Dragon Ball: Xenoverse 2 - Recenzje

14
Smyku

Nie ma sensu po raz setny pisać o tym, jak całe pokolenie polskich (i nie tylko) dzieciaków jarało się Dragon Ballem i jak w godzinach popołudniowych podwórka pustoszały, bo wszyscy biegli oglądać walkę Songo z Komórczakiem. Jeśli chodzi o gry związane z uniwersum Smoczych Kul, to tu sytuacja była dość podobna: M.U.G.E.N, Legend of Super Saiyan – mówi wam to coś? Pewnie, że tak! Skoro mam przed sobą prawdziwych entuzjastów tematu – inni tę recenzję jak i samo Xenoverse i tak pewnie oleją – to nie ma co zwlekać i czym prędzej zabrać się za recenzję kolejnej growej adaptacji Dragon Balla…

… czyli Dragon Ball: Xenoverse 2, kontynuację przeboju od Bandai Namco i Dimps Corporation, które to studio zjadło zęby na grach opartych o przygody SongGoku i przyjaciół.

 

Znacie? To posłuchajcie…

W Xenoverse 2 główni antagoniści z pierwszej części, Towa i Mira, znowu próbują namieszać w czasoprzestrzeni, a my, jako Strażnicy Czasu, będziemy się starać ich powstrzymać. Knowania demonicznego duetu prowadzą do różnych komplikacji w normalnym biegu historii. Przykład? Przez to, że w czasie przylotu Saiyan na Ziemię Goku zostanie delikatnie opóźniony przez jednego z pomagierów Towy (znanego z filmu The Tree of Might, Turlesa), Nappa jednak nie zginie z ręki Vegety, a zamiast tego wraz z księciem zamieni się w Wielką Małpę (wiem, jak ten opis musi wyglądać dla kogoś, kto nie ma zielonego pojęcia o Dragon Ballu).

 

 

Fabuła Xenoverse 2 raczej nikogo nie zaskoczy i pewnie niewielu graczy fakt ten ruszy. To, co przecież ekscytuje nas najbardziej, to myśl o możliwości zmierzenia się z Goku, Vegetą czy innymi legendarnymi wojownikami. Gorzej, gdyby to właśnie ten element kulał…

Ale o tym może za chwilę.

 

Loadingverse 2

W Xenoverse 2 producent kolejny raz starał się pożenić bijatykę z RPG-iem. Zaczynamy więc klasycznie od stworzenia własnej postaci, wybierając między ludźmi, Saiyanami, Nameczanami, rasą Majin czy Frieza. Później pozostaje nam jeszcze dostosować wygląd protagonisty według własnych preferencji i… Gotowi do boju lądujemy w Conton City, naszej nowej bazie wypadowej.

 

 

Początki bywają jednak naprawdę ciężkie: denerwująca muzyka i ubogi design miasta to nic w porównaniu z jedną z największych bolączek gry, czyli przerażająco długimi loadingami. W pierwszych godzinach, gdy jesteśmy rzucani od samouczka do samouczka, pojedynki są krótkie, przez co ekran ładowania pojawia się co chwila. A my czekamy…

I czekamy…

I tak czekamy bez końca, aż gra zechce łaskawie pozwolić nam działać dalej. Na szczęście im dłużej gramy, tym problem ten staje się mniej uciążliwy, bowiem misje odpowiednio się wydłużają i przez to wkurzający ekran nie wskakuje już tak często. Nie zmienia to faktu, że za ten konkretny element producentowi należy się  solidna rózga.

 

 

Wyłączcie tę przeklętą muzykę!

Początkowo sądziłem, że przyjdzie mi też ostro objechać twórców za niektóre fragmenty RPG-owe. Nie chodzi o sposób zdobywania punktów doświadczenia, rozwijanie postaci czy kupowanie umiejętności lub ubrań, bo akurat te rzeczy zostały zrobione zgodnie ze sztuką. Wkurzała mnie raczej rzecz, o której już pośrednio wspomniałem: chodzenie po Conton City do najprzyjemniejszych nie należy.

Nasz bohater porusza się jak paralityk, w tle wciąż puszczana jest wnerwiająca muzyczka (zresztą ścieżka dźwiękowa gry nie należy do najbardziej udanych), samo miasto - stanowiące zlepek różnych miejscówek z uniwersum Smoczych Kul - też nie wygląda za dobrze… Niektórzy miłośnicy Xenoverse może zdążyli już się do tego przyzwyczaić, ale ja jakoś nie mogę. Na szczęście w dalszej części gry nie będziemy mieli nawet czasu zastanawiać się nad tym wszystkim, gnając od zlecenia do zlecenia.

Aż tyle jest do roboty w tej grze? Żebyście wiedzieli, że tak.

 

Przygotowanie do życia w rodzinie

Trybów w Xenoverse 2 jest naprawdę sporo. Jasne, 90% zadań sprowadza się do sklepania kogoś, pozostałe 9% do sklepania kogoś przy spełnieniu odpowiednich warunków, a tylko 1% to coś więcej niż obijanie się po buziach: a to weźmiemy udział w ćwiczeniach Krillina polegających na roznoszeniu mleka lub też pomożemy Buu w… założeniu rodziny.

 

 

Jeśli chodzi o bardziej klasyczne zajęcia, to wśród nich znajdzie się trening z Piccolo, Gohanem, Vegetą i innymi znanymi z anime i mangi postaciami, dzięki któremu nauczymy się ich ataków specjalnych; weźmiemy udział w Parallel Quests, gdzie dobierzemy sobie dwóch dodatkowych kompanów sterowanych przez SI, lub skumamy się z innymi graczami; będziemy wspinać się po szczeblach Sił Specjalnych Friezy; postaramy się spełnić kilka wyzwań tylko po to, by dostać fuchę jako ochroniarz Mr Satana… Jest tego znacznie więcej i mimo pewnej powtarzalności każdego z trybów, ani przez moment nie odczuwałem monotonni płynącej z rozgrywki. Zadowoleni będą też miłośnicy zbierania wszelkiego typu ekwipunku, ulepszeń i innych tego typu rzeczy, mających zrobić ze sterowanej przez nas postaci super-niepokonanego kozaka.

Twórcy Xenoverse 2 mieli też ambicje uczynienia ze swojego dzieła grę o bardzo silnym zapleczu społecznościowym. Stąd możliwość bawienia się z innymi żywymi graczami, uczestniczenia w raidach, walkach rankingowych czy wzięciu udziału w Tenkaichi Budokai. Brzmi to wszystko rzecz jasna bardzo fajnie, jednak w praktyce widać, że przed Dimps Corporation jeszcze sporo pracy, by faktycznie rozhulać tryby sieciowe. Zwłaszcza, iż serwery gry często świrują i jeśli ktoś chciałby się skupić na sieciowych zmaganiach, może mieć z tym problem.

 

 

Mistrz jednej taktyki

RPG RPG-iem, ale przecież wszyscy wiemy, co w takiej grze jest najważniejsze: chodzi rzecz jasna o system walki. Ten w Xenoverse 2 nie uległ zbytniej zmianie w stosunku do jedynki. Ofensywa ogranicza się tu w zasadzie do dwóch zwykłych ciosów i paru super-ataków, odpalanych przy pomocy triggerów. I niby wszystko pięknie i w ogóle, tylko problem w tym, że w singlu naprawdę ciężko o prawdziwe wyzwanie. Niby możemy kombinować, miksować ataki i w ogóle starać się wykrzesać z naszej postaci ile tylko się da, ale w rzeczywistości przez zdecydowanie większą część gry wystarczy stosować najprostsze kombinacje, by przeciwnik nie miał z nami najmniejszych szans.

 

 

A nie, przepraszam, jest jedno utrudnienie, z którym musimy często się mierzyć: chodzi o pracę kamery. Ta, wraz z systemem namierzania wroga, lubi wariować, zwłaszcza w ciasnych pomieszczeniach czy przy starciu z przemienionymi w Wielkie Małpy Vegetą i Nappą, gdy musimy skupić się na ogonach małpoludów, chcąc zadać im większe obrażenia.

Właściwie Dragon Ball: Xenoverse 2 nie zaskakuje. Mimo pewnych wad i niewielu zmian w porównaniu do pierwszej części, gra nadal powinna przypaść do gustu fanom uniwersum. I tylko im. Reszta pewnie i tak się odbije. Tytuł Dimps Corporation to rzecz solidna, ale nic ponad to – gdyby nie otoczka Smoczych Kul, Xenoverse 2 prawdopodobnie zatonęłoby w morzu innych gier.

Dragon Ball: Xenoverse 2

Ocena
7
Wasza ocena
5
Oceń grę
  • Plusy
  • Duża ilość trybów i mnóstwo rzeczy do roboty
  • Fanserwis na najwyższym poziomie
  • Mimo pewnych mankamentów: wciąga
  • Minusy
  • Absurdalnie długi czas wczytywania
  • Bieganie po Conton City i towarzysząca temu muzyka
  • Zbyt łatwe walki w singlu
O autorze
SmykuSmyku
215 0
Lubi gry i burze.

1 Komentarz

awatar
SSJ4 (gość) 3 lata temu

Tyle jechania w recenzji i az 7? Myslalem, ze bedzie gora 5...

0 Odpowiedz