Sacred 3 - Recenzje

00
JohnSnake

Co jest gorsze: przerost formy nad treścią czy treści nad formą? Sacred 3 od Keen Games pokazuje, że jeden z tych aspektów wcale nie musi górować nad drugim – oba mogą być tak samo miałkie i bezpłciowe. Ważne, żeby ludzie zbyt szybko się nie zorientowali, że coś jest nie tak...

 

Specom od promocji z Keen Games i Deep Silver (wydawca gry) trzeba przyznać jedno – wiedzieli, że o Sacred 3 przed premierą ludzie powinni dowiedzieć się jak najmniej. Gdyby pełen obraz tej produkcji został pokazany zbyt szybko, to zatwardziali fani serii już dawno temu przygotowaliby na nich zamach bombowy – po wycofaniu swoich pre-orderów, ma się rozumieć. Żeby nie było, ja do tej grupy ekstremistów nie należę. Właściwie, to już za chwilę mogę im się narazić. Uważam, że seria Sacred (od nieistniejącego już studia Ascaron) nie należy do szczególnie wybitnych. Ok, pierwsza część była całkiem przyjemnym hack'n'slashem, ale dwójka to z kolei idealny przykład wcześniej wspomnianego przerostu formy nad treścią – dziesiątki skilli (w tym wiele nieprzydatnych), setki questów (a jeden nudniejszy i głupszy od drugiego) oraz ogromny świat, tworzony chyba na zasadzie kopiuj-wklej.

 

Pękło mi Serce Ancarii...

Czy właśnie dlatego Sacred 3 jest tym, czym jest? Skoro przekombinowana gra powodowała zgagę, to czy maksymalne uproszczenie wyszło tytułowi na dobre? W końcu spłycenie widać już od samego początku, przy okazji wątku fabularnego – zły Lord Zane i jego Imperium sprzymierza się z demonami, by posiąść moc legendarnego Serca Ancarii, które może dać właścicielowi potężne, boskie moce. Jako jeden z czterech bohaterów (właściwie to pięciu, ale o tym później) musimy zgładzić Zane'a, jego najbliższych przydupasów oraz całe zastępy Grimmoców, demonów i elitarnych żołnierzy Imperium Ashen.

 

 

Sacred 3 czerpie z elementów stworzonego wiele lat temu uniwersum, ale w żadnym wypadku NIE JEST kontynuacją przygód znanych z Sacred 2. Tytuł od Keen Games ma za to swoje korzenie w... Sacred Citadel, czyli prostej grze beat'em'up – i tak, ta gra wyszła już pod sztandarem nowego wydawcy. Innymi słowy, można się było spodziewać nadchodzących zmian.

 

 

Wracając jeszcze do fabuły – jej prostota wcale nie musi być wadą, prawda? Braki mogą przecież niwelować interesujący bohaterowie, bogate lore albo chociaż inteligentny humor. Nie w przypadku Sacred 3. Bohaterowie od razu rzucają w eter niesamowicie czerstwymi one-linerami, a ilość żenująco słabych sucharów przyspieszyłaby proces mumifikacji niejednego faraona. Przez większą część gry komentarzem służy nam niebiańska Aria, która po pewnym czasie irytuje samym swoim istnieniem. Pod koniec gry wzdrygałem się praktycznie za każdym razem, kiedy tylko na ekranie wyświetlała się jej miniaturka.

 

Klaustrofobia w świecie magii

W przeciwieństwie do poprzedniczek z gatunku aRPG, w produkcji od Keen Games nie dane nam jest zwiedzanie otwartego świata. Kilkanaście zamkniętych misji fabularnych, krótkie 'wypełniacze' pomiędzy nimi oraz zadania, które możemy sobie kupić w ramach jednego z dostępnych premierowo DLC – tylko tyle uświadczymy w tym tytule. Kolejne plansze są bardzo monotonne, nie licząc paru wyjątków, większość gry przyjdzie nam powtarzać te same schematy – będziemy walczyć z kolejnymi wrogami na 'arenach', bronić pewnych punktów lub wykonywać określone czynności (np. ładowanie energią elfickiego portalu, który otwiera kolejną część mapy). Na końcu każdego etapu fabularnego przyjdzie nam walczyć z dużym bossem. Niestety, walki są banalne, i właściwie każdego 'złego' idzie pokonać w mniej niż 4 minuty, tłukąc go po plecach.

 

 

Skoro już jestem przy walce, to muszę wspomnieć o istotnej sprawie – Sacred 3 jest slasherem/brawlerem. Zawsze nosimy przy sobie 2 skille (lekki i ciężki), które możemy wymieniać między misjami. Oprócz dwóch ataków magicznych, mamy jeden podstawowy i mocny (odpowiedzialny za ogłuszanie/rozbrajanie wrogów), unik/blok oraz chwyt. Dlatego też wszystkie starcia wyglądają mniej więcej tak samo. Nie znaczy to wcale, że w grze jest nudno. W Sacred 3 cały czas coś się dzieje, na ekranie potrafi się zrobić niezły 'kocioł', kiedy musimy naraz unikać pułapek i walczyć z przeciwnikami posiadającymi różne umiejętności oraz bronie (przy czym wrogów jest też tylko kilka rodzajów, na dalszych etapach różnią się głównie wyglądem od swoich niskopoziomowych odpowiedników).

 

Pięciu nie zawsze wspaniałych

Bohaterowie są z góry ustaleni, niczym wybory na Białorusi. W grze nie istnieje konfiguracja postaci – każdy heros ma przypisany swój wygląd, imię oraz historię. Nam przyjdzie wybrać tylko jedną z pięciu postaci (przy czym piąta, Malakhim, dostępna jest w formie płatnego DLC) i rozwijać ją za pomocą punktów doświadczenia oraz złota. Fanom klas zasięgowych nie spodoba się to, że w grze jest tylko jeden łucznik – reszta postaci walczy głównie w zwarciu. Z kolei fanom gier aRPG nie spodoba się Ubogi - koniecznie przez duże 'U' - asortyment skilli i sprzętu. Osiem zaklęć na krzyż, kilka (w okolicach 3-4) rodzajów broni dla każdej postaci, pasywy i pancerz, który rozwija się automatycznie co kilka poziomów. W Sacred 3 nawet nie ma mowy o tworzeniu sensownych buildów, ponieważ lwia część umiejętności i uzbrojenia jest po prostu słaba, jeżeli nie zostanie rozwinięta – niektóre zaklęcia dorabiają się w miarę rozsądnych perków dopiero po 28-30 poziomie doświadczenia, przy czym grę kończymy gdzieś w okolicach 23 levelu. Dodatkowe poziomy zawsze można 'wygrindować', powtarzając w kółko te same etapy, ale zabieg ten w tak krótkiej grze zakrawa według mnie o kpinę.

 

 

Dobra, całość lekko ratuje oręż, który charakteryzuje się unikatowymi bonusami. Jedna broń może nam dać szansę na ogłuszenie wroga, a druga na natychmiastowe zabicie przeciwnika (nie licząc bossów i 'elitek'). Łącząc je z odpowiednim Duchem Broni (jest ich całkiem sporo i zdobywamy je podczas zabawy), jesteśmy w stanie wykreować całkiem potężne zabawki. Przykładowo, Duch Gladiatora zwiększa znacząco obrażenia, kiedy nasze zdrowie spadnie poniżej 30% - używając go w duecie z bronią ogłuszającą wywiniemy się z praktycznie każdej podbramkowej sytuacji.

 

Zabugowana izometria

Sacred 3 jest produkcją kolorową, nieco komiksową i przerysowaną. Czasami widać w niej zalążki czegoś, co można byłoby nazwać unikatowym stylem graficznym. Szkoda tylko, że wrażenia wizualne psuje jakość samej grafiki, która uszłaby może z 5 lat temu. Aż dziw bierze, że gra mimo tego potrafi klatkować i ma dość wysokie wymagania. Na domiar złego, posiadacze słabszych sprzętów sobie jej nie skonfigurują – slasher właściwie nie posiada żadnych konkretnych ustawień graficznych (jedynie trzy poziomy jakości renderowania tekstur oraz cieni). Nie podlegająca większym modyfikacjom szata graficzna powinna sprawić, że Keen Games zadba chociaż o stabilność swojego tytułu. Nic bardziej mylnego. Przez całą rozgrywkę byłem świadkiem takich koszmarków jak migoczące tekstury czy źle renderowane oświetlenie, które w skrajnych przypadkach mocno utrudniało uskutecznianie rzezi na ekranie.

 

 

Muszę także wspomnieć o tym, że kod sieciowy Sacred 3 był zapewne pisany na kolanie. Lagi i zamrożenia trawią rozgrywkę multiplayerową, nawet jeżeli teoretycznie między nami oraz hostem jest dobre połączenie. Zdarza się także, że jeden z graczy 'zawiesi się', właściwie uniemożliwiając dalszą grę. To samo dotyczy również bossów, zarówno w trybie single jak i multi. W moim przypadku wieczną 'zwiechę' lubił załapać ostatni boss (całe szczęście, że etapy w tej grze są takie krótkie...).

 

This world is not sacred

Maksymalnie spłycona mechanika rozgrywki, zerwanie z tradycją serii, kiepska fabuła i irytujące postacie z tragicznie dobranym voice actingiem. Nawet jeżeli uświadomimy sobie, że Sacred 3 to tak naprawdę sequel Sacred Citadel, to i tak pozostaje nam co najwyżej przeciętny slasher. Do tego pełen błędów, bugów i uproszczeń od strony technicznej. Ciężko jest nie odnieść wrażenia, że była to produkcja robiona na szybko, a twórcy chcieli łatwo zarobić na popularnej niegdyś marce. I nawet jeżeli przez jakieś 2-3 godziny fajnie jest w niej klepać kolejne zastępy wrogów, to nie jest to argument, którym można uzasadnić zakup tej gry. W porównaniu do Sacred 3, to nawet Dungeon Siege 3 nie wydaje się być takim złym tytułem. Wstyd, Keen Games, wstyd...

 

Sacred 3

Ocena
4
Wasza ocena
6
Oceń grę
  • Plusy
  • Czasami sieczka na ekranie potrafi być całkiem przyjemna
  • Bronie, które można dopasować do swojego stylu gry
  • Poprawiający sytuację tryb kooperacji...
  • Minusy
  • ... szkoda tylko, że z multiplayerem jest tyle problemów
  • Irytujące postaci i kiepski voice acting
  • Wciśnięty na siłę, kiepski humor
  • Oprawa graficzna sprzed kilku lat
  • Błędy natury technicznej
  • Monotonia i brak pomysłów na rozgrywkę
  • Potwarz dla fanów poprzednich części serii
O autorze
JohnSnakeJohnSnake
707 9
Pecetowiec wierny wujkowi Newellowi. Fan sieciówek, 'rogalików' i sandboxów. Serialowy maniak. Wieczny poszukiwacz dobrego kina science-fiction oraz fantasy. Oprócz tego lubi dobre żarcie i jeszcze lepsze piwo. Innymi słowy – typowy nerd.

0 Komentarzy