Octodad: Dadliest Catch - Recenzje

00
JohnSnake

Niedawno zacząłem doceniać różne drobnostki w moim życiu, takie jak posiadanie układu kostnego czy dłoni z przeciwstawnymi kciukami. To właśnie te ostatnie niesamowicie mi się przydały podczas mojej przygody z Octodad: Dadliest Catch. Gry równie wymagającej co irytującej, lecz przede wszystkim wprowadzającej pewien powiew świeżości. A że ten powiew momentami aż za mocno trąci rybą, to inna sprawa...

 

Stop! Teraz węgorz!

 

Oryginalny Octodad był dla mnie niczym więcej jak technicznym demem. Uczelniany projekt zawierał kilka ciekawych pomysłów, lecz wciąż nie nadawały się one na osobny, większy tytuł. Zdziwiłem się więc, że ta sama ekipa, znana później jako Young Horses, postanowiła pociągnąć dalej historię taty-głowonoga. Octodad: Dadliest Catch to proza życia. Główny bohater żeni się, płodzi dzieci, zajmuje się domowymi obowiązkami i z niechęcią jeździ na zakupy oraz rodzinne wycieczki. Kiedy jednak weźmiemy pod uwagę to, że protagonista jest ośmiornicą, wszystko nabiera nowego znaczenia. Jak powinien żyć w ludzkim społeczeństwie bez podejrzeń ze strony sąsiadów i rodziny? Czy stanie się głównym daniem w lokalnej restauracji sushi? Czy podczas zwykłej wycieczki do oceanarium jego 'dzika' natura nie zacznie nad nim górować? I dlaczego jego dzieci nie wyglądają jak popromienne mutanty? Tego wszystkiego dowiecie się z samej gry... no może z pominięciem ostatniej kwestii.

 

 

Fabuła w Octodad: Dadliest Catch jest nieco absurdalna, ale niestety zbyt krótka i powierzchowna, żeby przykuć naszą uwagę na dłużej. Rozumiem, że gra próbuje subtelnie 'przepchnąć' motyw bycia outsiderem, kimś innym od reszty społeczeństwa i próbującym się przystosować. Nie robi tego jednak w sposób dostatecznie umiejętny, a pointa mimo dużej wartości moralnej, nie jest żadnym wyciskaczem łez. Element przygodowy jest po prostu kiepski i stanowi tylko bazę dla różnych gierek zręcznościowo-logicznych. Naszym głównym wyzwaniem w grze jest samo sterowanie – osobno kontrolujemy 'ręce' i 'nogi', co nie jest zadaniem łatwym, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że Octotata uwielbia przyklejać się do różnych powierzchni. Osobiście preferowałem grę na padzie, analogi i triggery wydawały się być wręcz stworzone dla tego tytułu, czego o klasycznym combo mysz+klawiatura powiedzieć nie mogę. Kiedy już opanujemy sterowanie, przyjdzie nam się zmierzyć z różnorodnymi zadaniami. Skoszenie trawnika czy zaparzenie kawy szybko okazuje się być jedynie rozgrzewką przed tak niemożliwymi czynnościami jak gra w cymbergaja czy przejście przez tor przeszkód. W międzyczasie zmierzymy się z wrednym kucharzem z japońskiej restauracji i zbierzemy krawaty, które tutaj są formą bonusowych 'znajdziek'. Każdy taki element ubioru możemy później na naszą postać założyć, lecz odszukanie ich wszystkich nie było dla mnie priorytetem.

 

 

Come and see an octopus' garden with me

 

Dziecko ekipy z Young Horses jest niestety tytułem krótkim i nierównym pod względem poziomu trudności. Cała masa banalnych łamigłówek przeplata się z niesamowicie frustrującymi zadaniami, w których jeden błąd może oznaczać powtórkę etapu (niestety, gry zapisać w dowolnym momencie nie możemy). Sytuacji nie ratują błędy silnika fizycznego/ragdolla, które sprawiają że zarówno sama postać jak i niektóre przedmioty potrafią zaklinować się w najmniej odpowiednim momencie. Jeszcze większe cuda postać potrafi wyczyniać w trybie kooperacji. Fakt, że jest on dość oryginalny – sami wybieramy, który gracz jest odpowiedzialny za daną część ciała. Niestety, w przypadku tego głowonoga do tanga nie trzeba dwojga. Współpraca nie dość, że sprawia więcej problemów niż radości, to w dostępnych misjach jest po prostu nieprzydatna – 'kampania' właściwie nie posiada zagadek, które by wymagały włączenia tego trybu chociaż na chwilę. Octodad: Dadliest Catch posiada także dostęp do Warsztatu Steama, w domyśle obfitującego w nowe wyzwania. Póki co jednak brakuje interesujących zadań, i mimo że growa adaptacja teledysku „Wrecking Ball” czy walka z hordami 'zombie' za pomocą baloników z wodą są ciekawymi modyfikacjami, to wystarczą one tylko na chwilę zabawy. Sytuacja ta może się zmienić, ale póki co na próżno nam szukać etapów na miarę tych, które społeczność tworzy w takim np. Portal 2.

 

 

Grając w ten tytuł miałem wrażenie, że graficznie bardzo przypomina on przygodówki z serii Sam & Max od Telltale Games. Lekka, dość komiksowa oprawa idealnie pasuje do klimatu gry. Szkoda tylko, że optymalizacja momentami pozostawia wiele do życzenia – gra potrafi konkretnie zwolnić w niektórych momentach, zwłaszcza gdy na ekranie pojawiają się różne efekty cząsteczkowe. Jest to o tyle dziwne, że efekty specjalne w najlepszym wypadku robiłyby wrażenie dwie generacje konsol temu. Jeżeli chodzi o oprawę dźwiękową, to oprócz charakterystycznego, bulgoczącego sposobu 'mówienia' głównego bohatera oraz kawałka „Nobody Suspects a Thing” od Iana McKinney'a, Octodad: Dadliest Catch nie wyróżnia się w tej kwestii niczym szczególnym.

 

 

Something's fishy...

 

Octodad: Dadliest Catch jest grą niesamowicie lekką w odbiorze. I bardzo dobrze, bo stworzenie produkcji opartej na podobnej mechanice, lecz z duszniejszym klimatem, skończyłoby się wielkim festiwalem inwektyw i nieziemską irytacją. Nie przeczę, że momentami również w tej grze mi się to zdarzało – zwykle miało to związek z problemami silnika fizycznego, co w tytule, który opiera się przede wszystkim na nim, nie powinno mieć miejsca. Szkoda, że misje zaproponowane przez twórców są co najwyżej wstępem do łamigłówek, które być może kiedyś zostaną stworzone przez graczy. Poza tym, to właśnie one mogą zapewnić tej grze długowieczność – bez nich Octodad: Dadliest Catch jest jednorazową przygodą, i to niekoniecznie do końca zjadliwą.

 

 

 

 

 

Octodad: Dadliest Catch

Ocena
6.5
Wasza ocena
7
Oceń grę
  • Plusy
  • Lekki, nieco absurdalny humor i klimat
  • Możliwość tworzenia i udostępniania własnych poziomów
  • Oryginalna mechanika rozgrywki
  • Minusy
  • Nieco szwankujący silnik fizyczny
  • Momentami brak optymalizacji
  • Nierówny poziom trudności
  • Strasznie krótka kampania
O autorze
JohnSnakeJohnSnake
707 9
Pecetowiec wierny wujkowi Newellowi. Fan sieciówek, 'rogalików' i sandboxów. Serialowy maniak. Wieczny poszukiwacz dobrego kina science-fiction oraz fantasy. Oprócz tego lubi dobre żarcie i jeszcze lepsze piwo. Innymi słowy – typowy nerd.

0 Komentarzy