Overwatch - Recenzje

Cascad

Przed wami Overwatch. Nowa gra Blizzarda została odcięta od jechania na popularności sięgających lat 90-tych Starcrafta, Warcrafta i Diablo. Myślałem, że się już tego nie doczekam, ale jednak świnie dostały skrzydeł, a gracze w końcu dostali coś nowego od giganta z Kalifornii. I bardzo dobrze, że tak się stało.

 

Overwatch jest drużynową strzelaniną spychającą fabułę na dalekie, boczne tory. Jesteśmy strażnikami planety i tylko to się tu liczy – tak samo jak to, że plansze zbudowano tak, by odwzorować w kreskówkowo-naiwny sposób klimat każdego z odwiedzanych krajów. Czy to Anglia, czy Japonia, Włochy, Grecja i inne od pierwszego spojrzenia nie mamy wątpliwości, że miejscówka w której będziemy walczyć nadawałaby się również do oprowadzania turystów. Taka filozofia tworzenia poziomów fajnie odcina się od powszechnych „wojennych” plansz z innych gier skupionych wokół rywalizacji na serwerach.

 

 

Ważniejsze od opowiedzenia jakiejś legendy, czy też dania nam możliwości stania się nią, jest po prostu szybka, dobra zabawa. Pierwsze pojawienie się menu od razu podpowiada dwie liczące się opcje: dołączenie do meczu lub trening. W zasadzie ta druga rzecz jest niemal zbędna, bo opanowanie każdej z postaci zajmuje co najwyżej kilka minut. Dlatego też od razu wskoczyłem do walki, gdzie zamiast klasycznych deathmatchy czekało na mnie toczenie bojów o przejęcie kontroli nad punktami na mapie. Raz ruchomymi, raz robi się to na przemian z przeciwnikami, innym razem punkty się zmieniają w trakcie rozgrywki – będąc szczerym nie ma tu wielkiej rewolucji gatunkowej, ale nie była ona potrzebna bo bez niej gra poradziła sobie z dwiema bardzo istotnymi sprawami. Pierwsza to łatwość wskakiwania na serwery, w których zawsze ważniejszy jest cel całej drużyny niż samotne polowanie na fragi (one się właściwie nie liczą) – dzięki temu rozgrywka mniej polega na polowaniu na najsłabsze ogniwo i naturalnie pokazuje, że najskuteczniejsze jest trzymanie się swojej grupy. Po drugie, postaci są do siebie na tyle podobne, by łatwo można było się między nimi przełączać i próbować nowych taktyk, ale wciąż ich zmiana w trakcie meczu (można to robić płynnie, nie czekając na koniec rundy) potrafi odmienić podział sił na polu walki.

 

Skąd dojeżdżasz?

 

Wśród 21 dostępnych członków „warty Ziemi” panuje główny podział na cztery grupy: postaci ciężkie potrafiące przyjąć dużo ciosów, postaci wspomagające, postaci ofensywne i postaci dobre w walce na dużą odległość/bronieniu celu. W każdej z tych grup jest po kilku championów mocno różniących się od siebie wyglądem i nieco mniej umiejętnościami. Prawdziwą indywidualność przeważnie widać w umiejętnościach specjalnych, które mają dwa stopnie: odnawiające się co kilka sekund specjalne techniki i dostępne 3-4 razy w ciągu meczu super-ataki potrafiące mocno odmienić losy zaciętej walki. Przeważnie postać z bardzo mocnym super-atakiem ma mniej przydatne umiejętności specjalne i odwrotnie.

 

Przejdźmy jednak do przykładów; Reaper przypominający śmierć z dwoma mocnymi pistoletami świetnie radzi sobie w walce z bliska, a jego dwie podręczne techniki to możliwość bycia przez chwilę niewrażliwym na obrażenia (wtedy sam też nie może strzelać) lub teleportacja na kilka metrów – dobrze wyegzekwowana pozwala wskoczyć na plecy wrogów. Na odległość świetnie walczy snajperka Widowmaker czy Hanzo – samuraj strzelający potężnymi strzałami, potrafiący wbiec po ścianach i wypuszczający z siebie super-atak w postaci wielkich smoków czyszczących „korytarz” wrogów bezpośrednio przed nim. Maskotka gry, Smuga ma malutko punktów zdrowia ale za to potrafi błyskawicznie się przemieszczać między przeciwnikami, D.Va siedzi w potężnym mechu wyposażonym w silniki potrafiące szybko pokonać kilka metrów, a w razie zejścia całego pancerza ewakuuje się z robota, by przez kilkadziesiąt sekund czekać na możliwość przyzwania kolejnego... o ile nikt jej w tym czasie nie zabije. Oczywiście dookoła biegają również rewolwerowcy, żołnierze, cyborgi, wojownicy potrafiący rozstawiać działa, strzelać z granatnika, skakać niesamowicie wysoko, uderzać młotem, leczyć towarzyszy, stawiać ściany, zamrażać itd. Żaden ze stylów gry nie jest tu faworyzowany tak długo jak długo zachowujemy równowagę w naszej drużynie. A można ją bardzo łatwo kontrolować nawet grając mecze z przypadkowymi ludźmi, ponieważ lobby Overwatch to najjaśniejszy punkt produkcji. Jest proste i czytelnie dzieli championów na grupy, z których powstaje sześcioosobowa drużyna, cały czas mamy podgląd na to kogo wzięli inni gracze i zależnie od tego na jaką postać najedziemy otrzymujemy z boku ekranu informację w stylu: „nie ma żadnej postaci defensywnej”, „nie ma żadnego tanka” itd. dzięki czemu wiemy kogo wybrać żeby zbalansować siły naszej drużyny. Oczywiście nie musimy się tym kierować, ale najczęściej słuchanie się tego typu sugestii pomaga nam w osiągnięciu celu.

 

Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski

 

Gracze często potrzebują kontekstu do tego, by zrobić cokolwiek w grze. Blizzard raczej go nie daje, poza tym że po każdym meczu znamy więcej ruchów (o ile eksperymentujemy z postaciami) i dostajemy punkty doświadczenia. Nie przekładają się one jednak na nic więcej jak rangę gracza, dodatkową nagrodą są jednak skrzynki ze skarbami w których możemy znaleźć dodatkowe pozy, loga, skórki i inne kosmetyczne ozdobniki. Tak właściwie nie ma tu zatem żadnego elementu rozwojowego jeżeli nie polujemy na achievementy lub nie kręci nas wbijanie rang. Trybu historii, questów czy innych bardziej fabularnych i single-playerowych elementów tu po prostu nie ma. To gra, którą kupujecie po to, by wciąż wchodzić do potyczek toczonych o kontrolę nad jakimś miejscem. Życie w nią tchnęły dopiero różnorodne, ale mające dosłownie po 3 specjalne zagrania (+strzelanie) postacie. Model ten działa bardzo dobrze, ale nie ukrywajmy, że to odświeżenie formuły znanej nam od dawna niż przedstawienie zupełnie nowej, autorskiej wizji gry w której ścierają się ze sobą dwie drużyny. Będę boleśnie szczery i dodam, że Gotham City Impostors robiło to wszystko bardzo podobnie cztery lata temu z większą dozą dowolności (ale było też nastawione na klasyczne deathmatche) i było równie ciekawe... tylko wyszło bez logo Blizzarda, które całkowicie zmienia optykę Overwatcha. Kupując ten tytuł mamy przecież gwarancję tego, że setki tysięcy ludzi wciąż w nią gra, że będzie cały czas wspierana, że jest serwisowana według najwyższych standardów i dzięki aktywnej promocji wciąż będzie się rozwijać. Mniejsze studia robiące podobne tytuły, właśnie takie jak GCI nie mają szansy z tym konkurować – takie już jest prawo dżungli. Duży po prostu może więcej, a zwłaszcza gdy robi to dobrze. Overwatch to kolejny przykład, który to potwierdza.

 

Poza mechaniką pamiętajmy jednak, że dostaliśmy tytuł, który żyje designem. Dobry, miodny, zazębiający się gameplay pasujący do szybkich partii i do siedzenia kilka godzin to podstawa, która (tak jak wspominałem wyżej) będzie żyć długo dzięki skutecznemu marketingowi. Prawdziwą sztukę Blizzard osiągnął w projektowaniu postaci przemawiających do nas samym swym wyglądem. Ich pozornie sztampowe nazwy i projekty mają w sobie coś nieuchwytnego, co je wyróżnia, co wdraża w nie życie i zmienia w ikoniczny zbiór herosów. W Overwatch doskonale zaadoptowano poetykę miksu mangi  i filmów Pixara, która idealnie zgrywa się z efektami obecnymi w samej grze. Kolorowe rozbłyski, ubogie w szczegóły – ale wciąż niesamowicie plastyczne i ładne – otoczenie, kontrastujące barwy, ataki specjalne, brak krwi i tak naprawdę śladu jakiejkolwiek widocznej przemocy idealnie pasuje do grona postaci jaki nam przedstawiono.

 

Szybciej, wyżej, mocniej

 

Bardzo dobre strzelanie, w skromnej skali, ze świetnym stylem artystycznym - tym jest dla mnie Overwatch. Jest też grą, którą często będę odpalał, ale też taką przy której nie za bardzo wiem co można robić przez dziesiątki godzin non-stop. To trochę inny biegun niż produkcje, w które się wskakuje, gra przez sieć i po dwóch-trzech tygodniach wbija ostatnie rangi i widziało się już wszystko. Blizzard stworzył grę, która stawia na bycie orzeźwiającym, schłodzonym napojem gazowanym. Nie znudzi się, będzie się do niego często wracać, a ze znajomymi smakuje najlepiej – trudno go tylko uznać za coś świeżego i szczególnie sycącego. Urokiem nadrabia jednak wszystkie braki jakie można zarzucić „zwykłej drużynowej strzelaninie”. Jeżeli szukacie pozycji multiplayerowej, w której nie trzeba mieć niesamowitego skilla, by dobrze się bawić to chwytajcie za Overwatch – a potem z każdą godziną będziecie bliżej tytułu „gracza meczu”. Warto samemu docenić tę równowagę między przystępnością, eksperymentami z różnymi postaciami i polepszaniem swych umiejętności. To jedna z ważniejszych premier tego roku.

Overwatch

Ocena
8
Wasza ocena
9.1
Oceń grę
  • Plusy
  • Przystępność
  • Świetna prezentacja świata i postaci
  • Nagradzanie pracy drużynowej i zrozumienia gry
  • Sprawdza się nawet gdy nie gramy ze znajomymi
  • Minusy
  • Bardzo mało trybów
  • Nie ma praktycznie czego odkrywać
O autorze
CascadCascad
3215 22

Prawdziwy entuzjasta gier, który uwielbia z nich szydzić, żartować i nakręcać się na kolejne premiery. Piszę dla was newsy, raporty, recenzje… lubię oryginalne pomysły, dziwactwa i cały czas jestem na czasie. 

12 Komentarzy

awatar
Karachan (gość) rok temu

Artykuł jakiego dawno na GD nie było, wszystko pięknie ale ja nie zgadzam się tylko z opinią o menu. Możliwość sprawdzenia wybranych bohaterów drużyny przeciwnika przed rozpoczęciem meczu wydaje mi się po prostu słaba. Nie wiem jak jest w competitive ale mam nadzieję, że ta opcja jest wyłączona. Warto też wspomnieć o innej podobnej grze, Paladins: Champions of the Realm. Prezentuje się równie ciekawie posiada niepowtarzalny system budowania decku i wykorzystywania tzw. "burn cards" już w czasie bitwy.

1 Odpowiedz
awatar
Tracer (gość) rok temu

A co miałbyś k...a odkrywać w sieciowym fpsie?

0 Odpowiedz
Darius rok temu

Dużo możliwości jest, dude

0 Odpowiedz
awatar
Tracer (gość) rok temu

Na przykład? Co masz do odkrywania w CS:GO? Albo w Battlefieldzie?

0 Odpowiedz
awatar
Kroolikowy (gość) rok temu

W Battlefiledzie broń :V

1 Odpowiedz
awatar
ENBU (gość) rok temu

Zwykła naparzanka dla dzieci. A i jeszcze dla jutubieruf. CO najwyżej 5/10 za wykonanie umożliwiające sprawną rozgrywkę sieciową i mechanikę gry. Ten tryb gry jest już tak eksploatowany od lat jak filmowa komedia w stylu jadą na wakacje i chleją albo muzyka disco polo. Brak innowacyjnego podejścia dyskwalifikuje tą grę. Branża jest niestety złupana przez portale w rękach milusińskich. Teraz bardziej od zawartości gry liczy się "sajmon mówi modną grą jest..." Nie chcę obalać argumentów w recenzji; "najjaśniejszy punkt produkcji to menu gry"...bo to się samo obala. Możemy patrzeć jakie postacie będą w przeciwnej drużynie z lobby gry...serio kurw@? Nie ma tanka-to jest informacja dla ośmiolatka. Dziwie się naprawdę wysokim ocenom tej gry. Starszy brat, gracz Sajmon mówi- Blizzard?

0 Odpowiedz
Darius rok temu

Znowu ty, grałeś?

1 Odpowiedz
awatar
ENBU (gość) rok temu

Moja ocena tego tytułu nie jest odosobniona. Granie w nią nie zadaniem wybitnie trudnym więc jeśli chcesz podjąć temat to bardziej się postaraj bo wychodzisz na zwykłego trola. Mogłeś pójść dalej i zapytać czy mam prąd w domu. P.S> Nie da się zamieścić komentarza pod tym niusem https://gamedot.pl/news,codemasters-zapowiedzialo-f1-2016-ukaze-sie-jeszcze-w-tym-roku

1 Odpowiedz
admin rok temu

U mnie dodawanie komentarza działa

0 Odpowiedz
awatar
ENBU (gość) rok temu

tutaj działa osiołku. Nie działa pod niusem o F1, podałem link.

1 Odpowiedz
admin rok temu

Koteczku, ale ja sprawdziłem pod newsem o F1, to, że nic nie widzisz, nie znaczy, że nic nie było.

4 Odpowiedz
awatar
ENBU (gość) rok temu

Świetnie, był ale zniknął. Gratuluję wspaniałej roboty. Wierzę na słowo, no ale nie zdążyłem zobaczyć. Macie tam błąd i tyle wyjaśnień.

0 Odpowiedz