Styx: Shards of Darkness - Recenzje

03
YASIU

Zastanawialiście się kiedyś co by wyszło z połączonego Assassin's Creeda oraz Thiefa, wrzuconego do świata goblinów? Odpowiedzi na rzeczone pytanie postanowił udzielić pewien śmierdzący, łamiący wszelkie protokoły dyplomatyczne stworek...

 

 

Styx: Shards of Darkness to kontynuacja zapoczątkowanej w 2014 roku serii opowiadającej o dość nietypowym goblinie-złodziejaszku, który nie zawaha się użyć bardziej radykalnych metod w drodze do upragnionego celu.

 

 

Na ratunek goblinom...

 

Historia rozpoczyna się niepozornie i nieoczekiwanie, bowiem od łowczyni goblinów otrzymujemy zlecenie na kradzież pewnego berła. Główny bohater wietrząc łatwy zarobek trafia na statek ambasadora i tutaj zaczynają się prawdziwe kłopoty, bowiem wdaje się on w pojedynek z tajemniczym elfem po którym postanawia udać się na sekretne spotkanie gdzie, odkrywa spisek mający na celu wyeliminowanie wszystkich pozostałych przy życiu goblinów.

 

Choć fabuły nie zaliczę jako szczególnie odkrywczej, czy rewolucyjnej to potrafi zaciekawić i wciągnąć w całą intrygę.

 

Dodatkowego smaczku dodaje postać samego goblina. Gburowaty, niereformowalny, rzucający mięchem na prawo i lewo zyska zacne grono fanów.

 

 

Grę podzielono na dziewięć misji. Wydawać, by się mogło, iż ukończymy je szybciutko jednak nic z tego. Poziomy potrafią się znacząco wydłużyć chociażby przez robienie zadań dodatkowych dlatego lepiej dawkować sobie Shards of Darkness stopniowo, by się nie znudził.

 

Najbardziej zaskoczyła mnie możliwość rozwijania bohatera. Przyznam wręcz, że ewidentnie wzorowano się trzecim Wieśkiem.

 

Drzewko z ulepszeniami podzielono na kilka kategorii: skradanie, klonowanie, mordowanie i alchemię.

 

Każda z tych rozwiniętych rzeczy coś daje np. cichsze poruszanie, sprawniejsze załatwianie przeciwników lub robienie lepszych eliksirów.

 

 

Zróbmy to dyskretnie

 

Styx to gra nastawiona stuprocentowo na skradanie i cichą likwidację. Dodatkowo za robienie tych czynności jesteśmy sowicie wynagradzani premiowanymi punktami.

 

Z tego powodu zabrakło zaawansowanego systemu walki, jedynie proste parowanie ciosów i skakanie z nożykiem na zdziwionych oponentów. Natomiast przy większej rozróbie główny bohater pada jak długi po średnio dwóch, trzech otrzymanych ciosach.

 

 

Bezszelestne poruszanie się, godzinne kampienie w beczkach lub pod biurkami są naszymi najważniejszymi sojusznikami w omijaniu wrogów, bo mordobicia serio idzie uniknąć wielokrotnie.

 

Jednakże jak już dojdziemy do przykładowo strażnika blokującego drzwi, daną egzekucję trzeba solidnie przemyśleć i wykonać z głową, często stopniowo, a nie wpadając z pieśnią na ustach.

I właśnie myślenie to bezcenny aspekt omawianego produktu. Sam nie raz przesiedziałem bite parę minut zwyczajnie zastanawiając się co zrobić, jakiego przejścia użyć, by dojść do wyznaczonego celu.

 

Sztuczna inteligencja także za wszelką cenę stara się nam przeszkodzić. Choć wirtualne ludziki chadzają przeważnie ścieżkami wyznaczonymi skryptowo to skutecznie nas zauważą i dopadną.

Dlatego dostaliśmy do dyspozycji wiele elementów odwracających uwagę od klasycznego gwizdania po tworzenie... klonów z własnych rzygowin.

 

 

Styx w krainie baśniowych czarów?

 

Technicznie Shadows of Darkness działa na Unreal Engine 4 i względem poprzedniczki zauważam skok jakościowy, choć nie tak znaczący jak w wysokobudżetowych hitach z tego, czy zeszłego roku.

 

 

Od strony graficznej omawiana gra prezentuje się nad wyraz okazale. Lokacje zaprojektowano niczym te znane z bajecznych ilustracji, zaś ich różnorodność jest duża. Czasem trafiamy do słonecznego, pięknego świata elfów innym razem do brudnego, mrocznego miasta złodziei.

Jeśli chodzi o szkice postaci to o ile sam heros liczy sporo detali tak resztę potraktowano zdecydowanie po macoszemu czego efektem jest chociażby sztuczne poruszanie.

 

Mimo, iż skomponowanej muzyki nie zaliczę do ulubionego gatunku to całkiem poprawnie wpasowała się w mroczny klimat gry i pojawia się w odpowiednich momentach.

 

 

Bo to stary gałgan jest...

 

Nowego Styxa ciężko jednoznacznie ocenić. Gra miała potencjał i został on w jakiejś mierze zrealizowany. Fabularnie nie ma tragedii, acz zakończenie, a raczej jego brak idzie określić mianem kompletnej klapy.

 

Reasumując. Testowaną produkcję szczerze polecam fanom klasycznych, skradankowych łamigłówek, jednak dopiero gdy trafi do opłacalnej wyprzedaży, albowiem to bajeczna, lecz wyłącznie jednorazowa przygoda. 

Styx: Shards of Darkness

Ocena
7.5
Wasza ocena
brak
Oceń grę
  • Plusy
  • Nawet niezła opowieść
  • Wymagający system skradania
  • Oryginalność Styxa
  • Przyjemna dla oka grafika
  • Minusy
  • Praktycznie brak sensownego zakończenia
  • Kiepskie zadania poboczne
  • Przechodzenie poziomów może znużyć
O autorze
YASIUYASIU
235 0

0 Komentarzy