Super Smash Bros. for Wii U - Recenzje

00
Zombie Grinder

Dla osób, którym nie chce się za bardzo zaglądać do wcześniejszej recenzji, a ze Smashami spotykają się po raz pierwszy kilka słów wstępu. Smash Bros. to seria z pogranicza party game i bijatyk, jednak - jak większość gier pochodzących od Nintendo – jedyna w swoim rodzaju (choć nie zawsze bywa to komplementem). Od jej zarania, jeszcze na Nintendo 64, idea cyklu pozostała niezmieniona. Wcielając się w sztandarowe postacie spod znaku dużego N (i gości z innych franszyz) obijamy bliźnich przy pomocy wszystkiego, co nawinie się pod rękę - kijów bejsbolowych, wyrzutni rakiet, bomb, warzyw(!) itp. Odmiennie niż w przypadku potomków Street Fightera – kombosy nie są predefiniowane, a ciosy specjalne nie wymagają kręcenia młynków padem niczym modlący się buddysta. O zwycięstwie stanowi refleks i zastosowanie odpowiedniego ciosu do danej sytuacji. Odmianą, w stosunku do standardowych bijatyk, jest również brak paska energii. Bijąc przeciwników zwiększamy ich poziom obrażeń. Im bardziej poobijany adwersarz, tym łatwiej wybić go poza plansze – ot i cała filozofia. Te proste zasady to jedynie przyczynek do masy zabaw, meta-gier oraz klasycznych pojedynków, w których bez jakichkolwiek dopalaczy, na płaskim terenie, musimy wyeliminować przeciwnika. Ten ostatni tryb, do niedawna jedynie nieoficjalny, przyczynił się do popularności cyklu w środowisku e-sportowych wojowników.

W najnowszej odsłonie oddano do naszej dyspozycji 49 zawodników – wśród nich m.in. takie tuzy elektronicznej rozrywki jak Mario, Link, Pac-Man czy Sonic. Twórcy dali nam również możliwość stworzenia własnego ludka. Nasz autorski projekt może należeć do jednej z trzech klas, ponadto wybieramy mu pełen zestaw ciosów. Dodatkowo każdą z 49 postaci możemy modyfikować pod względem parametrów i ciosów.

 

 

Bigger, stronger, faster

Po czasie spędzonym ze Smashami na Wii U, wersja na 3DS, przy której spędziłem bite 80 godzin, wydaje mi się teraz jedynie świetną smartfonową apką do umilania podróży. Super Smash Bros. For the Wii U to w zasadzie „kropka nad i” zarówno w temacie imprezowych fighterów, jak też wśród samych Smash Brosów. Zresztą sam twórca serii, Masashiro Sakurai, wspomniał ostatnio, że jest zbyt zmęczony pracą nad tytułem ze względu na poświęcony nakład pracy i jest to jego ostatni projekt z serii. Krew, pot, łzy i tysiące godzin „crunchu” włożone w ten tytuł widać na każdym kroku, poczynając choćby od niesamowitej oprawy. Patrząc na Smash Bros. for the Wii U w mojej głowie zrodził się ciąg logiczny, układający się w paradoks. Każdy porządny hejter wie, że konsola Nintendo zdecydowanie przegrywa pod względem wnętrzności ze sprzętem next-genowym Sony i Microsoft. Dlaczego więc w przypadku tego tytułu możemy cieszyć się stabilnym 1080p i 60fps na sekundę? Przez stabilną rozgrywkę rozumiem niezakłócaną linię prostą podczas pomiarów, bez najmniejszych odchyleń, niezależnie, czy postacie na ekranie stoją, czy też ośmiu zawodników okłada się czym popadnie, a na arenie szaleją wybuchy. To wszystko bez żadnych wielkich optymalizujących patchy na premierę i usprawiedliwień, że twórcy "chcieli, ale nie wyszło". To jak to jest z tymi next-genami? Naprawdę 30 klatek daje bardziej filmowe doznania? Nie da się czy się nie chce? Do tego, w przeciwieństwie do przenośnej wersji, areny na których toczymy walkę są niesamowicie dynamiczne, a tła pięknie animowane i bogate w detale.

Rozważając kwestie oprawy warto zwrócić również uwagę na udźwiękowienie. Pomijając świetne odgłosy i okrzyki zawodników (ach ten odgłos obijanego Pikachu…), Super Smash Bros. to jeden wielki soundtrack gier z serii Nintendo i nie tylko. W zasadzie to encyklopedia muzyki gier wideo – możemy odsłuchać i wykorzystać jako tło do rozgrywki grubo ponad 400(!) utworów z klasycznych gier.  

Nie samymi zachwytami nad oprawą żyje człowiek. Do naszej dyspozycji pozostaje masa trybów, a praktycznie każda mini-gra jest konfigurowalna pod względem zasad. Poza klasycznym trybem starcia (w którym zawarto również walkę na bardzo specjalnych zasad i tryb dla 8 zawodników), możemy pograć w grę planszową (przerywaną oczywiście walkami), tryb Classic pozwalający na gromadzenie złota i trofeów, zadania wykonywane dla bossów, arenę sportową z mini grami itp. itd. Twórcy zadbali, byśmy cały czas mieli zajęcie. Podobnie jak w  przypadku wersji 3DS każdy tryb pozwala nam coś odblokować – trofea, monety, ukryte utwory, filmy – raj dla miłośników calakowania.

 

 

Zadyma dla ośmiu

Wspomniałem wcześniej o 8 zawodnikach na jednym ekranie. 8-Player Smash działa niestety tylko w trybie offline, więc epickie rozgrywki nie staną się udziałem internetowych serwerów. Oczywiście, trzeba by ograbić piwnicę kolekcjonera, żeby zdobyć tyle adapterów i kontrolerów w polskich realiach, ale dla upartego nic trudnego. Sam przetestowałem tytuł na 2 Wii-lotach, Classic Controllerze od Wii, domyślnym padlecie od Wii U oraz 3DSie. Opcji sterowania jest mnóstwo, najwygodniej gra się jednak na - otoczonym swoistym kultem wśród smashowców - kontrolerze od GameCube. Wracając jednak do tematu trybu dla ośmiu graczy – to zupełnie nowy wymiar zabawy. Połączenie platformówki (walka na gigantycznych arenach), klasycznej bijatyki i taktyki (można campować, atakować z zaskoczenia bijących się przeciwników), wymaga zupełnie innego podejścia do rozgrywki. Niestety w polskich warunkach będzie to raczej ciekawostka lub dodatek do zjazdów sekciarzy Nintendo.

 

 

Chodź, pomaluj mój świat

Drugim novum, w stosunku do wersji przenośnej, jest bardzo intuicyjny edytor plansz. Areny tworzymy bazgrząc rysikiem po ekranie padletu, dzięki czemu możemy wyczarować fantazyjne kształty. Prostota i duże możliwości sprawiły, że w Internecie już można znaleźć projekty aren pozwalających grać choćby w Smashball – brutalną odmianę Smashowej koszykówki. Udostępniając edytor, Smashe wchodzą na terytorium dotychczas zarezerwowane jedynie dla gier pokroju Little Big Planet. Niestety, nie pomyślano o odpowiedniej infrastrukturze sieciowej, plansze możemy wykorzystywać jedynie na swojej konsoli, bez możliwości udostępnienia ich graczom przez Internet. Oby ten błąd został jak najszybciej naprawiony za pomocą aktualizacji, bo potencjał jest duży.

 

 

Let the killing begin

Można bawić się w malarza, jednak solą bijatyk zawsze będzie tryb multiplayer. Na niszowym, polskim rynku Nintendo, rozsianym po kraju fanom, pozostają głównie rozgrywki przez Internet. Podobnie jak w przypadku wersji przenośnej, do naszej dyspozycji oddano multum trybów, włącznie z rozgrywkami rankingowymi. Do tego dochodzi możliwość wirtualnego hazardu z obstawianiem meczy innych graczy. Biorąc pod uwagę, ile meczy rozegrałem od premiery na konsoli przenośnej, ile obstawiłem wirtualnych monet oglądając z wypiekami innych, ten tryb będzie mi towarzyszył przez jeszcze wiele godzin.

 

 

Nie ma róży bez kolców

Były zachwyty i peany, czas na łyżkę dziegciu. Dobór odpowiedniego sterowania to istna katorga. Idealnie sprawdza się pad od GameCube’a, jednak miałem go okazję testować jedynie na PGA. Od biedy można się przyzwyczaić do padletu, natomiast wynalazki pokroju Wii Lota nadają się jedynie do rodzinnych rozgrywek u cioci na imieninach. Z kolei 3DSa udało podłączyć mi się tylko w kilku trybach. W związku z tym zakup Smashów może wiązać się z inwestycją w dodatkowy kontroler. Ponadto infrastruktura sieciowa jest nie do końca przystosowana do rozgrywek. Czat głosowy działa tylko w lobby, kilkakrotnie zrywało mi również połączenie podczas kilku meczy ze znajomym. Wiele trybów działa tylko w wersji offline, co za tym idzie rozgrywka sieciowa jest mocno ograniczona. I najważniejsza wada – jeżeli nie czujecie klimatu starych gier i kultowych postaci występujących w grze – gra może być dla was równie pasjonująca jak curling dla Eskimosów.

 

 

And the winner is…

Wszystkim, którym powyższe wady nie przeszkadzają, mówię - marsz do sklepów. Oczywiście, zaopatrzcie się przy okazji w pada od gacka. Jeżeli nawet nie macie Wii U, a chcecie zainwestować w sprzęt do grania – rozważcie zakup konsoli. Super Smash Bros. for Wii U jest prawdziwym „system-sellerem”, którego potrzebowało Nintendo. Mnie przekonało do siebie absolutnie, tym bardziej, że kolejne exclusive’y konkurencji okazują się albo zabuggowane albo zupełnie odmienne od obietnic. Tym tytułem Nintendo udowodniło, że nie ma się totalnie czego wstydzić. Wracam obijać pyszczki Pokemonom, Zero Suit Samus czeka...

Super Smash Bros. for Wii U

Ocena
9.5
Wasza ocena
brak
Oceń grę
  • Plusy
  • świetna mechanika
  • soczysta oprawa i płynna animacja
  • przystępne zbieractwo
  • zawartością można obdarować kilka dużych gier
  • Minusy
  • dobór odpowiedniego sterowania
  • sporadyczne problemy z połączeniem sieciowym
  • brak możliwości dzielenia się własnymi planszami
  • nie każdemu przypadnie do gustu
O autorze
Zombie GrinderZombie Grinder
14 4
Konsolowiec z wyboru i z poznańskiej oszczędności, szczególną miłością darzy handheldy. Lubi piwo, komiksy i kinematografię - od arcydzieł po odmęty kina klasy B. Nie lubi się golić. Za młodu chciał być Batmanem, ale brzuch piwny zniszczył marzenia

0 Komentarzy