Gry kontra wielkie potwory - Felieton

00
Cascad

Walka z czymś dużym, co się ślini, ma małą główkę, krótkie nogi i wielkie ramiona to jedna z klisz, które czekają na graczy właściwie od zawsze. I w żadnym wypadku nie uważam tego za złe – wielkie potwory mogą być pretekstem do świetnych opowieści i emocjonujących rozwiązań, czasem o bardziej uniwersalnym tle niż zwykłe historie międzyludzkie.

 

Trochę dziwne, że piszę o tym akurat przy okazji premiery Evolve, ale to dobry pretekst. Gra o drużynowym polowaniu na kosmiczną bestię w jej naturalnym środowisku zwraca bowiem ponownie uwagę świata na to, że w potworach kryje się olbrzymi potencjał. A gdyby komuś nie chciało się w to wierzyć to w produkcji Turtle Rock Studios może przecież sam wcielić się w potwora i miażdżyć tych, którzy na niego polują. Możliwe, że dzięki temu koncept ogromnych stworzeń niszczących wszystko powróci do świata gier i zrobi to w jeszcze bardziej przyjaznej formie.

 

 

Tytuły chwytające się tej tematyki od lat przechodzą bowiem pod radarem mainstreamowego odbiorcy, wydawcy wydają się nie pamiętać jak bardzo zaszczepione i lubiane w naszej kulturze są obrazy gigantycznych bestii terroryzujących ludzi. Cały świat kocha King Konga i Godzillę, nie wspominając o pokoleniach dzieci wychowanych na Power Rangers i ich walkach z coraz większymi i mocniejszymi monstrami. Popkultura, poza branżą gier od dawna potrafi przerabiać na zyski i ciekawe dzieła tę tematykę. Szczególnie dobrze radzą sobie z tym Japończycy, o czym świadczy absolutnie kultowa w skali świata pozycja Neon Genesis Evangelion czy nawet Dragon Balla, w którym najpotężniejszym stworzeniem jest –jakżeby inaczej – ogromny smok.

 

Myli się jednak ten kto uważa, że słabość do tej tematyki i monetyzacja coraz dziwniejszych fantazji młodych chłopców są wytworem popkultury. Już u zalążka dzisiejszej kultury Zachodu, czyli w mitologii greckiej leży wiara w obecność tytanów, których małżeństwo (Kronosa i Rei) dało początek światu. W Biblii, w apokalipsie św. Jana pojawia się siedmiogłowy smok, pirackie legendy pełne są gigantów ukrytych w głębinach mórz, a wspominany wyżej Dragon Ball silnie inspiruje się XVI-wieczną chińską epopeją „Wędrówka na Wschód”. W Polsce zresztą też mamy swoją tradycję walki z bestiami – w postaci Smoka Wawelskiego. To wzór powtarzający się na całym świecie od wieków.

 

 

A co na to gry? Mimo iż możliwość grania wielkim potworem to obecnie domena Evolve (dla szerokiego spektrum) to nie zapominajmy, że pomysł na takie rozwiązania działał też w czasach gdy rządziły automaty. Rampage tworzone przez nieistniejące już Midway (tak to ci od Mortal Kombat) było prawdziwym przebojem salonów oraz wszelkich oldskulowych sprzętów jak Amiga czy NES, gra była tak popularna nawet ZX Spectrum miało swoją wersję.

 

 

Swoje gry otrzymywała też Godzilla i King Kong. Ubijanie ogromnych bestii w sztukę zmienił God of War, w Gears of War straszył potężny brumak, RPG-i tradycyjnie zawierają starcia ze smokami, a kultowe w niektórych kręgach Earth Defense Force prezentuje prawdziwą arcade’ową wyżynkę gigantycznych insektów nawiedzających Ziemię. Trend na wielkie potwory najsilniejszy jest obecnie w Japonii – nazywane są tam one Kaiju – i w Japonii podchodzi się do niego wciąż w najbardziej kreatywny sposób, a popularność serii Monster Hunter od lat napędza rozwój podgatunku RPG-ów akcji o polowaniu na bestie. Reszta świata niestety nie widzi w tym nic na czym można zarobić jak na Call of Duty czy grach o Zombie, więc wciąż mamy mało przykładów na korzystanie z tego elementu kultury, który jak starałem się wcześniej pokazać, jest mocno zakorzeniony także w Europie. Może jeśli Evolve uda się na stałe przyciągnąć do siebie graczy to sytuacja choć trochę się zmieni.

 

 

Na zakończenie tych małych rozmyślań o grach, w których walczy się z bestiami nie mogę nie wspomnieć o Shadow of the Collossus. Przepiękna gra Team Ico ma zupełnie inny ton i podejście oraz zdecydowanie największych bossów jakich (wciąż) widziała branża. Tu nie czujemy jakbyśmy walczyli z krwiożerczymi stworami z piekielnych głębi, kolosy nie są też kolejnymi najeźdźcami z kosmosu. To piękne, majestatyczne stworzenia i zabijając je gracz nie czuje się dobrze, zna motywacje Wandera i uważa je za słuszne, ale z każdą kolejną sekwencją pojawia się w nim coraz więcej współczucia i myśli, że może postępuje źle. Takich tytułów też nam dzisiaj brakuje i też można do nich wykorzystać kaiju, a nie tylko do zrobienia dużych robotów w Titanfallu (którego od biedy można podłączyć pod ten trend, choć oczywiście mechy to nieco inna bajka).


Życzmy sobie zatem bardziej różnorodnych gier, z większą ilością wielkich bestii – także grywalnych. Konsumenci są przecież na to gotowi, przecież kochamy te wszystkie historie o smokach zjadających księżniczki, czas je oryginalnie przekuć na lepsze gry.

 

O autorze
CascadCascad
3214 22

Prawdziwy entuzjasta gier, który uwielbia z nich szydzić, żartować i nakręcać się na kolejne premiery. Piszę dla was newsy, raporty, recenzje… lubię oryginalne pomysły, dziwactwa i cały czas jestem na czasie. 

0 Komentarzy