Silence - Recenzje

03
Smyku

Pewnie nie raz i nie dwa słyszeliście o tym, że współczesne gry są banalnie proste i przechodzą się w zasadzie same, przypominając przy tym bardziej interaktywny film. Część z tych zarzutów można powtórzyć w odniesieniu do Silence. I wiecie co? Jest to przy tym jedna z nielicznych gier, która mimo zbytnich uproszczeń naprawdę się broni.

Silence to bezpośrednia kontynuacja The Whispered World. Nic wam nie mówi ten drugi tytuł? Widać, żeście nieobeznani z przygodówkami. Faktem jednak jest, że druga z wymienionych gier – choć bardzo przyzwoita – świata nie zawojowała i prócz wąskiego grona miłośników gatunku niewiele osób poznało dzieło Daedalic Entertainment (zresztą to samo można napisać o większości gier, jakie wyszły spod ręki niemieckiego producenta).

Teoretycznie do zagrania w Silence nie jest potrzebna znajomość pierwszej części: wszystkie najważniejsze informacje odnośnie świata The Whispered World otrzymujemy już na samym początku, gdy przychodzi nam wysłuchać historii o smutnym klaunie Sadwicku. Jeśli ktoś jednak nie grał w jedynkę, a zamierza to zrobić, póki co powinien podarować sobie Silence, jak i w ogóle dalszą lekturę tej recenzji. Zaraz może bowiem pojawić się w niej kilka poważnych spoilerów.

 

 

Posłuchajcie historii o pewnym rodzeństwie...

Opowieść rozpoczyna się w chwili, gdy nad pewnym niewielkim miasteczkiem przelatują bombowce. Właśnie trwa wojna, choć nam nie przyjdzie dowiedzieć się, kto walczy z kim. Nie jest to zresztą istotne – liczy się tylko dwójka głównych bohaterów: nastoletni Noah i jego młodsza siostra Renie. Rodzeństwo ucieka do pobliskiego schronu, w który niedługo potem uderza pocisk. Gdy chłopak po jakimś czasie odzyskuje świadomość, okazuje się, że wraz Renie przeniósł się do Silence - świata pomiędzy życiem i śmiercią. Noah wie, że jemu i siostrze grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. By jednak powrócić do rzeczywistości, rodzeństwo wpierw będzie musiało rozprawić się z tajemniczą Fałszywą Królową.

Silence to tego typu tytuł, w który nie gra się dla porywającego gameplayu lecz po to, by przeżyć piękną przygodę i wysłuchać historii, która naprawdę chwyta za serce.Ta w przypadku gry od Daedalic przywodzi na myśl dzieła literackie takie jak Koralina: bajkowy świat Silence przesycony jest melancholijną atmosferą, a humor i motywy typowe dla przygodowych produkcji dla młodszego odbiorcy mieszają się z elementami horroru. Nad krainą unosi się widmo zagłady i gracz od niemal samego początku wie, że za tą konkretną opowieścią kryje się mroczna tajemnica. Niby gra nie oferuje tego samego elementu zaskoczenia co przy The Whispered World, ale świadomość prawdziwej natury Silence tylko wzmaga towarzyszący nam przez całą rozgrywkę smutek.

 

 

Z fabularną warstwą doskonale współgra zarówno grafika jak i ścieżka dźwiękowa gry, idealnie mieszające nastrój przygody z dramatyczną stroną gry. Silence to prawdziwa uczta zarówno dla ducha, oka, jak i ucha.

 

Solucję wyrzuć do kosza

Żeby jednak nie było za pięknie, to i Silence musi cierpieć na pewne bolączki. Przede wszystkim jak na przygodówkę, tytuł DaedalicEntertainment jest zdecydowanie zbyt łatwy do przejścia, a co za tym idzie: zbyt krótki. Właściwie to przez Silence przeszedłem jak burza, ani przez chwilę nie musząc specjalnie poddawać próbie moich szarych komórek. Dzieje się tak za sprawą konstrukcji gry.

W Silence sterujemy Noahem, Renie lub znaną z The Whispered World, zieloną gąsienicą Spotem, mogącą zmieniać rozmiary swojego ciała. Niekiedy do dyspozycji mamy tylko dwójkę bohaterów, między którymi możemy się przełączyć, kiedy indziej sterujemy tylko jednym z protagonistów.

 

 

Przeważnie jesteśmy zmuszeni do poruszania się wyłącznie w obrębie jednej lub trzech plansz, dodatkowo okraszonych niewielką liczbą przedmiotów. Do tego dochodzi brak klasycznego inwentarza, eliminujący standardowy w przygodówkach motyw łączenia wszystkiego z wszystkim, gdy akurat utknęło się w danym fragmencie gry. W przypadku Silence ikonka umieszczona nad interaktywnymi obiektami często się zmienia. Niby rzecz niezbyt ważna, ale to właśnie przez nią od razu wiemy, że teraz właśnie musimy użyć tego konkretnego przedmiotu. Zresztą i bez tego zagadki są dość proste.

Z jednej więc strony graczowi nie grozi irytacja i walka samemu ze sobą i wybór między złamaniem się i sięgnięciem po solucję, a modleniem się o przypadkowe kliknięcie we właściwym element. Z drugiej zaś, już po skończeniu Silence brakuje tego poczucia wielkiego triumfu, towarzyszącego przejściu innych tego typu tytułów.

 

 

Niekończąca się opowieść

Silence nie jest najlepszą grą w historii gatunku. Ma swoje wady, które w oczach niektórych mogą ją przekreślić. Jeśli ktoś z was tak właśnie postąpi, to niech wie, że popełni w ten sposób olbrzymi błąd.Ta opowieść zostanie z wami na lata, jestem o tym przekonany. Inne, być może bardziej grywalne produkcje odejdą w zapomnienie, a wy nadal będziecie pamiętać o Noahu, Renie i Spotcie.

Gwarantuję wam to.

Silence

Ocena
8
Wasza ocena
brak
Oceń grę
  • Plusy
  • Historia, która bawi i wzrusza
  • Oprawa graficzna
  • Ścieżka dźwiękowa
  • Noah, Renie i Spot zostają w głowie nawet po wyłączeniu konsoli
  • Minusy
  • Zbyt łatwa
  • Zbyt krótka
O autorze
SmykuSmyku
215 0
Lubi gry i burze.

0 Komentarzy