Virtus.pro to prawdopodobnie najbardziej nieprzewidywalna czołowa drużyna w światowej czołówce CS:GO. Już od czasów CS 1.6Złota Piątka przyzwyczajała nas do horrorów, kiedy to przez większą część roku pozostawali na uboczu, aby ostatecznie zrobić niespodziankę na najbardziej prestiżowych turniejach. Oczywiście w ówczesnych zmaganiach z udziałem najlepszej polskiej drużyny zostawaliśmy z nerwami w strzępach po obejrzeniu serii dogrywek, nierzadko zwieńczonych jakimś nieziemskim clutchem.
Ostatnie kilka miesięcy było swoistym testem wierności fanów Virtusów. Kilka miesięcy pozostawali bez formy zapowiadając wciąż, że wrócą silniejsi, lecz na horyzoncie nie było nadziei na happy end. Później przyszedł jeden z największych eventów tego roku czyli ELEAGUE. Polacy niespodziewanie zatriumfowali na amerykańskim gruncie ostatecznie wracając z e-sportowego niebytu. Po tak spektakularnym sukcesie moglibyśmy się spodziewać, że będzie tylko lepiej. Starseries okazało się policzkiem wymierzonym fanom przez brutalną rzeczywistość. Virtus.pro uplasowało się na ostatnim miejscu ex aequo z kilkoma innymi formacjami.
Po druzgocącej porażce Polacy szybko wymazali z pamięci to niepowodzenie, aby skupić się na kolejnym turnieju. Takie nastawienie przełożyło się na znakomitą dyspozycję w Bukareszcie. Aż przyjemnie było patrzeć na ich przemyślane drużynowe zagrania, jak i indywidualne akcje najwyższych lotów. W razie grupowej łatwo pokonali Gambit (16:12) oraz Heroic (16:6). Z kolei w półfinale Polacy trafili na Dignitas, gdzie do rozstrzygnięcia konieczne okazało się rozegranie trzeciej, decydującej mapy. Przy wyniku 15:13 na korzyść Polaków, Neo został sam na pięciu przeciwników. Mogłoby się wydawać, że w takiej sytuacji nie ma żadnych szans i losy spotkania będą ważyć się w ostatniej rundzie bądź w dogrywce. Filip zrobił coś nieprawdopodobnego i wygrał rundę ostatecznie przekreślając Duńczykom ich marzenia o zwycięstwie.
W finale Virtus.pro trafiło na zaskakująco dobrze dysponowane w ostatnim czasie Cloud9. Amerykanie wybrali traina jako swoją mapę, robiąc ogromny prezent Polaków, dla których jest to jedna z ulubionych lokacji. Cloud 9 nie postawiło zaciekłego oporu i zapisali na swoim koncie jedynie 9 rund. Kolejna mapa również skończyła się wynikiem 16:9 na korzyść Polaków. Nasi rodacy wrócili z Bukaresztu bogatsi o 50 tysięcy dolarów, a Neo został wybrany najbardziej wartościowym graczem turnieju. Ich triumf jest jeszcze bardziej imponujący biorąc pod uwagę, że występowali oni bez swojego trenera. Kuben niestety nie mógł uczestniczyć w turnieju, gdyż w najbliższej przyszłości spodziewa się dziecka.
źródło: hltv.org
0 Komentarzy