• Strona główna
  • Siedem powodów tłumaczących, dlaczego doom to tak dobry shooter

Siedem powodów tłumaczących, dlaczego Doom to tak dobry shooter - Felieton

04
GeneticsD

Seria Doom jest z pewnością jedną z najbardziej rozpoznawalnych, które zapoczątkowały współczesny gaming. Zawdzięczamy jej nie tylko pomysłowość względem poziomów, czy przeciwników, ale także i stworzenie piekielnego klimatu. Stary, dobry Doom to setki przejść dla każdego fana retro gier. Sam osobiście lubię sobie pyknąć niezobowiązującą mapkę na średnim poziomie trudności. Gra sprawia wtedy mnóstwo frajdy i daje ukojenie po długim, ciężkim dniu. I tak było do jakiegoś czasu, kiedy to wpierw zapowiedziano krótkim teaserem czwórkę, a później urodził się monstrualny hype. Gracze zawsze spodziewają się niemożliwego, jednakże moje oczekiwania były nieco zaniżone. Co w końcu można zaimplementować do shootera, by stał się on wyjątkowy? Dziś wydaje mi się, że twórcy czwórki znaleźli odpowiedź na to pytanie. Może wzięli to z piekielnej energii Argentu.

 

W tym artykule przytoczę Wam siedem argumentów, które odpowiadają na pytanie: Dlaczego Doom to tak dobry shooter?

 

Jeżeli do tej pory nie mieliście okazji pograć w tą grę, czym prędzej to zróbcie i nie obawiajcie się spoilerów z mojej strony. Skupię się raczej na ogólnikach, które nie odbiorą Wam radości z rzezi na demonach.

 

Erste – Broń, feeling strzelania, zabójstwa chwały

 

 

Jako pierwsze na ogień piekielny idzie to, co w shooter'rze najważniejsze, czyli szczylanie, broń oraz dobijanie przeciwników. Broni mamy pod dostatkiem, bo znajdzie się strzelba, karabin maszynowy, karabin plazmowy (osobiście nie lubię się nim bawić, ale jest mocny jak cholera), czy chociażby wyrzutnia rakiet. Każde z tych narzędzi przeznaczonych do szerzenia prawdy jest wyjątkowe i ma w sobie to coś, co odpowiada za przyjemność z prowadzenia ognia. Shotgun z bliskiej odległości rozrywa demony i po chwili stają się jedynie krawawym obłoczkiem. Jest to też, razem z dwururką, broń, która sprawia wrażenie najbardziej doomowej, czyli najlepiej pasuje do konwencji gry. Spędzanie z nią kolejnych minut napawa władczością oraz poczuciem wszechpotężnej mocy. A to tylko zbiór pikseli. Wszystkie bronie mają w sobie coś wyjątkowego. Dźwięk, szczęk, odrzut, wygląd oraz pozostawiony po wystrzale krajobraz sprawiają, że mamy ochotę poznawać nasz arsenał od każdej strony. Każdą broń (prócz pistoletu) można ulepszać dodatkowo np. wybuchem cieplnym, czy potrójnym strzałem, więc zabawa ciągnie się dalej, a ilość możliwości uśmiercania wrogów zwiększa się. Do tego wszystkiego dochodzą zabójstwa chwały. Co to takiego? Często, w momencie przed śmiercią, nasi wrogowie są ogłuszeni i przez chwilę stoją bezradnie, podświetlając się na niebiesko. Po bliższym podejściu do nich poświata zmienia kolor na pomarańczowy, a my możemy spektakularnie wykończyć oponenta np. poprzez rozerwanie szczęki, wyrwania ręki i dobicie nią, czy rozdeptanie głowy. Różnych rodzajów zabójstw jest spora liczba, a zależą one od tego, z której strony podejdziemy do delikwenta. Po wykonaniu takiego procederu, potwór oddaje nam kilka punktów życia, więc jest to również przydatne podczas gdy zasoby energii się wyczerpują. A... Zapomniałem wspomnieć. Do dyspozycji otrzymujemy także piłę mechaniczną. To jest dopiero jazda!

 

Zweite – Fabuła

 

 

Główny wątek fabularny daje świetny pretekst do penetracji bazy na Marsie oraz anihilacji wrogich demonów. Nic więcej. Mamy przed sobą jakąś złą postać, inną która nam pomaga, ale tak naprawdę mało nas to wszystko interesuje. Twórcy dobrze wiedzieli o tym, że gracze głównie będą interesować się rozgrywką, a więc fabułę zrobili lekką, przystępną oraz strawną nawet przy delikatnym żołądku. Fabuła nie chce być czymś więcej niż jest do tej pory. Nie sili się na nauczki moralne, trudne wybory. Ona po prostu jest. Motywuje nasze postępowanie, nadaje mu sens, ale nie chce się wyróżniać z tłumu. I dobrze! Nie oczekiwaliśmy tutaj ciężkich historii o matkach alkoholiczkach, ale mocnej akcji, która odciągnie naszą uwagę od codziennych znojów. I tak jest!

 

Dritte – Długość misji oraz całej gry

 

 

Jako kolejny argument przemawiający za nowym Doomem jest długość każdej poszczególnej misji oraz gry łącznie. Wiadomo, że zdarzają się misje krótsze, bądź dłuższe, jednakże generalnie są one podobne. Powiecie również, że zależy to od poziomu na jakim gramy i macie odrobinę racji, jednakże ja biorę pod uwagę ten najbardziej domyślny tryb zabawy. Z drugiej jednak strony grę na najwyższym poziomie trudności można szybko zakończyć. Misji ogólnie jest trzynaście, a każda z nich to odpowiednia długość zabawy. Mapa również jest tego świetnym odzwierciedleniem, gdyż bez przeszkód można się po niej poruszać na pamięć, a jednak potrafi kryć w sobie o wiele więcej niż się spodziewamy. Wszystko to sprawia, że nigdy się nie nudzimy. Każda misja przepełniona jest ilością przeciwników, a jej krótkie, konkretne cele są jedynie odnośnikiem tego co należy/można zrobić. Pewnie, że spędzicie odrobinę więcej czasu, jeżeli będziecie wykonywać wszystkie aktywności, ale nadal nie będzie to nużąca długość. Twórcy znaleźli idealne optimum dla shootera. Gdzieś pomiędzy długim znużeniem, a wydaniem pieniędzy na chwilową zabawę.

 

Vierte – Znajdźki/sekrety

 

 

W grze znajdziemy także wiele różnych przedmiotów kolekcjonerskich. Będą to różnego rodzaju dzienniki, mapy, a także figurki Doom Marine, które są chyba najlepsze z wymienionych. Zostały one poukrywane dość skrzętnie, jednak nie na tyle byśmy rzucali wiązankami, chodząc w kółko po tych samych lokacjach. Dodatkowo na mapie możemy zobaczyć w jakim miejscu się znajdują, więc wymasterowanie kolejnych poziomów to kwestia w miarę szybka. Takich rzeczy na całe szczęście nie jest multum jak w ostatnich Far Cry'ach. Mapa nie jest złożona z różnych przedmiotów do zebrania, a stanowią one wyłącznie miły, symboliczny akcent. Oprócz tego znajdziemy także drony polowe, dzięki którym ulepszymy broń, chipy, pomagające ulepszać pancerz oraz elitarnych strażników, którzy staną się wyzwaniem. Jest więc coś do wymasterowania, co dodatkowo nie zwalnia tempa nadanego przez grę. Nieustanna jazda bez trzymanki.

 

Fünfte – Poziomy klasyczne

 

 

Można ten, piąty, argument traktować jako spójną część poprzedniego, bezpośrednio zaliczając ukryte poziomy klasyczne do sekretów, jednakże jest to na tyle świetna opcja, że postanowiłem zrobić ją jako osobną. W każdej misji znajdziemy stary, dobry poziom znany z jedynki. Kiedy po raz pierwszy znalazłem jakąś dźwignię, nie wiedziałem, co może ona za sobą kryć, jednakże kiedy tylko usłyszałem charakterystyczny retro dźwięk, już do mnie dotarło, co się za tym kryje. Nostalgia oraz powrót do dzieciństwa w szybkim wydaniu to coś co nadaje wyrazu tej grze. Sprawiło to, że w każdej kolejnej misji szukałem z uporem maniaka kolejnych dźwigni, tak by jeszcze raz móc spojrzeć na te świetne lokacje, przywołujące wspomnienia. Łezka się w oku kręci, ale nie można tego pokazać demonom. Nie można pokazać, że posiada się jakąś słabą stronę.

 

Sechste – Demony oraz Bossowie

 

 

Jeden z ważniejszych elementów tuż po broni, gdyż aby wrażenie wystrzału było prawilne, trzeba mieć do czego strzelać. A najlepiej do mięsistych, krwistych demonów, których nikomu nie szkoda. Rozgrywka powoli wprowadza coraz to bardziej wymyślne stworzenia. Jedne skaczą jak opętane, inne potrafią się teleportować, a jeszcze inne są niezwykle silne i odporne. Do tego dochodzi ich okropny/piękny projekt, który nadaje tym maszkarom wyrazu. Strzelba aż sama pruje śrutem na ich widok. Zwieńczeniem różnych rodzajów demonów są bossowie, których chociaż nie spotykamy często, mogło ich być więcej, to są warci zapamiętania. Każdy z nich to innego rodzaju obłudne okropieństwo, na które świetnie się patrzy podczas makabrycznego rozpaćkania o ścianę, czy o … cokolwiek. Przyjemny widok wart polecenia. Dodatkowo, jeden z Bossów jest sam w sobie easter eggiem, więc radość retro gracza rośnie.

 

Siebte – Klimat

 

 

Dla niektórych może to być najważniejsza część gry. Klimat jest wprost niepowtarzalny. Mars, piekło, baza. My, tysiące demonów, a między nami jedynie ołów (i plazma). Całość składa się w świetnym stylu i gdyby tylko możliwa by była łatwiejsza zmiana języka z polskiego na angielski, byłbym w pełni usatysfakcjonowany. Nowoczesna grafika, brutalność, potoki krwi, mocna muzyka, satysfakcjonująca rozgrywka, to wszystko składa się na klimat, który z pewnością zapamiętacie. I jakkolwiek Dooma jedynki nie powinno się już oceniać, czy porównywać ze współczesnymi grami, bo to klasyk, tak myślę, że czwórka wprost idealnie powieliła i umocniła to COŚ charakterystycznego, zapoczątkowanego w '93 roku.

 

Cóż tu więcej napisać. Doom 4 to wspaniały shooter, w który będę się zagrywał co jakiś czas. Warto pominąć niektóre tegoroczne premiery, olać niedorobione beta gry i po prostu pobawić się w Doomie. To czysta rozrywka podczas rozgrywki! Niezapomniane doznanie, które należy sobie aplikować, co jakiś czas. W końcu przecież przerabianie demonów na czerwoną papkę nigdy się nie znudzi!

 

O autorze
GeneticsDGeneticsD
230 0

0 Komentarzy