy o tworzeniu gier.

0 Komentarzy